piątek, 4 marca 2016

6.

"Such a funny thing for me to try to explain
How I'm feeling and my pride is the one to blame
And I still don't understand
Just how your love could do what no one else can."

 ♥♥♥
Obudził mnie jakiś huk dochodzący z dołu. Od razu zerwałam się z łóżka. Ale chwila, chwila.. Wczoraj zasnęłam obok Gerarda, a teraz znajduję się znowu w gościnnym pokoju. Musiał mnie przenieść.. Trochę zrobiło mi się przykro, no ale skoro nie chciał spać obok mnie to trudno. Zbiegłam na dół, a moim oczom ukazał się Pique zbierający talerz z podłogi, a w zasadzie resztki tego talerza. Przy okazji klął coś pod nosem. 
- Sorry, że Cię obudziłem. - burknął wyrzucając to wszystko co zebrał do kosza. 
- Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się. - Która jest godzina? 
- 9;55
- Okej. - odparłam i już miałam iść, ale mnie zatrzymał. 
- Jak już tutaj przyszłaś, to bez śniadania na górę nie pójdziesz. - powiedział stanowczo.  
- Niech Ci będzie.. - usiadłam do stołu i ten podał mi cztery kanapki z sałatą, szynką, serem, rzodkiewką oraz pomidorem. 
- Dlaczego, aż cztery? - oburzyłam się. 
- Bo jesteś drobniutka. - zaśmiał się. - Masz to zjeść. Przypilnuję Cię. - dodał. Zjadłam to wszystko powolutku. Chyba zajęło mi to ponad dziesięć minut. Były całkiem dobre. 
- Pasi? - zapytałam odstawiając talerz. 
- Pasi. - zaśmiał się. 
- To teraz idę na górę się ogarnąć. - powiadomiłam go i poszłam. Weszłam sobie do jego garderoby i bez pytania wygrzebałam jakąś koszulkę Barcy. Wiem, że to było niegrzeczne, ale moja bluzka śmierdziała alkoholem. Udałam się do łazienki z moimi ogrodniczkami i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się te rzeczy i zapięłam ogrodniczki tylko na jeden guzik. Często tak chodziłam. Ułożyłam sobie jeszcze włosy i uradowana wyszłam z łazienki. 
- Widzę, że ktoś grzebał w moich rzeczach. - uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. 
- Przepraszam... - wydukałam. Było mi tak głupio.. 
- Spoko. - odparł stojąc z torbą treningową. 
- Żadnych skarbów tam nie znalazłam. Poza stertą Twoich ciuchów. - stwierdziłam chowając telefon. 
- I nie znajdziesz. - poklepał mnie po ramieniu i zszedł, a ja za nim. 
- Cześć siostra! - wrzasnął Sergi. - Jak ładnie wyglądasz. - skomplementował mnie. 
- Dzięki, nikt mi tego dawno nie mówił. - wybuchłam śmiechem. 
- Gredziu ale Ty głupi jesteś. - skwitował. 
- Weź tak do mnie nie mów. - nakazał mu. 
- Oj Gredziu, Gredziu. - westchnął. - Jak tam było na imprezie? Podobało Ci się? Gdzie wczoraj zniknęłaś? Martwiłem się. Spałaś z Gerardem w jednym łóżku? - zasypał mnie pytaniami. 
- Fajnie, do czasu aż jakiś oblech mnie nie wyciągnął na dwór.. Zaczął się przystawiać. Gerard mnie obronił przed nim. Nie, nie spałam z nim w jednym łóżku. - spojrzałam na Niego, ale ten odwrócił wzrok. 
- Uuu Gerard nie wiedziałem, że z Ciebie taki bohater. - zaśmiał się. - Serio jesteś głupi.. Zamiast działać, to Ty położyłeś ją do gościnnego. A idź Ty downie. - ten jak coś powie to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. 
- Grabisz sobie, grabisz. - uderzyłam Go w ramie wychodząc z domu. - Ty prowadzisz? - zapytałam głupio. 
- No ja, bo Gredziu trochę popił. - dalej tak go nazywał. 
- Weź przestań. - oburzył się Hiszpan zajmując miejsce pasażera. 
- Nie denerwuj się tak. - posłałam mu życzliwy uśmiech. Sergi odjechał z podjazdu i włączył radio. Całą drogę nikt się nie odzywał. Stwierdziłam, że zadzwonię do Kylie. Od razu odebrała. 
- Gdzie jesteś? - zapytałam. 
- Dojeżdżam do Ciutat. A Ty gdzie? 
- Też. Słuchaj czekaj tam na mnie i nie pokazuj się Luisowi. Dobrze? 
- No okej. Nie ma problemu. Schowam się między samochodami. - od razu się zgodziła. 
- Dziękuje. Za chwilę będę. - oznajmiłam jej i się rozłączyłam. 
Po kilku minutach dojechaliśmy do ośrodka. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam się rozglądać. W oddali zauważyłam moją przyjaciółkę siedzącą i cieszącą sie do telefonu. 
- Co Ty się tak szczerzysz? - zapytałam. 
- A oglądam zdjęcia z imprezy jakie zrobiłam. Są świetne. - wstała i mnie przytuliła. - Ooo koszulka Gerarda. To tam wczoraj zniknęłaś. Było coś? - zaśmiała się. 
- Nie. - usłyszałam zza siebie głos Pique. 
- Chodź bohaterze! - zawołał Go Roberto, a my ruszyłyśmy za nim. 
- Bohaterze? - powtórzyła po nim. 
- Ta, pamiętasz tego gościa, co mnie poprosił do tańca? - zapytałam. 
- Pamiętam, był nawet przystojny. 
- Przystawiał się do mnie i tak dalej.. Gerard Go odepchnął, a ten mnie uderzył. No i zaczęli się bić. Zakończyło się tym, że tamten uciekł, a idący przed nami mężczyzna ma rozcięty łuk brwiowy oraz zmasakrowaną dłoń. - w skrócie opowiedziałam przyjaciółce całą sytuacje. Weszliśmy do budynku i chłopcy poszli do szatni. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na boisko. Usiadłyśmy sobie na ławce i patrzyłam się na murawę. 
- Serio nic nie było? - zapytała nagle. 
- Serio. - fuknęłam. - Później nie mogłam zasnąć i poszłam do Niego do sypialni. Położyłam się obok Niego i przytuliłam. Ten nawet mnie nie objął. Zasnęłam. A rano obudziłam się w pokoju gościnnym. 
- Czyli Cie przeniósł? - chciała się upewnić. 
- No przecież sama bym przez sen nie poszła. - burknęłam. - Ten chłopak to jedna wielka zagadka nie do rozwiązania. - westchnęłam i na murawę weszli chłopcy.
- Może jest jak Grey? - wysnuła swoją teorię.
- Kylie.. prosze Cię. - popukałam ją w głowę. - Gdyby był jak Grey, to już dałby mi do podpisania jakąś umowę. - zaczęłam się śmiać.
- Jeszcze nie wydrukowałem, ale spokojnie. W końcu Ci ją dam. - usiadł na murawie przed nami i udawał, że wiąże buty. Wiedziałam, że żartuje, ale mina Kylie była bezcenna.
- A zmieniając temat.. Pokaże wam jakie ładne zdjęcia dzięki mnie macie. - odblokowała telefon i zaczęła pokazywać. - Gerard jakby był zakochany. - rozmarzyła się.
- Za stary jestem na miłość. - zaśmiał się.
- Na miłość nikt nie jest za stary. - stwierdziła moja przyjaciółka.
- No widzi... - nie dokończył, bo się wtrąciłam.
- Po prostu nie umiesz wyrażać swoich uczuć. - fuknęłam. - Nawet najmniejsze przytulenie, albo pocałunek nie sprawia na Tobie najmniejszego wrażenia. - powiedziałam co myślę.
- Gówno wiesz. - warknął. - Skoro jesteś taka mądra, to co sie dla mnie niby liczy. - dodał patrząc mi w oczy.
- Seks. Liczy się tylko to. Widzisz jakąś laskę w klubie i od razu chcesz ją przelecieć, a potem jak gdyby nigdy nic ją porzucasz i ranisz. - powiedziałam dość cicho, aby nikt poza Kylie tego nie słyszał.
- To w takim razie, dlaczego ja tutaj teraz obok Ciebie siedzę?! - zdenerwował się na prawdę.
- Nie wiem, ale lepiej żebyś sobie już poszedł, bo czekają. - wyszeptałam. Ten wstał i poszedł sobie bez słowa.
- Anto.. - objęła mnie ramieniem przyjaciółka, a mi zaczęły lecieć łzy. - Powiedziałaś co o tym myślisz i powinien to uszanować. Ale masz po części rację. Szkoda mi tych dziewczyn. Jednak, trochę rozumiem, że się wściekł. Nigdy nie widziałam, aby umawiał się z dziewczyną, z którą spędził noc. - stwierdziła, wycierając mi chusteczką łzy.
- Luis dobrze mówi, żebym uważała na Niego. - syknęłam.
- Luis to zawsze mówi, żebyś uważała na każdego. - zaśmiała się i przesiedziałyśmy tak większość treningu..
***
- Cześć dziewczynki. - usiadł między nami Rafinha obejmując nas. - Co wy takie przymulone?
- Taki dzień. - westchnęłam spoglądając na chłopaków. Gerard zmroził mnie wzrokiem i zaczął kopać z chłopakami piłkę.
- Rafinha rusz dupę, a nie się obijasz! - zawołał Go Marc.
- Siostraa! - wrzasnął Roberto i podbiegł do nas. - Chodźcie! - dalej się darł, przy okazji zaciągając nas do reszty.
- Co Ty do cholery chcesz?! - oburzyłam się.
- Koszulkę Barcy masz to grasz z nami kochana. - objął mnie ramieniem.
- Nie. - zaprotestowałam.
- A to dlaczego? - Kylie całkiem chciała mnie pogrążyć. - Tak to mnie kiwasz i narzekasz, że nie umiem grać. - dodała udając obrażoną.
- To było rok temu.. zresztą wstydzę się.. - zrobił się ze mnie burak.
- Od kiedy Ty taka wstydliwa skarbie? - powiedział perfidnie Gerard.
- Zamknij się z łaski swojej. I za to skarbie to zaraz oberwiesz Gredziu. - zagroziłam mu.
- Dobrze skarbie. - zaśmiał się.
- Nie no ja Ci wpierdole. - stwierdziłam i zaczęłam go gonić. Biegaliśmy po całym boisku, a reszta tylko się śmiała. Kiedy wreszcie Go dogoniłam to zaczęłam go bić po brzuchu, ale ten nawet na to nie reagował. Podniósł mnie i przerzucił przez ramie.
- Oj skarbie, skarbie. - klepnął mnie w dupe.
- Osz Ty chuju. - zwyzywałam go i ugryzłam w łopatkę. To musiało wyglądać komicznie.
- Ej ugryzłaś mnie! - fuknął. - Jak ja Cię zaraz ugryzę to nie będzie wesoło. - zagroził.
- Nie tutaj. - wybuchł śmiechem Leo.
- Oooo Anto bierze ze mnie przykład! Jestem dumny. - ucieszył sie Suarez.
- Dobrze się czujecie? - wszedł na boisko wujek.
- Wyśmienicie! - odpowiedział mu radosny Gerard podrzucając mnie.
- Czy Ty chcesz żebym ja zwymiotowała te kanapki? - zapytałam.
- Nie panikuj. - dalej mnie trzymał.Zaczęłam go łaskotać i mnie puścił, ale zaczął mnie ganiać.. Zabrałam Busiemu wodę i oblałam nią pana Pique.
- To za to podrzucanie. - kolejny raz go oblałam.
- Nie no, ja Cię utłukę. - zagroził mi.
- To następnym razem. - zaśmiał się wujek. - Chłopaki do szatni, koniec na dzisiaj! - zarządził. Szybkim krokiem wyszłyśmy z Kylie przed budynek.
- Jedziesz ze mną? - zaproponowałam.
- Okej, mogę jechać, bo Marc zanim przyjedzie to musi jeszcze wrócić do domu. - od razu się zgodziła. Usiadłyśmy na schodach i z szatni o dziwo szybko wyszli Gerard, Marc i Jordi.
- Skarbie jedziesz do mnie, bo musze coś załatwić? - zapytał mojej przyjaciółki Marc. Natomiast Gerard kompletnie mnie olał. On jest bez sensu.
- Jedź sam. Spotkamy się u Luisa na obiedzie. - zaśmiała się.
- to do zobaczenia. - pomachał nam i poszedł sobie. Usiadłyśmy na murku i wyczekiwałyśmy wujka.
- On jest bez sensu. - westchnęłam.
- Kto? - wyrwałam z zamyśleń przyjaciółkę.
- Pique. - fuknęłam. - Najpierw sie na mnie wydarł, a potem odstawił tą szopkę. No a z kolei teraz wcale się nie odezwał. Nie rozumiem tego człowieka. - dodałam oburzona.
- Ja też nie wiem o co mu chodzi. Ale widać, po nim, że nie wie jak się wobec Ciebie zachować.. Ma do Ciebie słabość. - stwierdziła. - Wiesz co popatrz na to zdjęcie. - pokazała mi znowu to samo zdjęcie co dwie godziny wcześniej.
- No i co mi po tym zdjęciu? - zakpiłam z niej.
- Popatrz tylko na Niego. Zobacz jak się do Ciebie szczerzy.. W ogóle to On ma swoje zasady.. - wyjaśniła.
- Co? Jakie zasady? O czym Ty mówisz? - spojrzałam na nią jak na wariata.
- On nigdy, ale to przenigdy nie spotkał się z dziewczyną, z którą przespał się po jakiejś imprezie. Każde odstawiał z kwitkiem. Mówię Ci serio, możesz zapytać Sergiego lub Leo. - popatrzyła na mnie z poważną miną.
- No to przecież ze mną też się nie spotyka. - fuknęłam.
- A to kino, impreza, plaża, kawiarnia choć to akurat był przypadek, ale potem znowu ta impreza... Nie wcale się z Tobą nie spotkał. - wybuchła śmiechem.
- To wszystko było czystym przypadkiem. - westchnęłam i z budynku wyszedł wujek.
- Mów sobie co chcesz, ja i tak wiem swoje. - poklepała mnie po ramieniu i wsiadłyśmy do samochodu.
- Jak tam dziewczynki było na imprezie? - zapytał nie wiadomo dlaczego ucieszony wujek.
- Bardzo fajnie Luis. - odpowiedziała mu Kylie. - Nie, Anto?
- Ta. - palnęłam patrząc się przez szybę. Enrique jeszcze o czymś rozmawiał z naszą towarzyszką, ale jakoś ich nie słuchałam. Byłam skupiona na planowaniu jutrzejszego dnia. W sumie nic nie wymyśliłam.
- Ej wysiadaj. - szturchnęła mnie przyjaciółka. Ocknęłam się po chwili i wysiadłam.
- Co Ty taka jakaś nieobecna? - zapytał wujek otwierając nam drzwi.
- Wydaje Ci się. - westchnęłam wchodząc do kuchni, w której prawie wszyscy już siedzieli. Nawet Carles Puyol, który za cholerę nie wiem skąd się tutaj wziął. Przywitałam się z nim i usiadłam do stołu.
- Witam wszystkich! - wrzasnęli na cały dom Gerard i Sergi. - Masz, zapomniałaś wziąć. - szepnął mi Gerard podając koszulkę.
- Dzięki. - lekko się uśmiechnęłam.
- Obiad za dziesięć minut, możecie iść na dwór albo coś. Zawołam was. - powiadomiła nas Elena.
- To ja idę odnieść bluzkę do prania. - wydukałam i poszłam na piętro do swojego pokoju. Wrzuciłam koszulkę do kosza na pranie i wychodząc wpadłam na Gerarda, który przyparł mnie do ściany i zachłannie pocałował. Spojrzałam na Niego pytająco. Byłam tak zdezorientowana, jak nigdy.
- Z chęcią zrobiłbym to z Tobą drugi raz. - odparł bez tchu i sobie odszedł zostawiając mnie zdziwioną. Oparłam się o ścianę i stałam tak z kilka dobrych minut. Nie wiedziałam w pewnym momencie co się dzieje. To było strasznie dziwne. Ocknęłam się, kiedy ciotka zaczęła wołać nas na obiad. Niechętnie zeszłam do kuchni i zajęłam wcześniejsze miejsce. Na przeciwko mnie perfidnie usiadł Gerard. Ciocia podała nam jedzenie i wszyscy zaczęli jeść i przy tym rozmawiać. Kompletnie nie wiedziałam o czym rozmawiają. W ogóle ich nie słuchałam. Myślałam tylko o tym co zrobił przed chwilą Pique. Nie rozumiem tego zachowania. Jest totalnym debilem. Pogrzebałam coś w obiedzie i przy okazji nic nie zjadłam.
- No nie, Nelka? - szturchnęła mnie Kylie jednocześnie wytrącając z zamyślenia.
- No, no. - przytaknęłam, choć nawet nie wiedziałam o co chodzi.
- Wiesz w ogóle o czym rozmawiamy? - zaśmiała się. - Co się z Tobą dzieje?
- Właśnie nie wiem o czym rozmawiacie. Zamyśliłam się po prostu. - westchnęłam upijając łyk soku.
- Siostra! Mamy dwa tygodnie wolnego i na cztery dni lecimy na Gran Canarie. Akurat wtedy masz urodziny. Spędzimy je tam. - oznajmił mi szczęśliwy Sergi.
- A czy ja wyraziłam taką zgodę? - trochę mnie to denerwowało, że decydowali za mnie.
- Te urodziny, będą najlepsze. Zobaczysz. - zaśmiał się Jordi wraz z Xavim.
- Ja robię rezerwacje! - od razu zgłosiła się Kylie. Czyli to nie wróży nic dobrego.
- Kiedy my lecimy? - zapytałam.
- Za dwa dni. - odezwał się Gerard na co ja zmroziłam Go wzrokiem.
- Dziecko czy Ty cokolwiek zjadłaś? - zapytała z troską w głosie ciocia stając za mną.
- Coś tam zjadłam. - fuknęłam.
- Zjedz coś jeszcze.. - poprosiła mnie.
- Nie mam ochoty na jedzenie. Idę spać, bo nie mam siły na nic. - powiadomiłam ich i wstałam od stołu zabierając telefon. Powolnym krokiem weszłam po schodach i kiedy znalazłam się już w pokoju przymknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Chwilę sobie popłakałam i zasnęłam...
kilka godzin później... 
Przebudziłam się i spojrzałam na zegarek. Godzina 19;30. Pewnie już sobie wszyscy poszli. Podniosłam się z łóżka i zaspana zeszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sałatkę i zaczęłam jeść.
- Szczęśliwa, że za trzy dni będziesz mieć urodziny? - do kuchni wszedł Pique.
- Lotto mi to. - fuknęłam. - Nic dla mnie już nie ma znaczenia.
- To przez tego chłopaka? - dalej drążył temat.
- A po co Ci to wiedzieć? - próbowałam być opanowana.
- Po prostu. Zabieram Cię jutro na wycieczkę. - stwierdził.
- A kto powiedział, że ja w ogólę chce? - zdenerwowałam się trochę, że po raz kolejny nikt nie liczy się z moim zdaniem.
- Ja tak powiedziałem i tak ma być. - posłał mi szczery uśmiech.
- W taki razie do zobaczenia jutro o 11.00 na przystanku. - poinformowałam Go.
- Co? Dlaczego na przystanku? - był zdziwiony.
- Bo pojedziemy do centrum autobusem. - wytknęłam mu język.
- Przecież oni mnie zmasakrują jak dowiedzą się, że jestem w autobusie.. - przeraził sie.
- Kto niby? - zapytałam.
- Fani. - fuknął.
- Zakład, że nikt Cie w tym autobusie nie pozna? - zaproponowałam.
- A o co?
- O czekoladę oreo. - odparłam
- Niech będzie. - widać, że był zawiedziony. Pewnie myślał o czym innym.
- W takim razie do zobaczenia jutro. - westchnęłam i wróciłam na górę. Wzięłam prysznic i położyłam się ponownie spać..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz