"We keep behind closed doors
Every time I see you, I die a little more
Stolen moments that we steal as the curtain falls
It'll never be enough."
Every time I see you, I die a little more
Stolen moments that we steal as the curtain falls
It'll never be enough."
♥♥♥
Obudził ktoś dobijający sie do drzwi. Po cholerę ktoś o tej porze mnie budzi?! Zdenerwowałam się.
- Proszę! - burknęłam i schowałam twarz ponownie w poduszkę.
- Wstawaj, za pół godziny mamy autobus. - czułam jak Gerard siada na łóżko.
- Ja pierdole.. Serio? - momentalnie podniosłam się z łóżka i wyleciałam jak torpeda z jakąś sukieneczką do łazienki. Szybko wykonałam poranne czynności. Ubrałam sie w sukienkę i pomalowałam oczy. Stwierdziłam, że będzie dziś gorąco więc zaplotłam sobie dobierańca. Po kilku dosłownie kilku minutach wyszłam z łazienki i włożyłam czarne sandałki. Powrzucałam do torebki jakieś głupoty i byłam gotowa do wyjścia.
- Wow szybka jesteś. - pochwalił mnie Hiszpan, który zdążył rozwalić sie na łóżku.
- Możemy już iść. - powiadomiłam Go.
- O nie, nie nie Maleńka. Najpierw śniadanie. - podniósł się z łóżka i zaciągnął mnie na dół. Weszłam do kuchni, wyciągnęłam z szafki miodowe płatki. Nasypałam je do miski, po czym zalałam mlekiem. Powolnie zjadłam. Nie wiem dlaczego, ale przy nim nie chciałam nigdy jeść. Jak jestem sama to zjadam trzy razy tyle co zawsze. Nie rozumiem tego. Kiedy już skończyłam to odstawiłam naczynia do zmywarki i posprzątałam po sobie.
- Teraz możemy iść. - zarządziłam idąc w stronę przedpokoju.
- Jeszcze okulary. - poprosił mnie.
- Mi jakoś szczególnie nie są potrzebne, no ale niech Ci będzie gwiazdo. - zaśmiałam się zakładając okulary. Gerard otworzył drzwi i wyszliśmy. - Ej czekaj zamknę jeszcze! - krzyknęłam do Niego kiedy był już przy bramce.
- Elena jest w domu! - odkrzyknął mi. A no to chyba, że. Dogoniłam Go i ruszyliśmy w stronę przystanku. Ani ja, ani on się nie odzywaliśmy. Norma. Po co ja z nim gdziekolwiek jadę? Dotarliśmy na przystanek i usiadłam na ławce. Gerard chwilę postał, ale też usiadł.
- Ale zajebiście. - stwierdziłam parząc w niebo.
- Co zajebiście? - zapytał mój towarzysz.
- No jest zajebiście. Wróciłam do domciu, jest tak samo pięknie jak rok temu, cieplutko. Czego jeszcze można chcieć? - wyjaśniłam.
- Ludzie głównie tu przylatują, żeby znaleźć miłość swojego życia. - wybuchł śmiechem.
- Nie szukam miłości. - fuknęłam. - Raz znalazłam i dziękuje. - dodałam.
- Czyli masz kogoś. - burknął Pique.
- A czy gdybym miała to siedziałabym tutaj z Tobą? Pomyśl chwilę zanim coś palniesz. - skarciłam Go.
- W takim razie dlaczego tak powiedziałaś? - zaczął dopytywać.
- Bo znalazłam ją rok temu. Bynajmniej tak myślałam, ale nie wyszło mi to na dobre. - westchnęłam.
- To znaczy? Co się stało? - dalej drążył temat.
- Zdradził mnie z najlepszą kumpelą. - burknęłam.
- Dlaczego mu nie wybaczyłaś? Każdy zasługuje na drugą szansę. - chciał Go bronić czy jak?
- Ja zdrady nie wybaczam. Zresztą nie wiesz jak tam było. - fuknęłam. - To był najgorszy rok życia.
- A co tam się działo? - czy on musi wszystko wiedzieć?
- To nie rozmowa na teraz. - odparłam i akurat podjechał autobus. Wiele osób wysiadło, ale i tak było sporo ich jeszcze w środku. Na szczęście z tyłu były jeszcze wolne dwa miejsca. Jakiś trzech chłopców w koszulce Barcy stało przy drzwiach, ale nie usiedli. W sumie, następny przystanek to Camp Nou. Nie było sensu siadać. Zajęliśmy te dwa miejsca i wyciągnęłam z torebki telefon. Zaczęłam sobie robić fotki na snapa. - Uśmiech proszę Gredziu. - zwróciłam się do Niego. Ten przysunął się do mnie i szeroko uśmiechnął. To zdjęcie było komiczne. Oczywiście zabrał mi telefon i zaczął bawić się efektami na snapie. Ściągnął okulary, ale o dziwo nikt Go nie poznał. Najwięcej zrobił chyba tego pieska i wysyłał do Kylie, Marcia, Sergiego, dziewczyn.. No idiota po prostu idiota.
- Anto.. - odparł, a ja się do Niego odwróciłam. Skorzystał z okazji i zrobił mi jakieś głupie zdjęcie. Zapisał je, a potem podpisał tylko nie wiem jak bo od razu wysłał. Zabrałam sobie jego telefon i robiłam zdjęcia. Kilka było z nim, a kilkanaście samych moich. Nie miał snapa więc trochę głupio. Ale trudno. Te zdjęcia wyszły nawet ładnie. Przejechaliśmy kilka przystanków i byliśmy już w centrum..
- Widzisz.. nikt Cię nie poznał. - poklepałam Go po ramieniu.
- To w sumie dobrze, bo nie chcę jakiś głupich plotek, że się z kimś spotykam. - stwierdził.
- To co powiedziałeś było chamskie. - wypsnęło mi się. Powiedziałam to mimo iż tego nie chciałam.
- Bywa. - syknął.
- Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.. - odparłam zakłopotana.
- Wiesz, przynajmniej jesteś szczera, nie to co.. a zresztą nie ważne. - westchnął.
- No powiedz mi. - stanęłam przed nim.
- Nie, może kiedyś się dowiesz. - fuknął i złapał mnie za dłoń. - Chodź idziemy pozwiedzać. - dodał i ruszyliśmy w stronę Sagrady Familii...
***
Po około czterech godzinach zwiedziliśmy pół Barcelony. O dziwo Gerard zachowywał się normalnie. Był miły, opowiadał mi o historii tego miasta. Mimo iż ją znałam to i tak z chęcią posłuchałam o tym. Niech ma tą satysfakcję, że mi coś opowiedział i tak dalej. Robiliśmy przy okazji zdjęcia. Po tym wypadzie mieliśmy chyba po kilkadziesiąt selfie.
- No to pozostało nam jeszcze pół Barcelony. - zaśmiał się siadając na ławce przy przystanku.
- Może kiedy indziej? Bo jestem zmęczona i jeszcze muszę się spakować. - zaproponowałam.
- Okej. Będzie pretekst aby się spotkać. - objął mnie ramieniem. Na te słowa tylko się uśmiechnęłam. Zdziwiło mnie to trochę, ale niech będzie. Czyżby z bezuczuciowego gbura zrobił się kochany mężczyzna? To nawet dobrze. Znajdzie sobie jakąś dziewczynę. Chyba nie jestem dla niego odpowiednią partią. Mimo wszystko widzę, że coś przede mną ukrywa. Chcę się tego dowiedzieć. Nie wiem jak to zrobię, ale chociaż spróbuje. Podjechał autobus i jak wcześniej bardzo dużo ludzi wysiadło. Tym razem nie mogliśmy usiąść, bo i tak było dużo ludzi. Wsiedliśmy środkiem i stanęliśmy sobie obok jakiejś młodej dziewczyny z wózkiem. Nie miałam się czego trzymać więc Gerard objął mnie w talii. Ściągnęłam okulary i popatrzyłam na Gerarda. Po czym jemu też ściągnęłam.
- Skarbie co Ty robisz? - chciał mnie zdenerwować tym skarbie, ale mu się to nie udało.
- I tak nikt Cię nie pozna Gredziu. - poczochrałam jego ładnie ułożoną fryzurę.
- Jesteś tego pewna? - przyciągnął mnie do siebie.
- W 100% - zaśmiałam się.
- No dobra niech Ci będzie. - uśmiechnął się szeroko. Szczerze mówiąc wyglądaliśmy jak para. Starsza pani siedząca na przeciwko nas przyglądała sie nam i uśmiechała. Odwzajemniłam jej uśmiech, ale Pique nawet nie zwracał na to uwagi. Po jakiś piętnastu minutach wysiedliśmy już na naszym przystanku.
- No to pa. - nie wiedziałam jak się pożegnać. Gerard się potknął, po czym wpadł centralnie na mnie i zaczął całować. Mimo iż tego nie chciałam to odwzajemniłam jego pocałunek. - Dlaczego Ty to zrobiłeś?! - oburzyłam się.
- Właśnie się nad tym zastanawiam. - fuknął zakłopotany.
- Idę, cześć. - wyminęłam Go i ruszyłam w stronę domu. Kiedy dotarłam na miejsce. Oparłam sie o murek i przemyślałam na spokojnie zaistniałą przed chwilą sytuacje.
- Stało się coś? - podszedł do mnie Rafinha.
- Nie.. - posłałam mu sztuczny uśmiech.
- Okej. - zaśmiał się i wszedł sobie za mną do środka.
- A Ciebie co tutaj sprowadza? - zapytałam.
- Nudno mi więc wpadłem. - stwierdził.
- Tyle, że ja się będę pakować. - odparłam.
- Pomogę Ci. - wszedł ze mną do pokoju i usiadł na fotelu. Wyciągnęłam walizkę z szafy i po kolei zaczęłam pakować rzeczy. Fajnie mi pomagał. Siedział i grał na telefonie. Ale lepiej, żeby sobie grał niż zrobił mi w pokoju jeszcze większy bałagan. - Weź opowiedz mi coś o sobie. - poprosił.
- Nie ma o czym opowiadać. - zaśmiałam sie głupio.
- Na pewno jest. - szeroko się uśmiechnął.
- Mam na imię Antonella, na nazwisko Martinez. Interesuje się modelingiem, fotografią. Lubię też grać w piłkę, choć rzadko to robię.. Kocham Davida Beckhama. Jak byłam mała to wujek zabierał mnie na treningi dziewczyn i trenowałam z nimi. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to nie dla mnie. Mam 18 lat. Jeszcze, bo za dwa dni kończę 19. Kocham spędzać czas na plaży. - opowiedziałam mu w skrócie.
- Jesteś ciekawa nawet. - stwierdził. - Masz za dwa dni urodziny więc zróbmy sobie zdjęcie. - zaśmiał się. Kucnął obok mnie i zrobił jakieś śmieszne zdjęcie. To, że jest idiotą wiedziałam już wcześniej. Będę musiała się pogodzić z jednym głupim zdjęciem. Tym bardziej Sergi ma ich już ze dwieście.
- Teraz Ty coś o sobie opowiedz. - nakazałam mu.
- No to jestem pół Brazylijczykiem i pół Hiszpanem. Kocham piłkę nożną. Mam 23 lata. Lubię podróżować. Nie wyobrażam sobie życia bez piłki. Lubię też imprezować. I podobasz mi się. - powiedział, a ja się zarumieniłam. - Może się lepiej poznamy? Co Ty na to?
- Nie obraź się, ale mam na razie dość miłości. - skrzywiłam się. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu telefon. Wstałam z podłogi i wzięłam mój telefon z komody. Ukazało się moje zdjęcie z Kylie.
- Słucham? - odebrałam.
- chodź szybko do mnie ważna sprawa! - wrzeszczała do słuchawki.
- Daj mi piętnaście minut. Musze się skończyć pakować. - powiedziałam ze spokojem w głosie.
- To dopakuj jeszcze kilka ciuchów, bo jednak lecimy na tydzień. - oznajmiła.
- Dobra. Zrobię to jak najszybciej i do Ciebie wpadnę. - powiadomiłam ją i się rozłączyłam.
- To ja w takim razie idę. Do zobaczenia jutro na lotnisku. - przytulił mnie na pożegnanie i poszedł. Szybko stanęłam przed szafą i wzięłam bieliznę oraz jakieś sukienki, po czym schowałam je do walizki. Poszłam jeszcze do łazienki i do dużej kosmetyczki schowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy m.in. żel pod prysznic, szampon, balsam do ciała, krem do rąk, krem do twarzy, pastę, szczoteczkę, podkład, puder, bronzer, paletkę cieni, tusze do rzęs, eyeliner, dwie nudowe pomadki oraz perfumy. Włożyłam kosmetyczkę do walizki i zamknęłam ją. Wyciągnęłam z szafki większą torbę z adidasa do której schowałam portfel ze wszystkimi potrzebnymi dokumentami. Wrzuciłam tam słuchawki, naładowanego power banka, jeszcze jedne okulary przeciwsłoneczne oraz balsam do ust i krem do rąk. Zniosłam walizkę na dół i natknęłam się na ciocię.
- Na tydzień jedziemy. Podobno zmiana planów. - powiadomiłam ją.
- Wiem, wiem. Kylie dzwoniła. Właśnie kończę pakować siebie i wujka. - zaśmiała się. Czyli zawsze dowiaduje się ostatnia. Super. - A Ty gdzie się teraz wybierasz? - zapytała, kiedy zakładałam buty.
- Kylie ma do mnie jakąś ważną sprawę. Nie wiem o co jej chodzi. - odpowiedziałam. - Idę, potem wrócę. - westchnęłam i tyle mnie widziała. Po kilku minutach stałam już pod drzwiami mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem. Kylie od razu mi otworzyła i wciągnęła do salonu. - Dlaczego wy stawiacie mnie przed faktem dokonanym? Z tymi urodzinami, nawet nie zapytaliście się mnie gdzie chcę je spędzić.. Teraz się dowiaduje o tym, że jednak tydzień. I oczywiście dowiedziałam się o tym ostatnia. Czy nikt nie liczy się z moim zdaniem? - zaczęłam z wyrzutem.
- Oj spokojnie, kochanie. - machnęła ręką. - Będzie super. Zobaczysz. - poklepała mnie po ramieniu.
- Jakoś po dzisiejszym nie mam chęci jechać nigdzie.. Najlepiej bym wcale nie wychodziła z domu. Także pewnie nie będę się cieszyła z tego wyjazdu. - westchnęłam ze smutkiem.
- Przecież byłaś z Gerardem. Widziałam niedawno snapy. - szeroko się uśmiechnęła.
- A właśnie, co on napisał pod tym moim zdjęciem? - zapytałam.
- Najpiękniejsza lasia w Barcelonie. Plus jeszcze serduszko. - uśmiechnęła się pod nosem i pokazała mi to zdjęcie, ponieważ zrobiła screena. - Złamał dla Ciebie swoje zasady! Po raz kolejny się z Tobą umówił! - zacząła wrzeszczeć.
- Weź już przestań. - westchnęłam.
- A co się stało, że nie chcesz wychodzić z domu? - spojrzała na mnie.
- Oj Gerard mnie pocałował. - fuknęłam.
- Wow! To świetnie! Kochana przecież to już nie pierwszy raz. - wybuchła śmiechem.
- Ale ja tego nie chcę.. Nie chcę sie w nim zakochać, ani nie chcę żeby on to zrobił. - wyjaśniłam.
- Ja rozumiem to, że niedawno sie rozstałaś z tym downem Joshem, ale nie uważasz, że czas zacząć wszystko od nowa? - zapytała.
- Nie jesteśmy chyba dla siebie odpowiedni. Ja jestem wrażliwa, a On nie umie wyrażać uczuć. Mamy całkiem inne charaktery. Zresztą jedynym sposobem będzie unikanie go. - stwierdziłam.
- Oj Anto, Anto.. - zaczęła się ze mnie śmiać. I tak minął mi wieczór w towarzystwie mojej przyjaciółki...
NASTĘPNEGO DNIA! :
Przebudziło mnie czyjeś szturchanie. Nie chciałam otwierać oczu. Tak bardzo chciało mi się spać. Poczułam, że ktoś na mnie wskoczył.
- Ty downie! Normalny jesteś? - zaczęłam się drzeć i usłyszałam ten głupi śmiech Sergiego. No nikt inny by czegoś takiego nie odwalił. - Co Ty tutaj do cholery robisz? - wstałam z mojego kochanego łóżeczka.
- Budzę Cię. Za godzinę mamy być na lotnisku. - powiadomił mnie.
- Jeju jak mi się nie chce.. Lećcie beze mnie. - westchnęłam głośno zabierając z krzesła koszulkę oraz spodenki.
- Bez naszej jubilatki? Niemożliwe kochana. - zaśmiał się i zrobił mi przy okazji zdjęcie. Bez tego nie mogło się obejść.
- Zaraz wrócę. - odparłam i udałam się do łazienki. Wykonałam poranne czynności i ubrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Związałam włosy w wysokiego kucyka i wyszłam z pomieszczenia.
- Jest amazing! - posłał mi szeroki uśmiech. Zignorowałam Go i zamknęłam drzwi balkonowe. Odpięłam ładowarkę z kontaktu i wrzuciłam ją do torby.
- A teraz złaź bo chcę pościelić łóżko. - zepchnęłam Go i zrobiłam porządek. - Chodźmy na śniadanie. - wzięłam ze stolika telefon, który wylądował w torbie i zeszliśmy na dół. Usiedliśmy do stołu i ciocia dała nam musli. Zjadłam to szybko, ale i tak poprosiłam jeszcze dwie porcje. Mój apetyt powrócił, bo nie było obok Gerarda.
- Od kiedy Ty tyle jesz? - zdziwił się.
- Od zawsze. - wybuchłam śmiechem.
- Czyżby? - uniósł śmiesznie brew.
- Sergi nie drąż tematu. - poprosiłam.
- Dobrze siostra, dla Ciebie wszystko. - dał mi buziaka w policzek i wraz z wujkiem wyszli z walizkami, aby schować je do taksówki, która przed chwilą przyjechała.Wraz z Eleną posprawdzałyśmy czy wszystko jest zamknięte i zabierając torebki wyszłyśmy z domu. Wujek jeszcze pozamykał wszystkie wejścia do domu i zabrał klucze. Wsiedliśmy do taksówki i odjechaliśmy na lotnisko..
Po około 30 minutach dotarliśmy do celu. Zdaliśmy bagaże i poszliśmy na odprawę. Dotarliśmy na lotnisko jako ostatni, a to wszystko przez to, że nikt mnie nie obudził. Przywitałam się z dziewczynami i chłopakami pomijając oczywiście Gerarda. On w sumie też mnie olewał. Także miałam spokój.
- UWAGA UWAGA! Uczestników lotu Barcelona - Las Palmas zapraszamy na pokład samolotu.
- Ych.. nie chce mi się. - burknęłam wchodząc przez tunel.
- Siostrzyczko, będzie fajnie. - objął mnie ramieniem. - Z kim siadasz?
- Z nikim. - wybuchłam śmiechem. - A co chcesz usiąść ze mną? - zapytałam.
- Tak, przecież tak bez powodu bym się nie pytał. - szeroko się uśmiechnął. - Siadamy tu. - wskazał na trzy siedzenia przed tymi na których siedział Jordi, Gerard i pan kochany Bartra. On był bardzo okej. Od razu Go polubiłam, taki milutki, fajniutki. Sergi wepchnął się na siedzenie obok okna, a ja tuż obok Niego. Akurat szła Rafa.
- Rafcia, siadasz z nami? - zaproponowałam.
- A mogę? - nie wiem dlaczego, ale się zdziwiła.
- No proste, że tak. - zaśmiałam się. Na moje słowa szeroko się uśmiechnęła i usiadła obok mnie. Sergi już zaczynał denerwować ludzi. Połączył się z siecią wi-fi i zaczął nagrywać snapy. W sumie przypomniał mi, aby wejść na snapa. - Ohoho.. czterech nowych znajomych! - powiadomiłam wszystkich. Jak się okazało dodał mnie Marc, Gerard, Jordi i Andres. Potwierdziłam wszystko.
- Moje laseczki i chłopcy z tyłu za pozujcie do zdjęcia. - poprosił nas. Zrobił nam śmieszne zdjęcie i wstawił na my story z dopiskiem "Moje laski i trzy downy :D"
- Czy twoje to ja bym nad tym polemizowała. - zaśmiała się Rafcia.
- To czyje niby? - usłyszałam zza siebie głos Marcia.
- Davida Beckhama. - odpowiedziałyśmy jednocześnie rozmarzone. Na co po chwili wybuchłyśmy śmiechem.
- Kobiety. - westchnął Andres odwracając się do nas.
- Jeju, Ty też Go kochasz? - zapytała podekscytowana.
- Taak! Jest najlepszy i najprzystojniejszy. Jejciu.. - zaśmiałam się.
- No to mamy wspólny temat do rozmowy. - przytuliła mnie.
- Oj tak. - odwzajemniłam jej uścisk.
- Uwaga proszę zapiąć pasy za chwilę startujemy. - powiadomiła stewardessa. Młoda, zgrabna.. Od razu przykuła uwagę i komentarze chłopaków. Wszyscy się jej posłuchali i samolot wystartował. Jak zwykle zatkało mi uszy.
- Mogę to? - braciszek wyciągnął mi z torebki krem do rąk.
- Możesz. - westchnęłam.
- A co to jest? - zapytał otwierając.
- Krem do rąk. Jaśminowy. - odpowiedziałam.
- Dobrze. - szyderczo się uśmiechnął i zaczął nagrywać snapy. Zauważyłam, że Rafa zrobiła się jakaś smutna.
- Ej co się stało? - zapytałam moją przyjaciółkę. W sumie mogłam ją tak nazwać.
- Nie lubię jak ktoś perfidnie mnie zlewa. - burknęła głośno.
- Wiem co czujesz. - odparłam. - Ale nie ma co się przejmować. Im bardziej będziesz się czymś przejmować, tym będzie gorzej. - poklepałam ją po ramieniu.
- Może i masz rację.. - westchnęła. - W co się jutro ubierasz na imprezkę? - zmieniła temat.
- W taką granatową sukienkę. Oj zobaczysz jutro. - odparłam.
- Po cholerę Ty mi to wysyłasz?! - wydarł się Gerard na Sergiego. - Przecież słyszę co tam gadasz. Mógłbyś oszczędzić dodatkowej męki. - dodał po chwili, na co pół samolotu wybuchło śmiechem.
- Ech idę spać. - westchnęłam i oparłam się o Rafaellę..
***
- Ale mamy zdjęć na jutro! - obudził mnie krzyk Marcia.
- Wstawaj wylądowaliśmy. - wybuchł śmiechem Sergi.
- Już, już. - zabrałam torbę i wraz z Rafcią wyszłyśmy na płytę główną lotniska. Chłopcy, czyli Gerard, Jordi i Sergi odebrali nasze bagaże. Złapałyśmy jakąś taksówkę i przemiły taksówkarz zawiózł nas do hotelu, w którym czekała już Kylie. Gerard robił za mojego tragarza. Mimo iż nie odzywał się do mnie to i tak nie chciał, żebym targała za sobą tą ciężką walizkę.
- Hejo. Ja już mam karty do pokoi i zapisałam, który ma każdy. - powiadomiła nas. Zaczęła wymieniać wszystkich. - Anto i Gerard proszę. - wręczyła Gerardowi kartę.
- Że co? - zapytałam z niedowierzaniem. Postawiła mnie w głupiej sytuacji. Zmroziłam ją wzrokiem i myślałam, że ją po prostu zamorduję. - A w sumie mi to bez różnicy. Prześpię się na kanapie, pewnie jakaś tam jest. - stwierdziłam, na co Sergi z Gerardem wybuchnęli śmiechem.
- Dobra idziemy. - zarządził Pique. Wraz z Rafą, która była zadowolona, że jej towarzyszem w pokoju jest Jordi poszliśmy do windy. Nasze piętro było najwyżej w tym hotelu czyli na 10. Masakra, nie lubię takich wysokości. Tym bardziej, że jestem w pokoju z osobą niezrównoważoną czyli panem Gerardem. Po kilku minutach wysiedliśmy już z windy i udaliśmy się do pokoi. Zabrałam Hiszpanowi kartę i otworzyłam nasz pokój.
- Wow. - tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
- To podobno apartament małżeński. - zaśmiał się stawiając moją walizkę. "Kylie zabiję Cię" powiedziałam sobie w myślach. - O i jest twoja kanapa. - wskazał na malutką sofę. Dam jakoś radę. Bo jak nie ja to kto?
- Ten lot mnie wykończył. - westchnęłam. - Idę spać. Do jutra. - odparłam i rzuciłam się na tą kanapę. Nie była zbyt wygodna, ale z nim w jednym łóżku spać nie będę... Zrobiłam się senna i momentalnie zasnęłam..
- Teraz możemy iść. - zarządziłam idąc w stronę przedpokoju.
- Jeszcze okulary. - poprosił mnie.
- Mi jakoś szczególnie nie są potrzebne, no ale niech Ci będzie gwiazdo. - zaśmiałam się zakładając okulary. Gerard otworzył drzwi i wyszliśmy. - Ej czekaj zamknę jeszcze! - krzyknęłam do Niego kiedy był już przy bramce.
- Elena jest w domu! - odkrzyknął mi. A no to chyba, że. Dogoniłam Go i ruszyliśmy w stronę przystanku. Ani ja, ani on się nie odzywaliśmy. Norma. Po co ja z nim gdziekolwiek jadę? Dotarliśmy na przystanek i usiadłam na ławce. Gerard chwilę postał, ale też usiadł.
- Ale zajebiście. - stwierdziłam parząc w niebo.
- Co zajebiście? - zapytał mój towarzysz.
- No jest zajebiście. Wróciłam do domciu, jest tak samo pięknie jak rok temu, cieplutko. Czego jeszcze można chcieć? - wyjaśniłam.
- Ludzie głównie tu przylatują, żeby znaleźć miłość swojego życia. - wybuchł śmiechem.
- Nie szukam miłości. - fuknęłam. - Raz znalazłam i dziękuje. - dodałam.
- Czyli masz kogoś. - burknął Pique.
- A czy gdybym miała to siedziałabym tutaj z Tobą? Pomyśl chwilę zanim coś palniesz. - skarciłam Go.
- W takim razie dlaczego tak powiedziałaś? - zaczął dopytywać.
- Bo znalazłam ją rok temu. Bynajmniej tak myślałam, ale nie wyszło mi to na dobre. - westchnęłam.
- To znaczy? Co się stało? - dalej drążył temat.
- Zdradził mnie z najlepszą kumpelą. - burknęłam.
- Dlaczego mu nie wybaczyłaś? Każdy zasługuje na drugą szansę. - chciał Go bronić czy jak?
- Ja zdrady nie wybaczam. Zresztą nie wiesz jak tam było. - fuknęłam. - To był najgorszy rok życia.
- A co tam się działo? - czy on musi wszystko wiedzieć?
- To nie rozmowa na teraz. - odparłam i akurat podjechał autobus. Wiele osób wysiadło, ale i tak było sporo ich jeszcze w środku. Na szczęście z tyłu były jeszcze wolne dwa miejsca. Jakiś trzech chłopców w koszulce Barcy stało przy drzwiach, ale nie usiedli. W sumie, następny przystanek to Camp Nou. Nie było sensu siadać. Zajęliśmy te dwa miejsca i wyciągnęłam z torebki telefon. Zaczęłam sobie robić fotki na snapa. - Uśmiech proszę Gredziu. - zwróciłam się do Niego. Ten przysunął się do mnie i szeroko uśmiechnął. To zdjęcie było komiczne. Oczywiście zabrał mi telefon i zaczął bawić się efektami na snapie. Ściągnął okulary, ale o dziwo nikt Go nie poznał. Najwięcej zrobił chyba tego pieska i wysyłał do Kylie, Marcia, Sergiego, dziewczyn.. No idiota po prostu idiota.
- Anto.. - odparł, a ja się do Niego odwróciłam. Skorzystał z okazji i zrobił mi jakieś głupie zdjęcie. Zapisał je, a potem podpisał tylko nie wiem jak bo od razu wysłał. Zabrałam sobie jego telefon i robiłam zdjęcia. Kilka było z nim, a kilkanaście samych moich. Nie miał snapa więc trochę głupio. Ale trudno. Te zdjęcia wyszły nawet ładnie. Przejechaliśmy kilka przystanków i byliśmy już w centrum..
- Widzisz.. nikt Cię nie poznał. - poklepałam Go po ramieniu.
- To w sumie dobrze, bo nie chcę jakiś głupich plotek, że się z kimś spotykam. - stwierdził.
- To co powiedziałeś było chamskie. - wypsnęło mi się. Powiedziałam to mimo iż tego nie chciałam.
- Bywa. - syknął.
- Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.. - odparłam zakłopotana.
- Wiesz, przynajmniej jesteś szczera, nie to co.. a zresztą nie ważne. - westchnął.
- No powiedz mi. - stanęłam przed nim.
- Nie, może kiedyś się dowiesz. - fuknął i złapał mnie za dłoń. - Chodź idziemy pozwiedzać. - dodał i ruszyliśmy w stronę Sagrady Familii...
***
Po około czterech godzinach zwiedziliśmy pół Barcelony. O dziwo Gerard zachowywał się normalnie. Był miły, opowiadał mi o historii tego miasta. Mimo iż ją znałam to i tak z chęcią posłuchałam o tym. Niech ma tą satysfakcję, że mi coś opowiedział i tak dalej. Robiliśmy przy okazji zdjęcia. Po tym wypadzie mieliśmy chyba po kilkadziesiąt selfie.
- No to pozostało nam jeszcze pół Barcelony. - zaśmiał się siadając na ławce przy przystanku.
- Może kiedy indziej? Bo jestem zmęczona i jeszcze muszę się spakować. - zaproponowałam.
- Okej. Będzie pretekst aby się spotkać. - objął mnie ramieniem. Na te słowa tylko się uśmiechnęłam. Zdziwiło mnie to trochę, ale niech będzie. Czyżby z bezuczuciowego gbura zrobił się kochany mężczyzna? To nawet dobrze. Znajdzie sobie jakąś dziewczynę. Chyba nie jestem dla niego odpowiednią partią. Mimo wszystko widzę, że coś przede mną ukrywa. Chcę się tego dowiedzieć. Nie wiem jak to zrobię, ale chociaż spróbuje. Podjechał autobus i jak wcześniej bardzo dużo ludzi wysiadło. Tym razem nie mogliśmy usiąść, bo i tak było dużo ludzi. Wsiedliśmy środkiem i stanęliśmy sobie obok jakiejś młodej dziewczyny z wózkiem. Nie miałam się czego trzymać więc Gerard objął mnie w talii. Ściągnęłam okulary i popatrzyłam na Gerarda. Po czym jemu też ściągnęłam.
- Skarbie co Ty robisz? - chciał mnie zdenerwować tym skarbie, ale mu się to nie udało.
- I tak nikt Cię nie pozna Gredziu. - poczochrałam jego ładnie ułożoną fryzurę.
- Jesteś tego pewna? - przyciągnął mnie do siebie.
- W 100% - zaśmiałam się.
- No dobra niech Ci będzie. - uśmiechnął się szeroko. Szczerze mówiąc wyglądaliśmy jak para. Starsza pani siedząca na przeciwko nas przyglądała sie nam i uśmiechała. Odwzajemniłam jej uśmiech, ale Pique nawet nie zwracał na to uwagi. Po jakiś piętnastu minutach wysiedliśmy już na naszym przystanku.
- No to pa. - nie wiedziałam jak się pożegnać. Gerard się potknął, po czym wpadł centralnie na mnie i zaczął całować. Mimo iż tego nie chciałam to odwzajemniłam jego pocałunek. - Dlaczego Ty to zrobiłeś?! - oburzyłam się.
- Właśnie się nad tym zastanawiam. - fuknął zakłopotany.
- Idę, cześć. - wyminęłam Go i ruszyłam w stronę domu. Kiedy dotarłam na miejsce. Oparłam sie o murek i przemyślałam na spokojnie zaistniałą przed chwilą sytuacje.
- Stało się coś? - podszedł do mnie Rafinha.
- Nie.. - posłałam mu sztuczny uśmiech.
- Okej. - zaśmiał się i wszedł sobie za mną do środka.
- A Ciebie co tutaj sprowadza? - zapytałam.
- Nudno mi więc wpadłem. - stwierdził.
- Tyle, że ja się będę pakować. - odparłam.
- Pomogę Ci. - wszedł ze mną do pokoju i usiadł na fotelu. Wyciągnęłam walizkę z szafy i po kolei zaczęłam pakować rzeczy. Fajnie mi pomagał. Siedział i grał na telefonie. Ale lepiej, żeby sobie grał niż zrobił mi w pokoju jeszcze większy bałagan. - Weź opowiedz mi coś o sobie. - poprosił.
- Nie ma o czym opowiadać. - zaśmiałam sie głupio.
- Na pewno jest. - szeroko się uśmiechnął.
- Mam na imię Antonella, na nazwisko Martinez. Interesuje się modelingiem, fotografią. Lubię też grać w piłkę, choć rzadko to robię.. Kocham Davida Beckhama. Jak byłam mała to wujek zabierał mnie na treningi dziewczyn i trenowałam z nimi. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to nie dla mnie. Mam 18 lat. Jeszcze, bo za dwa dni kończę 19. Kocham spędzać czas na plaży. - opowiedziałam mu w skrócie.
- Jesteś ciekawa nawet. - stwierdził. - Masz za dwa dni urodziny więc zróbmy sobie zdjęcie. - zaśmiał się. Kucnął obok mnie i zrobił jakieś śmieszne zdjęcie. To, że jest idiotą wiedziałam już wcześniej. Będę musiała się pogodzić z jednym głupim zdjęciem. Tym bardziej Sergi ma ich już ze dwieście.
- Teraz Ty coś o sobie opowiedz. - nakazałam mu.
- No to jestem pół Brazylijczykiem i pół Hiszpanem. Kocham piłkę nożną. Mam 23 lata. Lubię podróżować. Nie wyobrażam sobie życia bez piłki. Lubię też imprezować. I podobasz mi się. - powiedział, a ja się zarumieniłam. - Może się lepiej poznamy? Co Ty na to?
- Nie obraź się, ale mam na razie dość miłości. - skrzywiłam się. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu telefon. Wstałam z podłogi i wzięłam mój telefon z komody. Ukazało się moje zdjęcie z Kylie.
- Słucham? - odebrałam.
- chodź szybko do mnie ważna sprawa! - wrzeszczała do słuchawki.
- Daj mi piętnaście minut. Musze się skończyć pakować. - powiedziałam ze spokojem w głosie.
- To dopakuj jeszcze kilka ciuchów, bo jednak lecimy na tydzień. - oznajmiła.
- Dobra. Zrobię to jak najszybciej i do Ciebie wpadnę. - powiadomiłam ją i się rozłączyłam.
- To ja w takim razie idę. Do zobaczenia jutro na lotnisku. - przytulił mnie na pożegnanie i poszedł. Szybko stanęłam przed szafą i wzięłam bieliznę oraz jakieś sukienki, po czym schowałam je do walizki. Poszłam jeszcze do łazienki i do dużej kosmetyczki schowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy m.in. żel pod prysznic, szampon, balsam do ciała, krem do rąk, krem do twarzy, pastę, szczoteczkę, podkład, puder, bronzer, paletkę cieni, tusze do rzęs, eyeliner, dwie nudowe pomadki oraz perfumy. Włożyłam kosmetyczkę do walizki i zamknęłam ją. Wyciągnęłam z szafki większą torbę z adidasa do której schowałam portfel ze wszystkimi potrzebnymi dokumentami. Wrzuciłam tam słuchawki, naładowanego power banka, jeszcze jedne okulary przeciwsłoneczne oraz balsam do ust i krem do rąk. Zniosłam walizkę na dół i natknęłam się na ciocię.
- Na tydzień jedziemy. Podobno zmiana planów. - powiadomiłam ją.
- Wiem, wiem. Kylie dzwoniła. Właśnie kończę pakować siebie i wujka. - zaśmiała się. Czyli zawsze dowiaduje się ostatnia. Super. - A Ty gdzie się teraz wybierasz? - zapytała, kiedy zakładałam buty.
- Kylie ma do mnie jakąś ważną sprawę. Nie wiem o co jej chodzi. - odpowiedziałam. - Idę, potem wrócę. - westchnęłam i tyle mnie widziała. Po kilku minutach stałam już pod drzwiami mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem. Kylie od razu mi otworzyła i wciągnęła do salonu. - Dlaczego wy stawiacie mnie przed faktem dokonanym? Z tymi urodzinami, nawet nie zapytaliście się mnie gdzie chcę je spędzić.. Teraz się dowiaduje o tym, że jednak tydzień. I oczywiście dowiedziałam się o tym ostatnia. Czy nikt nie liczy się z moim zdaniem? - zaczęłam z wyrzutem.
- Oj spokojnie, kochanie. - machnęła ręką. - Będzie super. Zobaczysz. - poklepała mnie po ramieniu.
- Jakoś po dzisiejszym nie mam chęci jechać nigdzie.. Najlepiej bym wcale nie wychodziła z domu. Także pewnie nie będę się cieszyła z tego wyjazdu. - westchnęłam ze smutkiem.
- Przecież byłaś z Gerardem. Widziałam niedawno snapy. - szeroko się uśmiechnęła.
- A właśnie, co on napisał pod tym moim zdjęciem? - zapytałam.
- Najpiękniejsza lasia w Barcelonie. Plus jeszcze serduszko. - uśmiechnęła się pod nosem i pokazała mi to zdjęcie, ponieważ zrobiła screena. - Złamał dla Ciebie swoje zasady! Po raz kolejny się z Tobą umówił! - zacząła wrzeszczeć.
- Weź już przestań. - westchnęłam.
- A co się stało, że nie chcesz wychodzić z domu? - spojrzała na mnie.
- Oj Gerard mnie pocałował. - fuknęłam.
- Wow! To świetnie! Kochana przecież to już nie pierwszy raz. - wybuchła śmiechem.
- Ale ja tego nie chcę.. Nie chcę sie w nim zakochać, ani nie chcę żeby on to zrobił. - wyjaśniłam.
- Ja rozumiem to, że niedawno sie rozstałaś z tym downem Joshem, ale nie uważasz, że czas zacząć wszystko od nowa? - zapytała.
- Nie jesteśmy chyba dla siebie odpowiedni. Ja jestem wrażliwa, a On nie umie wyrażać uczuć. Mamy całkiem inne charaktery. Zresztą jedynym sposobem będzie unikanie go. - stwierdziłam.
- Oj Anto, Anto.. - zaczęła się ze mnie śmiać. I tak minął mi wieczór w towarzystwie mojej przyjaciółki...
NASTĘPNEGO DNIA! :
Przebudziło mnie czyjeś szturchanie. Nie chciałam otwierać oczu. Tak bardzo chciało mi się spać. Poczułam, że ktoś na mnie wskoczył.
- Ty downie! Normalny jesteś? - zaczęłam się drzeć i usłyszałam ten głupi śmiech Sergiego. No nikt inny by czegoś takiego nie odwalił. - Co Ty tutaj do cholery robisz? - wstałam z mojego kochanego łóżeczka.
- Budzę Cię. Za godzinę mamy być na lotnisku. - powiadomił mnie.
- Jeju jak mi się nie chce.. Lećcie beze mnie. - westchnęłam głośno zabierając z krzesła koszulkę oraz spodenki.
- Bez naszej jubilatki? Niemożliwe kochana. - zaśmiał się i zrobił mi przy okazji zdjęcie. Bez tego nie mogło się obejść.
- Zaraz wrócę. - odparłam i udałam się do łazienki. Wykonałam poranne czynności i ubrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Związałam włosy w wysokiego kucyka i wyszłam z pomieszczenia.
- Jest amazing! - posłał mi szeroki uśmiech. Zignorowałam Go i zamknęłam drzwi balkonowe. Odpięłam ładowarkę z kontaktu i wrzuciłam ją do torby.
- A teraz złaź bo chcę pościelić łóżko. - zepchnęłam Go i zrobiłam porządek. - Chodźmy na śniadanie. - wzięłam ze stolika telefon, który wylądował w torbie i zeszliśmy na dół. Usiedliśmy do stołu i ciocia dała nam musli. Zjadłam to szybko, ale i tak poprosiłam jeszcze dwie porcje. Mój apetyt powrócił, bo nie było obok Gerarda.
- Od kiedy Ty tyle jesz? - zdziwił się.
- Od zawsze. - wybuchłam śmiechem.
- Czyżby? - uniósł śmiesznie brew.
- Sergi nie drąż tematu. - poprosiłam.
- Dobrze siostra, dla Ciebie wszystko. - dał mi buziaka w policzek i wraz z wujkiem wyszli z walizkami, aby schować je do taksówki, która przed chwilą przyjechała.Wraz z Eleną posprawdzałyśmy czy wszystko jest zamknięte i zabierając torebki wyszłyśmy z domu. Wujek jeszcze pozamykał wszystkie wejścia do domu i zabrał klucze. Wsiedliśmy do taksówki i odjechaliśmy na lotnisko..
Po około 30 minutach dotarliśmy do celu. Zdaliśmy bagaże i poszliśmy na odprawę. Dotarliśmy na lotnisko jako ostatni, a to wszystko przez to, że nikt mnie nie obudził. Przywitałam się z dziewczynami i chłopakami pomijając oczywiście Gerarda. On w sumie też mnie olewał. Także miałam spokój.
- UWAGA UWAGA! Uczestników lotu Barcelona - Las Palmas zapraszamy na pokład samolotu.
- Ych.. nie chce mi się. - burknęłam wchodząc przez tunel.
- Siostrzyczko, będzie fajnie. - objął mnie ramieniem. - Z kim siadasz?
- Z nikim. - wybuchłam śmiechem. - A co chcesz usiąść ze mną? - zapytałam.
- Tak, przecież tak bez powodu bym się nie pytał. - szeroko się uśmiechnął. - Siadamy tu. - wskazał na trzy siedzenia przed tymi na których siedział Jordi, Gerard i pan kochany Bartra. On był bardzo okej. Od razu Go polubiłam, taki milutki, fajniutki. Sergi wepchnął się na siedzenie obok okna, a ja tuż obok Niego. Akurat szła Rafa.
- Rafcia, siadasz z nami? - zaproponowałam.
- A mogę? - nie wiem dlaczego, ale się zdziwiła.
- No proste, że tak. - zaśmiałam się. Na moje słowa szeroko się uśmiechnęła i usiadła obok mnie. Sergi już zaczynał denerwować ludzi. Połączył się z siecią wi-fi i zaczął nagrywać snapy. W sumie przypomniał mi, aby wejść na snapa. - Ohoho.. czterech nowych znajomych! - powiadomiłam wszystkich. Jak się okazało dodał mnie Marc, Gerard, Jordi i Andres. Potwierdziłam wszystko.
- Moje laseczki i chłopcy z tyłu za pozujcie do zdjęcia. - poprosił nas. Zrobił nam śmieszne zdjęcie i wstawił na my story z dopiskiem "Moje laski i trzy downy :D"
- Czy twoje to ja bym nad tym polemizowała. - zaśmiała się Rafcia.
- To czyje niby? - usłyszałam zza siebie głos Marcia.
- Davida Beckhama. - odpowiedziałyśmy jednocześnie rozmarzone. Na co po chwili wybuchłyśmy śmiechem.
- Kobiety. - westchnął Andres odwracając się do nas.
- Jeju, Ty też Go kochasz? - zapytała podekscytowana.
- Taak! Jest najlepszy i najprzystojniejszy. Jejciu.. - zaśmiałam się.
- No to mamy wspólny temat do rozmowy. - przytuliła mnie.
- Oj tak. - odwzajemniłam jej uścisk.
- Uwaga proszę zapiąć pasy za chwilę startujemy. - powiadomiła stewardessa. Młoda, zgrabna.. Od razu przykuła uwagę i komentarze chłopaków. Wszyscy się jej posłuchali i samolot wystartował. Jak zwykle zatkało mi uszy.
- Mogę to? - braciszek wyciągnął mi z torebki krem do rąk.
- Możesz. - westchnęłam.
- A co to jest? - zapytał otwierając.
- Krem do rąk. Jaśminowy. - odpowiedziałam.
- Dobrze. - szyderczo się uśmiechnął i zaczął nagrywać snapy. Zauważyłam, że Rafa zrobiła się jakaś smutna.
- Ej co się stało? - zapytałam moją przyjaciółkę. W sumie mogłam ją tak nazwać.
- Nie lubię jak ktoś perfidnie mnie zlewa. - burknęła głośno.
- Wiem co czujesz. - odparłam. - Ale nie ma co się przejmować. Im bardziej będziesz się czymś przejmować, tym będzie gorzej. - poklepałam ją po ramieniu.
- Może i masz rację.. - westchnęła. - W co się jutro ubierasz na imprezkę? - zmieniła temat.
- W taką granatową sukienkę. Oj zobaczysz jutro. - odparłam.
- Po cholerę Ty mi to wysyłasz?! - wydarł się Gerard na Sergiego. - Przecież słyszę co tam gadasz. Mógłbyś oszczędzić dodatkowej męki. - dodał po chwili, na co pół samolotu wybuchło śmiechem.
- Ech idę spać. - westchnęłam i oparłam się o Rafaellę..
***
- Ale mamy zdjęć na jutro! - obudził mnie krzyk Marcia.
- Wstawaj wylądowaliśmy. - wybuchł śmiechem Sergi.
- Już, już. - zabrałam torbę i wraz z Rafcią wyszłyśmy na płytę główną lotniska. Chłopcy, czyli Gerard, Jordi i Sergi odebrali nasze bagaże. Złapałyśmy jakąś taksówkę i przemiły taksówkarz zawiózł nas do hotelu, w którym czekała już Kylie. Gerard robił za mojego tragarza. Mimo iż nie odzywał się do mnie to i tak nie chciał, żebym targała za sobą tą ciężką walizkę.
- Hejo. Ja już mam karty do pokoi i zapisałam, który ma każdy. - powiadomiła nas. Zaczęła wymieniać wszystkich. - Anto i Gerard proszę. - wręczyła Gerardowi kartę.
- Że co? - zapytałam z niedowierzaniem. Postawiła mnie w głupiej sytuacji. Zmroziłam ją wzrokiem i myślałam, że ją po prostu zamorduję. - A w sumie mi to bez różnicy. Prześpię się na kanapie, pewnie jakaś tam jest. - stwierdziłam, na co Sergi z Gerardem wybuchnęli śmiechem.
- Dobra idziemy. - zarządził Pique. Wraz z Rafą, która była zadowolona, że jej towarzyszem w pokoju jest Jordi poszliśmy do windy. Nasze piętro było najwyżej w tym hotelu czyli na 10. Masakra, nie lubię takich wysokości. Tym bardziej, że jestem w pokoju z osobą niezrównoważoną czyli panem Gerardem. Po kilku minutach wysiedliśmy już z windy i udaliśmy się do pokoi. Zabrałam Hiszpanowi kartę i otworzyłam nasz pokój.
- Wow. - tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
- To podobno apartament małżeński. - zaśmiał się stawiając moją walizkę. "Kylie zabiję Cię" powiedziałam sobie w myślach. - O i jest twoja kanapa. - wskazał na malutką sofę. Dam jakoś radę. Bo jak nie ja to kto?
- Ten lot mnie wykończył. - westchnęłam. - Idę spać. Do jutra. - odparłam i rzuciłam się na tą kanapę. Nie była zbyt wygodna, ale z nim w jednym łóżku spać nie będę... Zrobiłam się senna i momentalnie zasnęłam..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz