sobota, 27 lutego 2016

5.

"Oh, I'm happy for you
Know that I am
Even if I can't understand."

 ♥♥♥
Obudził mnie budzik, który nastawiłam sobie wczoraj przed snem. Spojrzałam na zegarek. 9;30. Wstałam niechętnie z łóżka i podeszłam do mojej ogromnej szafy. Wyciągnęłam z niej sukienkę w kwiatki i poszłam do łazienki. Wykonałam poranne czynności. Założyłam wcześniej wybraną sukienkę i wyprostowałam sobie włosy. Było gorąco więc postanowiłam, że pomaluję tylko rzęsy i wypełnię brwi. Byłoby bez sensu nałożyć tapetę, bo od razu by wszystko spłynęło. Nawilżyłam usta balsamem i wyszłam. Otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam aby odetchnąć świeżym powietrzem. Przed godziną dziesiątą słońce bardzo grzało. Lubiłam w sumie taką pogodę.
- O "Panna wiecznie zła" - usłyszałam głos Rafinhy.
- Ty tutaj mieszkasz? - zaniemówiłam.
- Mieszkam. - wybuchł śmiechem. - Widzę, że Ty też. - dodał.
- Wow, ale Ty spostrzegawczy jesteś. - udawałam zołzę.
- Gdzie się wybierasz w takiej sukieneczce? - zapytał.
- Umówiłam się. - odpowiedziałam mu.
- Z Gerardem? - co oni wszyscy mają do tego Gerarda.
- Nie. - burknęłam i wróciłam do domu. Zabrałam telefon, po czym zeszłam na dół. Zjadłam sobie jogurt i postanowiłam, że wyjdę. Ciocia śpi, wujek pojechał na trening. Dziwne, że Rafinha został. Ale co mnie to obchodzi. Spakowałam do małej torebki portfel, chusteczki oraz telefon. Założyłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i czarne sandałki. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę Camp Nou. W te strony miałam dość blisko, ponieważ wujek szukał takiego domu z którego ma blisko do ośrodka i na stadion. Szłam tak i szłam.. Widoki były przepiękne. Tak bardzo kochałam to miasto. Raj na ziemi. Mogłam wsiąść w autobus, ale jak to ja. Wolałam się przejść. Dotarłam na miejsce o 10;55. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy jednym ze stolików. Przemiły kelner podał mi menu. Zaczęłam je przeglądać.
- Cześć Antonella. - usłyszałam znajomy głos. Podniosłam głowę i ujrzałam mojego przyjaciela.
- Rodri! - rzuciłam się na Niego.
- Stęskniłem się za Tobą. - stwierdził.
- Oj ja za Tobą również. - powiedziałam z uśmiechem. Usiedliśmy i podszedł do nas kelner.
- Co Państwo zamawiacie? - zapytał z uśmiechem.
- Poproszę mrożoną kawę. - powiedziałam.
- Ja również oraz tartę owocową. - poprosił. Kelner to zapisał i poszedł. - Co słychać?
- Teraz to już wszystko w porządku. Nareszcie w domu. Nie wiem jak mogłam zamienić to wszystko na Oslo. - westchnęłam.
- Zimno tam, nie? - zaczął się śmiać.
- I to jak.. Nigdy już stąd nie wyjadę. Chyba, że na jakieś wakacje. - odparłam ze śmiechem.
- I prawidłowo. - poklepał mnie po ramieniu.
- A u Ciebie jak tam? - chciałam w sumie wiedzieć.
- Mam dziewczynę. - pochwalił się. Każdy kogoś ma. To jest jakieś chore. - I ogólnie jest super.
- Gratuluję w takim razie. - uśmiechnęłam się szeroko. Kelner podał nam nasze zamówienie i wypiłam sobie moją kawę. Przegadaliśmy chyba ze trzy godziny. Wszystko było super, aż do czasu, kiedy do kawiarni nie weszli Gerard, Sergi, Marc i Xavi. Zdziwili się, że tutaj siedzę i to z jakimś chłopakiem. Pique kompletnie mnie zlał. Chłopcy natomiast przywitali się ze mną i usiedli do swojego stolika.
- Skąd Ty ich znasz? - zapytał.
- Długa historia. - westchnęłam.
- Gerard Cię chyba nie lubi. Nawet się nie odezwał. - zmartwił się. Kiedy to mówił, akurat napotkałam spojrzenie Hiszpana.
- Trudno, przeżyję jakoś. - westchnęłam. - Wiesz co, fajnie się gadało. Muszę już lecieć, bo mam ważną sprawę do załatwienia. - powiadomiłam Go i wyszliśmy z kawiarni.
- No dobra. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. - przytulił mnie.
- Na pewno się zobaczymy. - odwzajemniłam Jego uścisk i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Było mi słabo. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i leciałam już do tyłu kiedy ktoś mnie złapał.
- Skarbie nic Ci nie jest? - zapytał znajomy głos. Poznałam, że to Gerard. Otworzyłam oczy i spojrzałam w Jego niebieskie jak ocean tęczówki. Wyczytałam z nich troskę, strach oraz zakłopotanie. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. - Ej co się stało? - dalej pytał.
- Zajebie Ci zaraz za to skarbie. - wycedziłam przez zęby. - Jest okej, puść mnie. - nakazałam. Ten posłuchał mnie i za chwilę stałam już twardo na ziemi, ale kręciło mi się w głowie.
- To chyba nie jest dobry pomysł. - stwierdził obejmując mnie w talii. - Jadłaś cokolwiek dzisiaj?
- A co Cię to obchodzi? - głupio mi było, że byłam taka oschła, bo widać, że się martwi.
- Powiedz mi. - fuknął, a mnie to zdziwiło.
- Jadłam jogurt. - powiedziałam. - A i wypiłam kawę. - dodałam.
- Tylko tyle?! - oburzył się. - Czy Ty chcesz żeby Ci się coś stało?! - zaczął się unosić.
- Weź wyluzuj. Najpierw mnie zlewasz, a potem się przejmujesz. Zastanów się nad sobą człowieku.
- Odwiozę Cię. - burknął i zaprowadził do samochodu. Nawet nie miałam możliwości mu odmówić, bo w ogóle mnie nie słuchał. Jak mnie to irytowało. Zapięłam pasy i ten odjechał z parkingu.
- Wolniej człowieku! - wrzasnęłam. - Jeszcze mi się nie śpieszy na tamten świat. - dodałam ciszej.
- Przepraszam. - fuknął automatycznie zwalniając. Dojechaliśmy do domu i wysiadłam, a ten za mną. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. - Już lepiej? - zapytał.
- Ta. - burknęłam.
- O Gerard co Ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony wujek.
- Antonella prawie zemdlała. Spotkałem ją w kawiarni. Akurat poszliśmy po treningu z chłopakami na kawę. No a ona była z jakimś chłopakiem. - odpowiedział mu.
- Dlaczego? - dalej dopytywał.
- Gorąco i tak dalej.. Zresztą zjadłam tylko jogurt. - westchnęłam.
- Pamiętaj, że masz zjeść. - nakazał mi. - Narazie. - dodał i wyszedł.
- Spotkałaś się z nim? - od razu zapytał Luis.
- Nie.. - zaprzeczyłam. - Umówiłam się z Rodrim i gadaliśmy trzy godziny w tej kawiarni. A potem przyszli chłopcy i siedli przy innym stoliku. Wyszliśmy i pożegnałam sie z nim. No i prawie zemdlałam. Gerard mnie złapał. - opowiedziałam.
- Okej. - uśmiechnął się. - Co tam u Rodriego?
- Dziewczynę sobie znalazł. - zaśmiałam się. - Gdzie ciocia?
- Pojechała do mamy Gerarda. - lekko się uśmiechnął. - Zostawiłem Ci trzy kawałki pizzy. Masz je zjeść. - nakazał. Usiadłam w salonie i zjadłam je. Powoli, ale zjadłam. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę piętnastą. Mam w sumie jeszcze trochę czasu. Położyłam się i przełączyłam na inny kanał. Leciał program BarcaTV. Puścili akurat wywiad z... Gerardem Pique. Opowiadał tam o swojej karierze i tak dalej. Znudziło mi się po połowie. Wstałam i poszłam na górę. Rzuciłam telefon na łóżko i stanęłam przed ogromną szafą. Wyciągnęłam z niej granatowy obcisły croptop i czarne, krótkie ogrodniczki. Zabrałam je ze sobą do łazienki i wzięłam prysznic. Wyszłam z kabiny, wytarłam się i ubrałam w wybrane wcześniej ciuchy. Wysuszyłam szybko włosy i pokręciłam sobie końcówki. Wyszłam z łazienki po czym sprawdziłam, która godzina. Miałam jeszcze czas. Usiadłam przy toaletce. Zrobiłam sobie leciutki makijaż, po czym pomalowałam moje długie rzęsy. Założyłam jeszcze stopki i czarne vansy. Do małej torebki włożyłam telefon, chusteczki, portfel oraz balsam eos. Była już 17;00. Autobus mam za 15 minut. Spokojnie zdążę. Włożyłam jeszcze słuchawki i zeszłam na dół.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zatrzymał mnie Luis.
- Teraz to do Antonelli. Potem z dziewczynami mamy iść na imprezę. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- No dobrze. Ale na imprezę w ogrodniczkach? - zaśmiał się.
- A co wolisz, żebym założyła mini, w której widać mi pół tyłka? - odgryzłam się.
- Tak jest okej. - pokazał łapkę w górę. Pomachałam mu i wyszłam. Włączyłam moją playlistę i szybkim krokiem dotarłam na przystanek. Usiadłam sobie na ławeczce i zalogowałam się na instagrama. Dziewczyny wysłały mi prośby o obserwowanie. Zaakceptowałam wszystkie po czym również je zaobserwowałam. Dałam follow Gerardowi, Jordiemu, obu Marciom oraz Sergiemu. Resztę już wcześniej obserwowałam. Polajkowałam zdjęcia jakie pododawały jakieś gwiazdy i wyszłam z aplikacji. Posiedziałam jeszcze chwilę i autobus przyjechał. Skasowałam bilet i usiadłam sobie na wolnym siedzeniu. Droga zajęła mi prawie czterdzieści minut. Wysiadłam na przystanku tuż obok dzielnicy Messiego i ruszyłam w poszukiwaniu jego willi. Musiałam się kawałek przejść. Mieszkali trochę na odludziu, ale co im się dziwić. Sama bym na ich miejscu o tym marzyła. Argentyńczyk kocha mieć ciszę i spokój. Kiedy wreszcie dotarłam pod ogromną masywną bramę zadzwoniłam domofonem. Usłyszałam taki jakby zgrzyt, co oznaczało, że ktoś otworzył mi bramkę. Weszłam na podwórko i wyszła po mnie moja imienniczka. Przywitałyśmy się, po czym zaprosiła mnie do środka. Ten dom był idealny. Strasznie mi się tu podobało. Wszystko było takie ogromne. Jedyne co udało mi się wydusić to "wow". Zapoznałam się z Thiago i od razu się polubiliśmy. Mały nie odstępował mnie na krok. Był super.
- Więc komu podrzucasz Thiago? - zaśmiałam się spoglądając na Leo.
- Ja już się umówiłem z Gerardem. - wybuchł śmiechem.
- Mama po niego zaraz przyjedzie. - przewróciła oczami jego partnerka.
- Pa dziewczynki! - pożegnał się z nami i wyszedł.
- On i Gerard.. To nie wróży nic dobrego. - pokręciłam przecząco głową, na co Argentynka się zaśmiała. - Jak idziesz ubrana? - zapytałam.
- Myślałam o sukience, ale jak zobaczyłam Ciebie to stwierdziłam, że też chcę iść w ogrodniczkach. Nie obrazisz się jeśli również założę? - zaczęła nawijać.
- Coś Ty nie obrażę się! - przytuliłam ją, a malec zaczął się cieszyć.
- Anto! Już jestem! - wbiegła do salonu jej mama.
- Cześć mamo. To Antonella. - przedstawiła mnie jej.
- Miło mi poznać. - posłała mi szczery uśmiech.
- Mamuś, odbiorę Thiago jutro tak koło popołudnia. - powiadomiła ją.
- Dobrze córciu. Miłej zabawy. - zaśmiała się. Maluszek pożegnał się z nami i jak jej mama szybko weszła tak samo też wyszła.
- Chodźmy do pokoju. Pomalujesz mnie i pokręcisz mi końcówki. - zaciągnęła mnie podekscytowana.
- Dobrze. - zaśmiałam się i usiadłam na kanapie. Ta pobiegła gdzieś i po kilkunastu minutach przyleciała ubrana podobnie do mnie. - Bliźniaczki! - wrzasnęłam i zaczęłam się śmiać.
- Musimy sobie zrobić zdjęcie. Ale to jak mnie przyszykujesz! - zarządziła. Czekałyśmy aż lokówka się nagrzeje i zaczęłam kręcić młodej Argentynce końcówki. Zajęło mi to bardzo długo, mimo iż robiłam to nie dokładnie aby uzyskać lepszy efekt. Następnie zajęłam się makijażem. Pomalowałam ją tak samo jak siebie. Była w pełni gotowa. Zrobiłyśmy sobie selfie, a potem zdjęcie w lustrze. Jedno wstawiłam ja, a drugie ona. Oczywiście od razu zaczęli wysyłać mi prośby o obserwowanie, ale ja postanowiłam, że będzie to tylko instagram dla znajomych. Chcę mieć odrobinę prywatności. Przyjaciółka zadzwoniła po taksówkę i po około dwudziestu minutach przyjechała. W miedzy czasie oczywiście zaczęłyśmy różne tematy. W dodatku zrobiła pyszne jedzonko. Podczas rozmowy na szczęście nie weszła na temat Antonella-Gerard. Wsiadłyśmy do taksówki i przemiły kierowca dowiózł nas pod sam klub. Dziewczyny czekały tylko na nas. Wszystkie wystrojone oprócz Rafaelli. Ona była jakaś taka smutna i niechętnie podchodziła do imprezy. Zadziwiłyśmy dziewczyny naszym wyglądem, ale jakoś to zaakceptowały. Ochroniarz wpuścił nas do loży VIP. Zajęłyśmy ogromny stolik w kącie. Usiadłam obok Kylie i Rafaelli. Dręczyło mnie żeby zapytać co się stało. Tak bardzo było mi jej szkoda.
- Rafcia.. Co jest? - zapytałam spoglądając na nią.
- Nic.. - widać, że uciekała od tematu.
- Widzę przecież, że coś się stało. - westchnęłam.
- Jordi.. Dziwnie się zachowuje.. Tu z jednej strony jest miły, czuły.. Zabiera mnie na plaże.. Ale z drugiej nie stara się o to, żebyśmy byli parą. - powiedziała smutna.
- W pełni Cię rozumiem. - przytuliłam ją mocno.
- Gerard? - spojrzała mi w oczy.
- Tak, ale ja do Niego nic nie czuje. - zaśmiałam się. - No laski! Musimy się napić. - zarządziłam. Raquel zagadała do barmana i przyniósł nam po drinku. I tak jeden, po drugim.. Impreza się rozkręcała. Szalałyśmy z dziewczynami jak głupie. One były najlepsze. Kylie wyrwała mnie na parkiet i zaczęłyśmy wywijać. Dołączyły dziewczyny. Nawet Rafa, która była już wstawiona. Trochę zmęczone wróciłyśmy na nasze miejsce. Zamówiłyśmy tym razem sok i piłyśmy.
- Ej czy to nie jest Gerard? - szturchnęła mnie Anna. - O jest i Sergi, Andres, Leo, Marc, drugi Marc, Ivan. - wskazała na nich palcem. - O i Neymar z Jordim.
- Co oni tutaj robią? - oburzyła się Rafaella.
- Czy któraś z was się wygadała? - zaśmiałam się. Żadna się nie przyznawała.
- Nie to, że się wygadałam, ale Andres mógł sobie wejść w moje rozmowy jak poszłam się kąpać. Zabiję dziada. - odparła ze złością.
- Cześć laski! - wrzasnął Sergi i wepchał się między mnie a Argentynkę. - Patrzcie chłopcy. Poderwałem dwie Antonelki - wybuchł śmiechem.
- Lecz się. - skwitowałam.
- Za późno.. - odezwał się Gerard.
- Chodźcie potańczyć. - porwał mnie Neymar. Wszyscy poderwali się za nami na parkiet. Brazylijczyk wywijał jak nienormalny. Ale mimo wszystko fajnie się z nim tańczyło. Gerard tańczył sobie z Kylie. Coś mu gadała. O nie.. Nagle tańczyłam już z Leo. Z niego też niezły wariat. I takim oto cudem zatańczyłam z każdym. No może pomijając Pique.
- Odbijany. - Hiszpan podszedł do nas. Czyli do mnie i do Jordiego.
- Okej. - szeroko się uśmiechnął i ten wielkolud zaczął ze mną tańczyć. Fajnie się w sumie tańczyło. Nie podeptał mnie ani nic z tych rzeczy. Uśmiechał się nawet. I nawet nie zwracając na to uwagi przetańczyłam z nim cztery piosenki.. Kiedy już się skończyła wróciliśmy do reszty. Usiadłam na swoje miejsce i Gerard wepchał się obok mnie. Przyglądał mi się i przyglądał. Czułam się trochę skrępowana.
- I co zjadłaś? - zapytał nagle.
- Trzy kawałki pizzy, a później z Anto jakieś danie. Sama zrobiła. - odpowiedziałam.
- A dobrze się już czujesz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Podchodzili do nas jacyś nieznani faceci i prosili do tańca. W sumie co nam szkodzi. Był nawet przystojny. Zaczęliśmy tańczyć i fajnie się z nim gadało.
- Pójdziemy na chwilę na zewnątrz? Bo tutaj jest strasznie głośno.. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy przed klub.
- Jesteś bardzo ładna. - stwierdził przyglądając mi się.
- Dzięki. - westchnęłam, a ten przybliżył się do mnie na dość niebezpieczną odległość.
- Na prawdę mi się podobasz. - stwierdził.
- Super, ale czy mógłbyś się odsunąć? - fuknęłam.
- Nie tak szybko. - złapał mnie za dupę.
- Puść mnie. - warknęłam, ale to było na nic. Był coraz bardziej nachalny. Z bezradności, aż łzy zaczęły spływać po moich policzkach. - Zostaw mnie.. - poprosiłam.
- Nie rozumiesz co powiedziała?! - odepchnął Go ode mnie Gerard.
- A kim Ty niby jesteś? - prychnął i podszedł do mnie. Uderzył mnie w policzek. Spojrzałam na Gerarda i widziałam, że jest wściekły.
- Może zmierz się ze mną, a nie bijesz taką drobną dziewczynę? - warknął Pique, po czym wywalił mu w twarz. Obleśny koleś oddał mu oczywiście i zaczęli się bić.
- Gerard zostaw go.. Nie warto. - chciałam Go jakoś powstrzymać. Ale ten mnie nie słuchał.
- Jeszcze raz tkniesz moją Antonellę to Cię zabiję, kumasz? - odepchnął Go, a tamten uciekł.
- Dziękuje, nie musiałeś.. - rzuciłam mu się w ramiona i poczułam takie ciepełko w serduchu.
- Uderzył Cię. Nie miałem innego wyjścia.. - powiedział ze spokojem w głosie. - Nocujesz dziś u mnie? - spytał bez zastanowienia.
- A mogę? - to było głupie pytanie.
- Możesz. - zaśmiał się.
- Ale przejdźmy się na piechotę. - zaproponowałam.
- Jak sobie życzysz. - westchnął. Był jakiś miły. Szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę Jego willi.
- Twój chłopak nie będzie zadowolony, że nocujesz u mnie. - stwierdził po dłuższej chwili.
- Nie mam chłopaka. - powiedziałam stanowczo.
- A ten blondyn z kawiarni? - zapytał.
- To Rodri. Mój dobry kumpel. Gra w Barcelonie B. - zaśmiałam się, ale to chyba było nie na miejscu. - Nic nas nie łączy poza przyjaźnią. - wyjaśniłam.
- No dobra. - odparł patrząc w gwiazdy.
- Masz dziewczynę? - wypaliłam bez zastanowienia. Nie panowałam na tym co mówię.
- Kochana, ja nie bawię się w dziewczyny. - stwierdził oschle.
- Dlaczego? - zaintrygowała mnie ta odpowiedź.
- Jestem za stary na miłość. Bawię się tylko nimi. Każda jest tylko na jedną noc. - wyznał otwierając drzwi do swojej willi.
- To dlaczego ja tutaj jestem? - zapytałam po prostu. Byłam ciekawa jego odpowiedzi.
- Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Masz w sobie coś, co nie pozwala mi Cię skrzywdzić. Żadna dziewczyna jeszcze tak na mnie nie zadziałała. Do żadnej nie mówiłem "skarbie". Z żadną się tak nie droczyłem. Chciałem Cię po prostu lepiej poznać.Nie wiem co się ze mną dzieje. - usiadł na kanapie. Byłam zadziwiająco szczęśliwa jak i smutna. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Myślałam, że powie coś w stylu "sam się nad tym zastanawiam". - Pewnie Luis nagadał Ci żebyś trzymała sie ode mnie z daleka? - zaśmiał się.
- Skąd wiedziałeś?
- Domyśliłem się. Wiele osób jest tak do mnie nastawionych, ale jakoś nic nikomu nie zrobiłem.
- Gdzie trzymasz apteczkę? - zmieniłam nagle temat, bo miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Przy okazji rękę też.
- W szafce, tam w przed pokoju. - odparł kładąc głowę na oparciu. Poszłam po apteczkę i po chwili z nią wróciłam. Nie wiedziałam jak mam usiąść. - Nie bój się. Siadaj. - pokazał na swoje kolana. - Ostatnio nie miałaś z tym problemu. - wybuchł śmiechem. Spiorunowałam Go spojrzeniem i usiadłam tak jak kazał. Opatrzyłam wszystko dokładnie i odniosłam ją na miejsce.
- Włącz jakiś film.. - zaproponowałam.
- Greya? - wybuchł śmiechem, kiedy włączył telewizor.
- No zostaw już. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - odparł z obojętnością. Nie odezwałam się już tylko skupiłam się na oglądaniu.
- Podobny jesteś do tego Greya. - stwierdziłam patrząc się w telewizor.
- Jestem przystojniejszy. - zaśmiał się.
- Nie. - chciałam się trochę podroczyć. - Chodzi mi o to, że jesteś taki tajemniczy jak on.. - popatrzyłam na Niego.
- W sumie racja. I jeszcze mam pokój zabaw, w którym zabawiam się z moimi podwładnymi. - a tego to bym się nie domyśliła. Kiedy to powiedział mina mi zrzedła. Chciałabym widzieć swoją reakcje na jego słowa. - Taki żarcik. - dodał śmiejąc się jak dziecko.
- Głupi jesteś. - walnęłam go poduszką.
- Ale przynajmniej przystojny. - odparł z dumą.
- On też. - stwierdziłam.
- Ha! Czyli sądzisz, że jestem przystojny! - zaczął mnie łaskotać.
- Oj spadaj. - wybuchłam śmiechem. - O której jutro trening?
- O 11, a potem do Luisa na obiad. - poinformował mnie.
- Suareza? - zapytałam.
- Enrique. - odparł. - Znasz takiego? - posłał mi szereg śnieżnobiałych zębów.
- Nie, nie znam. - powiedziałam z ironią. - Kto jeszcze będzie?
- Sergi, Marc, drugi Marc, Xavi, Arda, Andres i może Rafinha. - wymienił.
- Rafinha. - powtórzyłam po nim.
- Coś nie tak? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Okej. Późno już trzeba iść spać. - wstał z kanapy.
- Ale w czym ja mam spać? - zapytałam.
- Czekaj, dam Ci jakąś koszulkę. - westchnął.
- Może być ta sama co wtedy. Chyba, że już ją uprałeś. - stwierdziłam.
- Uprałem już. - weszliśmy na górę do jego ogromnej sypialni. - Proszę. - wręczył mi czarną koszulkę z nike. Udałam się do łazienki i umyłam. Weszłam sobie do sypialni Gerarda. - Naszykowałem Ci łóżko w pokoju gościnnym. - oznajmił mi.
- Okej. - westchnęłam głośno i poszłam do tego pokoju. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Niestety na marne. Ten Gerard to jest niełatwa zagadka. Po jakiejś półgodzinie bezczynnego leżenia wstałam i poszłam do sypialni Gerarda. - Gerard? - szepnęłam.
- Coś się stało? - w ciemności widziałam jak się podnosi.
- Nie mogę zasnąć. - dalej szeptałam. Nawet nie wiem dlaczego.
- Ech. - westchnął ponownie padając na poduszki. Bez jego zgody wgramoliłam się na łóżko i przytuliłam do Niego. Ten nawet mnie nie objął. Ale nawet na to nie zwróciłam najmniejszej uwagi. Zmęczona całym dzisiejszym dniem zasnęłam...

piątek, 26 lutego 2016

4.

"But there’s nothing to be afraid of
Even when the night changes
It will never change me and you."

 ♥♥♥
- Anto.. Anto... - czułam jak ktoś mnie szturcha, a potem na mnie wskakuje. Mimo, iż byłam mega śpiochem to musiałam się obudzić. Otworzyłam oczy, a na mnie wręcz leżał sobie Sergi. Myślałam, że Go zabiję, jak mnie przygniótł.
- Co Ty tutaj robisz? - zrzuciłam Go z siebie i spadł z łóżka. Ten widok był bezcenny. W ogóle byłam w koszulce Gerarda. Jak ja się wczoraj przebrałam? Pamiętam tylko jak zasnęłam w tej taksówce. Czyli On mnie potem przyniósł i przebrał. A właściwie to spałam w jednym z pokoi gościnnych. Dziwne, że nie zaniósł mnie do siebie. No, ale niech mu będzie. Tyle dobrego, że nic się nie wydarzyło. 
- No więc przyszedłem tutaj, aby Cię obudzić. Gerard o to prosił. Za godzinę jedziemy na plażę. Ale będzie super. Mówiłem Ci, że ja kocham plażę? - rozmarzył się jednocześnie mi tłumacząc. 
- Cześć Nella! - wszedł do pokoju Marc Bartra. 
- Hej, hej. - pomachałam mu. 
- Gradziu dla Ciebie śniadanie robi. - powiadomił mnie. 
- Ja chyba pójdę się umyć. - stwierdziłam i wyszłam na korytarz. Napotkałam na swojej drodze pana Pique. 
- Twoje rzeczy są u mnie w sypialni. - jakby czytał mi w myślach.
- Gerard.. Nie obrażasz się za ten pocałunek, prawda? - chciałam się upewnić.
- Nie. To nic nie znaczyło. Wyzwanie to wyzwanie. - stwierdził obojętnie. Popatrzyłam na Niego i poszłam do sypialni. Zabrałam moją torbę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zmyłam resztki mojego makijażu. Upięłam włosy w wysokiego koka, po czym ubrałam strój kąpielowy, a na to  ogrodniczki. W sumie nie zakładałam na to bluzki bo to by było bez sensu. Góra stroju i tak wyglądała bardzo ładnie. Stwierdziłam, że nie będę się malować, bo i tak zapewne wrzucą mnie do wody. Schowałam resztę rzeczy do torby i wyszłam z łazienki. Wzięłam telefon i zeszłam na dół. Przy stole siedział Sergi, Marc i Gerard. Sergiemu jak zwykle humor dopisywał. Marc też był radosny, ale Gerard był jakiś smutny i nieobecny. 
- Ja chcę już na plażę.. - westchnął Roberto. - Kocham siedzieć na plaży i przyglądać się zachodom słońca. To takie romantyczne. Chciałbym tak zabierać swoją dziewczynę. - rozmarzył się. 
- Jak sobie ją znajdziesz to zabierzesz. - jak zwykle Anto umiała pocieszyć. Zajadałam się sałatką, którą zrobił Gerard. - Dobra ta sałatka. Chyba lubisz gotować. - zwróciłam się do Pique. 
- Podstawowe rzeczy potrafię. Ale to nie oznacza, że lubię. - odpowiedział nawet na mnie nie spoglądając. Chłopcy poszli do siebie żeby sie przyszykować na plaże i mieli tutaj zajść.
- Dzięki, że zaniosłeś mnie do pokoju i przebrałeś. - podziękowałam mu.
- To nie ja. To Sergi. - dalej na mnie nie patrzył tylko przeglądał coś w telefonie. Usłyszałam nagle powiadomienie. 

Kylie Rodriguez: Jak tam nocka u Gerarda? ^^ 
Ja : Noc jak noc. Wygodnie mi się spało w jego pokoju gościnnym. 
Kylie Rodriguez : Liczyłam na coś więcej... ;x
Ja : Ty już lepiej nie licz. Wymyśliłam z Anto plan zemsty na nim za to wczorajsze skarbowanie. 
Kylie Rodriguez : Ooo a jaki? :D Brzmi ciekawie.. 
Ja : Dowiesz się na plaży. :* 
Kylie Rodriguez : Okej. W takim razie do zobaczenia. 

Zakończyłam rozmowę z przyjaciółką i mogłam się zbierać na tą plażę. Wstałam od stołu i wsiedliśmy do samochodu. Szybkim tempem dojechaliśmy na plażę. Była już na niej większość. Rozłożyłam ręcznik obok Antonelli i Gerard obok mnie. Przywitałam się z nią i zaczęłyśmy odmawiać nasz plan. Rozebrałam się do bikini i zaczęłam opalać. W pewnym momencie zauważyłam, że Gerard bajeruje jakąś lasie. No to teraz można zacząć działać. 
- Chodź. - pociągnęła mnie w ich stronę moja imienniczka. - Teraz. - szepnęła mi i podeszłam do Niego. Stanęłam za nim tyłem i objęłam Go. Zdziwił się zapewne. Po chwili Go puściłam i stanęłam między Nim, a tą lasią. Tleniona blondi. Ach, czyli takie puste laleczki Gerard preferuje. Rzuciłam się u w ramiona, a Jego mina była bezcenna. Nie wiedział co ma robić. Mimo wszystko również mnie objął. 
- Misiaczku miałeś za chwilę wrócić. - zrobiłam do Niego maślane oczka. 
- To Ty masz dziewczynę? - oburzyła się ta laleczka. 
- To nie jest moja dziewczyna. - burknął, ale mnie nie puścił. - Prawda Marc? 
- Człowieku ja was nie znam. - westchnął Hiszpan i poszedł sobie do wody. 
- Jak Ty tak możesz? Ty głupku. Wypierasz się swojej dziewczyny, która jest w drugim miesiącu ciąży? Ty dupku! - przyczepiła się do Niego Antonella. Zagrała perfekcyjnie.
- Jesteś prawdziwym palantem. - fuknęła ta stara baba i poszła sobie pozostawiając naszą trójkę. 
- Ale się wkurzyła. - przybiłam piątkę z panną Roccuzzo. 
- Dlaczego Ty to zrobiłaś? - zapytał mnie Pique, kiedy wracaliśmy do reszty. 
- Zemsta skarbie. - pocałowałam go w policzek i położyłam się na ręczniku. Hiszpan uczynił to samo. 
- Piękne przedstawienie! - zaklaskała Kylie wraz z Shak. 
- W sumie, to była okropna. Także bardziej mnie wybawiłaś niż zemściłaś się. - stwierdził patrząc się w morze.
- Super. - fuknęłam.
- No była blondynką. A mi się podobają blondynki. - westchnął.
- W takim razie po co tutaj ze mną siedzisz, skoro nie jestem w twoim guście? - zrobiłam mu wyrzuty.
- Zastanawiam się nad tym. - skwitował. Zabolało trochę. Położyłam się na plecy i zamknęłam oczy.
- Wiesz co Geri, jesteś palantem. Leży obok Ciebie super dziewczyna, a Ty latasz za jakimiś tlenionymi blondynami. - podsumowała Shakira. Jeszcze coś chciała powiedzieć, ale przerwał jej dzwonek mojego telefonu.
- Tak? - odebrałam.
- Hejka Anto! Spotkamy się jutro? Słyszałem od Luisa, że wróciłaś. - powiedział dość znajomy głos, ale mimo wszystko nie mogłam go rozpoznać.
- Yyy.. z kim mam przyjemność rozmawiać? - zapytałam niepewnie. Bałam się, że do Josh. A chciałam mieć już od Niego spokój.
- Serio? Nie poznajesz swojego kupla? - udał smutnego.
- Rodri, to Ty? - nagle mnie olśniło.
- Ja we własnej osobie. - zaśmiał się. - To jak spotkamy się jutro?
- A o której?
- Pasowałoby mi wieczorem. - stwierdził.
- Mam już plany na wieczór. Co Ty na to, żeby tak po 11 w tej kawiarni obok Camp Nou? - zaproponowałam.
- No dobra, dla Ciebie wszystko. - zgodził się na moją propozycję.
- W takim razie do zobaczenia. - uśmiechnęłam się sama do siebie i zakończyłam rozmowę.
- Kto to? - zaczęła mnie męczyć Kylie.
- Rodri. - odpowiedziałam ze spokojem.
- Tarin? - spojrzała na mnie ze złością, a później zmroziła wzrokiem Gerarda.
- A znasz innego? - zaśmiałam się głupio.
- Po co się z nim umówiłaś? - jakby miała coś przeciwko temu spotkaniu.
- Kochana, nie widziałam Go rok. Chyba mogę się spotkać ze znajomym, żeby pogadać i pożartować. Serio Ci to przeszkadza? - spojrzałam na nią jakbym zobaczyła kosmitę.
- Ale on Ci się kiedyś podobał.. - powiedziała to jak małe dziecko. Gerard wstał i poszedł do wody. Reszta zrobiła to samo i zostałyśmy obie.
- Weź już przestań. - skarciłam ją. - Kiedy to było? W liceum jeszcze? - zakpiłam.
- Ale mimo wszystko nie powinnaś się z nim spotykać. Przecież jest jeszcze Gerard. Po części coś was łączy, prawda? - jeju ona bardziej się w to wszystko wkręciła niż ja.
- Nic nas nie łączy. To wszystko to była jedna wielka pomyłka. A no i nie jestem w Jego typie. - warknęłam.
- Gdybyś nie była w Jego typie to by się z Tobą nie przespał. - wyszeptała mi.
- Daj mi już spokój. On sobie znajdzie jakąś blondi, a ja mam dość chłopaków w swoim życiu.
- Ale dlaczego Ty nie chcesz zaryzykować? - ale za chwilę będzie spina.
- Bo nie. Daj mi spokój do cholery. - fuknęłam.
- Rób sobie co chcesz. - wycedziła przez zęby i poszła do reszty. Zostałam sobie sama i tak się im przyglądałam. Wszyscy prawie kogoś mieli, tylko ja byłam sama. Nawet chłopcy zaczęli zagadywać do jakiś dziewczyn. Było mi trochę smutno, nie pasowałam tutaj. Josh mnie zdradził i bałam się teraz komukolwiek zaufać. Był dla mnie taki zły. Nie wiem co ja w Nim widziałam. Kiedy wylecieliśmy tam, zawsze jak go denerwowałam to mnie bił. Za każdym razem przepraszał. Nigdy tego nikomu nie powiedziałam, bo nie było w sumie sensu.. Teraz już się od tego uwolniłam i chce mieć spokój. Mam prawie 19 lat, więc jeszcze wszystko przede mną. Szczerze mówiąc trochę brakuje mi tych wszystkich przytulanek, słodkich słówek. Muszę przyznać, że jak Gerard mówił skarbie to sprawiało mi to radość. Nie okazywałam tego, ale w głębi duszy skakałam z radości. Z moich zamyśleń wyrwał mnie Hiszpan, który przerzucił mnie przez ramie i zaniósł do morza.
- Gerard nie.. - błagałam Go. - Ja się boje przestań. - poprosiłam. Ten nawet mnie nie słuchał. Wszedł ze mną do najgłębszej wody i po prostu wrzucił.
- Zemsta za zemstę skarbie. - słyszałam jak się śmieje.
- Czy Ty jesteś normalny?! - wrzasnęłam, kiedy się wynurzyłam jednocześnie wskakując na Niego. Trzymałam Go tak mocno, że wbiłam mu aż paznokcie w plecy.
- Ał, trochę mnie boli. - syknął. - Jestem w pełni normalny. - dodał z powagą i nagle wybuchł śmiechem.
- Oj przepraszam. - puściłam Go i poleciałam do tyłu.
- Uważaj. - złapał mnie w ostatniej chwili. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Widziałam w nich jakąś niepewność, tajemniczość. Za cholerę tego nie rozumiem.
- Pocałuj ją idioto. - usłyszałam Sergiego stojącego obok nas.
- Ale Ty jesteś głupi. - powiedzieliśmy oboje w tym samym czasie. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Zeskoczyłam z Gerarda i zaczęliśmy chlapać biednego Roberto. Bawiliśmy się na tej plaży, aż do wieczora. Gerard zaczął się normalnie zachowywać. Śmiał się, wygłupiał.. Nie był smutny i z tego się cieszyłam.
- Siostra idziesz ze mną po picie? - zapytał mnie Roberto.
- To chodźmy. - zgodziłam się i ruszyliśmy w stronę knajpki.
- Dlaczego On Cię nie pocałował? - oburzył się.
- Bo może nie chciał? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Zresztą ma pewnie laskę jakąś.
- Tia.. - fuknął i zamówił sobie colę i powolnym krokiem wróciliśmy do naszych przyjaciół.
- W ogóle to dzięki, że mnie zaniosłeś do pokoju gościnnego Gerarda i przebrałeś. - posłałam mu szczery uśmiech.
- Ale to nie ja. - uniósł ręce w geście obrony. - Ja poszedłem od razu do domu. - wyjaśnił i dosiedliśmy się do reszty.
- Nelcia kochanie, bądź u mnie jutro o osiemnastej. - zwróciła się do mnie partnerka Messiego.
- Okej, nie ma problemu. - uśmiechnęłam się do Niej. - A Thiago z kim? - zapytałam.
- Z tatusiem, albo do babci Go podrzucę. - zaśmiała się.
- To o której się spotykamy? - chciała się dowiedzieć Kylie.
- Obgadamy wszystko potem. - zarządziłam. Spojrzałam na zegarek i była już 17;44. - Wiecie co, ja już się będę zbierać. - powiadomiłam ich zakładając na siebie ogrodniczki.
- My chyba też. - stwierdził Marc patrząc na Kylie.
- Zabrać Cię? - zapytała moja przyjaciółka.
- Nie ma takiej potrzeby. Przejdę się. - uśmiechnęłam się do Niej i ruszyłam przed siebie.
- Antonella poczekaj. - usłyszałam za sobą Gerarda. Odwróciłam się i ten zakładał koszulkę. Byłam na Niego zła i nie chciałam z Nim gadać.. - Odprowadzę Cię. - oznajmił.
- Nie musisz. - fuknęłam zarzucając sobie torbę na ramię.
- Ale chcę. - uśmiechnął się. - Daj, nie będziesz tego nosić, bo to ciężkie. - zabrał ode mnie torbę i w ciszy ruszyliśmy w stronę mojego domu.
- Okłamałeś mnie. - powiedziałam nagle, kiedy szliśmy już w stronę domu.
- Co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Okłamałeś mnie, bo to Ty zaniosłeś mnie do pokoju. - wyjaśniłam. - Sergi zaprzeczył, kiedy mu podziękowałam. - dodałam po chwili, a ten spuścił głowę. - Dlaczego się nie przyznałeś? - zapytałam.
- Przepraszam. - tylko tyle powiedział.
- Dlaczego? - chciałam się cokolwiek dowiedzieć.
- Co dlaczego? - ewidentnie się zamyślił.
- Dlaczego powiedziałeś, że to Sergi? - zapytałam ponownie.
- Bo tak. - burknął. Nie chciał ciągnąć tematu. Odprowadził mnie pod same drzwi.
- Ech. - głośno westchnęłam. - Dzięki, że mnie odprowadziłeś. - powiedziałam cicho.
- To ja już idę. Narazie. - wystawił mi piąstkę.
- Narazie. - przybiliśmy żółwika i weszłam do domu.
- Uuu.. Gerard Cię odprowadził. - zastałam ciotkę w przedpokoju.
- To, że mnie odprowadził nie oznacza, że coś nas łączy. - odparłam ze spokojem.
- A może jednak coś was łączy? - nie daje za wygraną.
- Elena.. Nic nas nie łączy i łączyć nie będzie. - oburzyłam się trochę. Poszłam na górę i przebrałam się w normalne ciuchy. Przejrzałam się w lusterku i z uśmiechem zeszłam na dół. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakieś hiszpańskie telenowele. To było nudne, ale nic innego mi dzisiaj nie pozostało. Te seriale były tak nudne, że nic mi się nie chciało. Jeden odcinek trwał około godziny.
- Anto, Luis! Chodźcie na kolacje. - zawołała nas ciocia i nie musiała długo czekać, ponieważ szybko znaleźliśmy się w kuchni. Ciocia wróciła i wróciło zdrowe żarcie. Na stole stała sałatka oraz przyrządzone przez nią kanapki. Wzięłam sobie dwie kanapeczki i troszkę sałatki. Zaczęłam powolnie jeść.
- Jak tam było na imprezie? - zapytał wujek.
- Fajnie, Ney ma fajny dom. - odpowiedziałam. - I Shakira jest przemiła. Poznałam dziewczyny. Antonella jest świetna, a i mam braciszka. Sergi stwierdził, że jesteśmy oficjalnie rodzeństwem. - zaśmiałam się na to wspomnienie. Normalnie kilka godzin z nim i już gadam tak jak on.
- Lepiej nie spędzaj z nim czasu, bo będziesz nawijać jak on. - zaśmiał sie.
- On gada milion rzeczy na raz. Nie da się zrozumieć tego człowieka. - stwierdziłam.
- A co u Gerarda? - wypalił z takim pytaniem. Spojrzałam najpierw na ciotkę, później na Niego.
- Chyba dobrze. - wzruszyłam ramionami.
- Uważaj na Niego. Dobrze Ci radzę. - pouczył mnie.
- Och Luis, nie strasz jej. To fajny chłopak. - spiorunowała Go spojrzeniem.
- Ja ją tylko ostrzegam. - posłał mi szereg śnieżnobiałych zębów.
- Nie ma przed czym. - burknęłam i zaniosłam talerz do zmywarki. Zabrałam jeszcze telefon i poszłam na górę. Położyłam się na łóżku i włączyłam internet. Zaczęły mi przychodzić powiadomienia z Whatsappa

Rafaella Beckran utworzył(a) konwersacje. 
Rafaella Beckran dodał(a) urzytkowników Antonella Martinez, Kylie Rodriguez, Antonella Roccuzzo, Raquel Mauri, Isabel Mebarak oraz Anna Ortiz
Rafaella Beckran nadał(a) nazwę konwersacji - Najlepsze dupeczki w Barcelonie
Anna Ortiz : Cześć dziewczynki! :* To jutro jaki klub podbijamy? 
Kylie Rodriguez : Ja wraz z Nelcią mamy chęć na Pub Fiction. :p 
Antonella Martinez : Jesteś tego pewna? -.- 
Isabel Mebarak : Okej! Ja również bym poszła do Fiction. :) 
Raquel Mauri : W takim razie laski, o 20 pod wejściem! :D
Antonella Roccuzzo : To jesteśmy umówione! :D Będzie się działo *-* 
Kylie Rodriguez : Nelcia, moja kochana przyjaciółko.. Co tam Ci Gerard mówił jak wracaliście? :') 
Isabel Mebarak : A właśnie, mnie też to ciekawi.. :D 
Rafaella Beckran : Chyba wszystkie się nad tym zastanawiamy :P
Antonella Martinez : Nic mi nie mówił 
Raquel Mauri : Czy aby na pewno? Nie okłamujesz nas? hah :D
Antonella Martinez : Mówię prawdę. Na serio. :) 
Anna Ortiz : Dajcie Jej spokój :) Biedna, będzie się przez was stresować. 
Antonella Martinez : Dzięki kochana ;* Nie mam powodów do stresowania sie. :D A teraz ja mam pytanko do naszej Rafci! *-*
Rafaella Beckran : No słucham :3
Antonella Martinez : Co Cię łączy z Jordim? Jesteście ze sobą? 
Rafaella Beckran : Nic nas nie łączy.. Zresztą nie chcę o tym gadać. :(
Antonella Martinez : Rozumiem Cię :/ Dobra, do jutra laski :* 
Isabel Mebarak : Dobranoc <3
Kylie Rodriguez : Dobranoc Piquetowa :D 
Raquel Mauri : Hahah :D Kylie <3
Antonella Martinez : Muszę was niestety powiadomić, iż Kylie nie dotrze jutro na imprezkę. Nie żyjesz zobaczysz -.- 
Kylie Rodriguez : I tak mnie kochasz <3 :* 

Wyłączyłam internet i poszłam się umyć. Wzięłam chyba dwugodzinną kąpiel. Tak dobrze mi się w tej wodzie siedziało. Kiedy woda zaczęła się robić zimna wyszłam z wanny i ubrałam się w piżamę. Podłączyłam telefon do ładowarki i odpłynęłam w krainę Morfeusza.. 

czwartek, 25 lutego 2016

3.

"So love me like you do, love me like you do
Love me like you do, love me like you do
Touch me like you do, touch me like you do
What are you waiting for?"

♥♥♥ 
Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez okno. Tak bardzo nie chciało mi się wstawać. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na zegarek. 13;45.. O matko jak ja mogłam tyle spać? No nic, trzeba wstawać. Podniosłam się niechętnie z łóżka i założyłam kapcie. Zeszłam na dół. W kuchni natomiast był tylko Xavi. W zasadzie nie wiem co On tu w ogóle robi.. Wyszłam z kuchni i poszłam na podwórko. Luisa nigdzie nie było. Dziwne. Ponownie wróciłam do kuchni i podeszłam do Xaviego. 
- Cześć Xavi. - przytuliłam go na powitanie. 
- Witam, witam. - odwzajemnił mój uścisk. 
- Gdzie Luis? - zapytałam. 
- Na lotnisku, pojechał po Twoją ciotkę Elenę. - odpowiedział mi z uśmiechem. 
- Mhm.. Lecisz dzisiaj na imprezkę do Neymara? - byłam ciekawa czy Go zaprosił. 
- A no planuję się tam pojawić. Słyszałem, że Ty też i to na 1000%. - zaśmiał się. 
- Skąd masz takie informacje? - zdziwiłam się. 
- Gerard nam to zapewnił. - szeroko się uśmiechnął. - Widzę, że coś się między wami kroi.. 
- Wydaje Ci się. - zaczerwieniłam się lekko. 
- Kochanieńka mnie nie oszukasz. - podał mi talerz spaghetti. Zjadłam je szybko i do domu wszedł wujek. 
- Jesteśmy! - krzyknęła ciotka. - Ojej, Antonellka jak miło Cie widzieć. - przytuliła mnie od razu. 
- Mi Ciebie również. - odwzajemniłam Jej uścisk. Poszłyśmy do salonu i zaczęło się plotkowanie. Chyba zajęło nam to ponad dwie godziny. Opowiadała mi jak tam było w Londynie, do którego wyjechała na miesiąc. Mówiła, że muszę tam kiedyś polecieć i zwiedzić to miasto. Powiedziałam o wszystkim co wydarzyło się w Oslo. Zaczęła mi doradzać co mam robić. Zawsze mi jakoś pomagała. Miałam w niej oparcie. Traktowała mnie jak córkę.
- Nelka! Gotowa na imprezkę? - wpadła do domu Kylie. 
- Jaką imprezkę? - zapytał wujek. 
- U Neya. - odpowiedział za mnie Xavi. 
- A no to możesz iść. - zaśmiał się wujek. 
- Kylie musimy pogadać. - zaciągnęłam ją na górę. Zamknęłam drzwi i usiadłam na fotelu, a Ona rozwaliła się na moim łóżku.
- No to o czym chcesz rozmawiać? - zapytała podrzucając poduszkę.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że w kinie będą również Gerard i Marc? - zaczęłam temat.
- Bo pewnie byś się nie zgodziła. Zresztą to Geri wymyślił. Kazał mi Cię przyprowadzić. Musiałam to zrobić. On nie chce nigdy się spotykać z dziewczynami, z którymi spędził noc. A w stosunku do Ciebie chyba zmienił nastawienie. - wytłumaczyła.
- Nie jestem tego taka pewna.. - powiedziałam z niechęcią.
- Ale ja jestem. Impreza jest o 20;00. - powiadomiła mnie.
- Gerard ma po mnie być o 18;00.. - westchnęłam.
- Uuuu.. to trzeba Cię jakoś przyszykować. - zaklaskała podekscytowana. Wstała ja torpeda z łóżka i zaczęła wyrzucać rzeczy z mojej szafy. - Mam! - krzyknęła na cały dom.
- Co Ty znowu masz? - weszła do pokoju ciocia i oparła się o komodę stojącą przy drzwiach.
- Ładną bluzeczkę i spódniczkę. Muszę ją wystroić dla Gerarda. - opowiedziała jej o swoich zamiarach.
- Dla Gerarda Pique? - chciała się upewnić.
- Tak, dla Niego. - szeroko się uśmiechnęła.
- Koleguję się z Jego mamą. Miły z Niego chłopak, ale strasznie zagadkowy. - westchnęła.
- Dopiero co rozstałam się z chłopakiem, a Ty Kylie chcesz mnie spiknąć z kolejnym.. Wujkowi się to nie spodoba. - oburzyłam się.
- Faktycznie. Ale nic mu nie powiem. - ciotka posłała mi szereg białych zębów. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, który leżał na komodzie. - Gerard - odparła ucieszona i podała mi telefon.
- No weź to odbierz. - nakazała mi przyjaciółka.
- Ych.. - zmroziłam ją wzrokiem. - Słucham? - odebrałam.
- Kotku nie mów słucham, bo Cię wyrucham. - nie wiem czy żartował, czy mówił serio.
- Już to zrobiłeś. - chciałam to jakoś obrócić w żart i zaczęłam się śmiać.
- I z chęcią zrobiłbym to po raz drugi. - czułam, że się uśmiecha.
- Pomarzyć zawsze można. Ale przejdźmy do sedna. Co chcesz? - zapytałam.
- Bądź gotowa o 18;00. Spakuj sobie rzeczy, bo dziś nocujesz u mnie. A i weź jeszcze strój kąpielowy, bo zabieram Cię jutro na plażę. - zarządził.
- A może ja nie chcę? - zapytałam sarkastycznie.
- To zechcesz. - fuknął.
- W ogóle nie liczysz się z moim zdaniem. Ty nadęty baranie. - burknęłam.
- Nie złość się. Do wieczora skarbie. - zaśmiał się i zakończył rozmowę. Oj zemszczę się za to skarbie.
- Co chciał? - od razu zapytała moja przyjaciółka.
- Wymyślił, że zabiera mnie jutro na plaże. - westchnęłam.
- On Cię lubi! - znowu wrzasnęła i mnie przytuliła.
- Nie. - zaprotestowałam. - On nie lubi mnie, a ja nie lubię Jego.
- Zobaczymy za niedługo. - zaśmiała się.
- Spadaj. - burknęłam.
- Daję mu miesiąc, ewentualnie dwa. Zakocha się w Tobie. - stwierdziła.
- Tylko, że ja tego nie chcę.. - odparłam.
- Niby dlaczego? - dalej drążyła temat.
- Bo nie. - fuknęłam. - O kurde już prawie siedemnasta.. Idę się myć. - dodałam. Poszłam do łazienki i wykąpałam się. Owinęłam ciało ręcznikiem i postanowiłam wyjść z łazienki, aby zabrać ciuchy. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Gerarda leżącego sobie na moim łóżku i bawiącego się misiem.
- Co Ty tutaj robisz? - oburzyłam się i jeszcze mocniej trzymałam ręcznik żeby mi się nie zsunął.
- Troszkę milej skarbie. - posłał mi całusa w powietrzu.
- O już wyszłaś. - wróciła do pokoju Kylie.
- Ty Go tutaj wpuściłaś? - posłałam jej groźne spojrzenie.
- Twoja ciotka. - ta to się potrafi wymigać. - Ja poszłam po paletkę i szminki. - odparła z dumą wyciągając z torebki te rzeczy.
- Mhm.. Idę się przebrać i zaraz wracam. - powiadomiłam ich i z rzeczami wróciłam do łazienki. Ubrałam się w wybrane przez moją najlepszą przyjaciółkę ciuchy i rozczesałam włosy. Nie chciałam nic z nimi robić, bo dzisiaj wyglądały elegancko. Wyszłam z łazienki i usiadłam na skrawku łóżka.
- Zrobię Ci makijaż. - zaklaskała urocza Hiszpanka.
- Tylko błagam Cię nie przesadź. - poprosiłam ją.
- Kochana, nie pierwszy raz Cię maluję więc spokojnie. - ufałam jej, ale mimo wszystko, kiedy Ona się do czegoś zabiera to nie zawsze kończy się dobrze.
***
Równo z godziną 18;00 skończyła mnie malować. Wzięłam od Niej lusterko i przejrzałam się w nim. Jak dobrze, że nie przesadziła z tym makijażem. Tego się najbardziej bałam.
- Jeju dłużej się nie dało? - marudził Geri, który ewidentnie się nudził.
- Ale zobacz jak pięknie wygląda. - Kylie była dumna ze swojej pracy.
- No nie jest źle. - zaśmiał się i dostał za to w ramie od mojej przyjaciółki. - Spakowałaś sobie to o co Cię prosiłem? - zwrócił się do mnie.
- Tak. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- W takim razie jedziemy, skarbie. - specjalnie chciał mnie zdenerwować.
- Zemszczę się za to skarbie. Zobaczysz. - syknęłam.Wyszliśmy z domu i Gerard otworzył mi drzwi, jak prawdziwy dżentelmen. - Poradziłabym sobie sama. - udawałam niezależną.
- Oj Antonella.. - westchnął zajmując miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam zapinając pasy.
- Na przejażdżkę. - odpowiedział oschle. Ale mi to dużo mówi. Dlaczego do cholery On jest taki tajemniczy? Wcześniej się śmiał, żartował.. A teraz jest taki obojętny. Swoim zachowaniem sprawia, że chcę się bardziej nim zainteresować.
- Wow, dużo się dowiedziałam. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
- Im mniej wiesz, tym lepiej skarbie. - wybuchł śmiechem.
- Nie znoszę Cię. - posłałam mu zabójcze spojrzenie.
- No patrz. Ja Ciebie też. - fuknął. Zaczęłam się rządzić w jego samochodzie jak w wujka. Ściągnęłam buty po czym położyłam sobie nogi na siedzeniu. Bez Jego pozwolenia włączyłam radio. Akurat leciała piosenka Adele. Uwielbiałam ją. Pod głosiłam i zaczęłam sobie nucić. Gerard co chwilę spoglądał na mnie ukradkiem.
- Skoro mnie nie znosisz, to dlaczego zabierasz mnie na przejażdżkę? - przerwałam nagle tą krępującą ciszę.
- Też zadaje sobie to pytanie. - odparł chamsko. Trochę ukuło mnie w serduchu, ale taki On już jest. Chamski i bez uczuć. Pojeździliśmy jeszcze chwilę i dojechaliśmy do Jego willi.
- To miała być przejażdżka, a nie odwiedziny w Twoim domu. - skoro On jest taki wredny, to i ja będę.
- Zmieniłem zdanie. - otworzył mi drzwi i weszłam do środka.
- Zmieniasz zdanie, jak baba w ciąży. - skwitowałam.
- Zabawna jesteś Martinez. - wszedł do kuchni i wyciągnął dwa kieliszki do wina, a potem butelkę.
- Czy Ty próbujesz mnie upić jeszcze przed imprezą? - spojrzałam na Niego.
- Dwie lampki wina jeszcze nikomu nie zaszkodziły. - posłał mi szczery, a zarazem dziecięcy uśmiech. Usiedliśmy w salonie i wypiliśmy po lampce wina.
- Siema Gredku! - wleciał do domu Roberto. - Ups, nie chciałem w czymś przeszkodzić. - zakrył dłonią usta.
- Nie masz nawet w czym przeszkadzać. - uśmiechnęłam się.
- Idę się przebrać i za chwilę jedziemy. - oznajmił Gerard. - Sergi zadzwoń po taksówkę. - nakazał mu.
- Się robi brate! - wrzasnął na cały dom i zamówił taksówkę.
- Brate? - spojrzałam na Niego dziwnie.
- Tak sobie Go nazywam. Jeden z najlepszych kumpli, więc braciszek. A Ty możesz być moją przyszywaną siostrzyczką. Bo raczej do siebie byśmy nie pasowali. A szkoda, bo jesteś bardzo urodziwą dziewczyną. Muszę sobie znaleźć jakąś dziewczynę. Bo widzę, że Gredzio sobie znalazł. Tylko ja zostałem sam. A no i jeszcze Rafinha. - gadał jak najęty. - To co? Zostaniesz moją przyszywaną siostrzyczką? - poruszył zabawnie brwiami.
- Zostanę. - zaśmiałam się.
- To super. Jutro jedziesz z nami na plaże. Będzie super. Będziemy się chlapać w wodzie, będziemy się opalać. Nie mogę się doczekać. Będzie Leo z Anto, Ney z Shak, Jordi z Rafcią, Marc z Kylie no i ja z Rafinhą. Sami jak palec. No ale takie życie singla. - jeju ile On gadał. Nie nadążałam nad tym co mówił.
- A Gerard ze swoją dziewczyną? - zapytałam. Ten mnie wyśmiał. Ale nic nie powiedział. Pewnie powodem tego było, to iż wrócił do nas Hiszpan.
- Gredziu właśnie zostaliśmy oficjalnie rodzeństwem! - objął mnie ramieniem.
- To gratuluję. - wymamrotał i męczył się z koszulą, bo nie równo zapinał guziki. - Ja pierdole, pomoże mi ktoś? - uniósł się. Wstałam z kanapy i podeszłam do Niego. Miałam 1.73 wzrostu, a On 1.92.. Dwadzieścia centymetrów różnicy. Sięgałam mu do ramion. Żeby spojrzeć na jego twarz, musiałam podnosić głowę do góry. Uśmiechnęłam się tylko do Niego, a On również do mnie. Rozpięłam mu tą koszulę i guzik po guziku zapięłam tak jak powinno być. Ten ciągle się do mnie mnie cieszył. I znowu zmienił się Jego nastrój. Nie rozumiałam tego. No ale nie mam zamiaru o tym myśleć. Nagle przyszło mi powiadomienie na Whatsapp

Sergi Roberto utworzył(a) konwersacje.
Sergi Roberto dodał(a) użytkowników Gerard Pique, Antonella Martinez, Kylie Jenner, Marc ter Stegen oraz Andres Iniesta
Sergi Roberto nadał(a) nazwę konwersacji Moi bracia i siostry
Gerard Pique : Po co siedzisz u mnie na kanapie w salonie i tworzysz konwersacje? 
Marc ter Stegen : Geri nie pamiętasz, że On ma coś nie tak z główką? :D 
Andres Iniesta : Oj chłopcy, chłopcy.. Gotowi na imprezkę? :3 
Sergi Roberto : Gredzio w 100%. Antonella Go ubrała i się cieszy! <3 
Kylie Rodriguez : Uuuu.. co tam się wyprawia? :D <3 
Sergi Roberto wysłał(a) zdjęcie. 
Andres Iniesta : Geruś jaki szczęśliwy *-* Taki zakochany.. <3
Antonella Martinez : Sergi, kochany braciszku.. Czy Ty chcesz za chwilę dostać po łbie? :* 
Gerard Pique : Dołączam się do pytania Anto :D 
Kylie Rodriguez : Ale to zdjęcie jest słodkie. <3 
Gerard Pique nadał(a) pseudonim użytkownikowi Sergi Roberto - Głupi idiota
Głupi idiota nadał(a) pseudonim użytkownikowi Gerard Pique - Kochaś Antonelli 
Kochaś Antonelli : Lecz się downie! 
Kylie Rodriguez : Dobra, zbierajcie się na imprezkę! Do zobaczenia za chwilę :) 
Antonella Martinez : No do zobaczenia gwiazdki✨  
Wyświetlone przez użytkowników Głupi idiota, Kochaś Antonelli oraz Kylie Rodriguez.

No co za idiota. Zabije Go po prostu. Spojrzałam na Gerarda, ten na mnie i wybuchliśmy śmiechem. Zdenerwowałam się trochę na Roberto, ale nie będę mu robić awantur. Przecież to i tak dla żartów. Pobrałam sobie oczywiście to zdjęcie i wyłączyłam internet. Schowałam telefon do torebki i mogliśmy wychodzić. Przed domem czekała już na nas taksówka. Wsiadłam do niej pierwsza i przywitałam taksówkarza. Obok mnie usiadł Gerard, a przednie siedzenie zajął mój braciszek. Droga nie trwała dość długo. Po około 10 minutach byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy z auta i Gerard zapłacił. Zdenerwowałam się trochę, ponieważ chciałam zapłacić za siebie. Z domu Brazylijczyka było słychać dudniącą muzykę. Sergi zadzwonił domofonem i wyszedł po nas sam Brazylijczyk. Wpuścił nas do środka i od razu Jego partnerka życiowa o imieniu Isabel zaproponowała drinki. 
- Shak w rzeczywistości jesteś jeszcze piękniejsza. - skomplementowałam ją. Kochałam jej piosenki. Były świetne. 
- Dziękuje. - posłała mi szczery uśmiech. - Geruś Słoneczko, mam nadzieję, że się ustatkujesz. - zwróciła się do Hiszpana stojącego obok mnie. Spojrzałam na Niego pytająco, a ten machnął ręką. Tym razem był znowu obojętny. Tak bardzo mnie to denerwowało. 
- O Nelcia już jesteście. - zauważyła naszą obecność Rafaella. 
- Hej wszystkim. Jestem Antonella, to tak dla tych ,których jeszcze nie poznałam. - przywitałam się. 
- Ooo.. moja imienniczka! Jak super. - od razy przytuliła mnie wybranka Leo Messiego. Po kolei przedstawiały mi się partnerki piłkarzy. Od razu polubiłam sie z moją imienniczką. Zaczęłyśmy rozmawiać na milion tematów. Nawijałyśmy jak najęte, a Leo z Gerardem przyglądali się nam pijąc visky. 
- Napiłabym się czegoś. - westchnęłam. 
- To pójdę Ci po drinka skarbie. - szeroko się uśmiechnął, a ja posłałam mu spojrzenie w stylu "zamknij się już i nic więcej nie mów"
- Jesteście ze sobą? - zapytała mnie Argentynka. 
- Nie.. - pokręciłam przecząco głową. 
- Proszę bardzo skarbie. - podał mi drinka. 
- Nie jestem Twoim skarbem.. - warknęłam. 
- Oj skarbie, skarbie.. - poklepał mnie po ramieniu, a ja spiorunowałam Go wzrokiem. 
- Zemszczę się. - burknęłam. 
- Pomogę Ci. Już mam niezły plan. - szepnęła mi i wyjawiła nasz tajny plan. Duet Martinez&Rozccuzzo działał wyśmienicie. 
- Kto chciałby zagrać w pokera? - zapytał nagle Neymar. 
- Ja z chęcią zagram! - powiedziała Anto i usiadła przy stole. 
- Ja w sumie też nie mam nic przeciwko. - przysiadłam się. 
- No ja mogę zagrać. - westchnął Gerard. Była nas dziesiątka Neymar, Antonella, Kylie, Ja, Gerard, Leo, Rafinha, Dani Alves, Shak i Sergi. 
- Tylko jak gramy? - zapytał Brazylijczyk. 
- Rozbieranego. - stwierdził pewny siebie Rafael. 
- Zagrajmy w pytanie czy wyzwanie. Neymar skoro wymyśliłeś, żebyśmy grali to będziesz nam zadawał pytania lub wyzwania. - w sumie to był bardzo dobry pomysł. 
- Brate Ty to jednak czasem pomyślisz. - Leo poczochrał Jego fryz. 
- Dobra gramy! - zarządził i porozdawał karty. Grało nam się świetnie. Neymar wymyślał tak głupie wyzwania, że to głowa mała. Z Anto musiałyśmy biegać po ogrodzie ze śmietnikiem. Kylie musiała zrobić sobie kompromitujące zdjęcie, które później wstawiła. Gerard z Rafem musieli zaśpiewać "Baby" Biebera. O pytaniach jakie zadawał to już nie wspomnę... Brazylijczyk stwierdził, że chce ze mną zagrać jeden na jeden. W sumie nie miałam nic przeciwko. Da Silva rozdał karty i kiedy na nie spojrzałam byłam pewna, że wygram. Miałam karetę króli i królową. Pewna siebie położyłam te karty, a Brazylijczyk się tylko zaśmiał, po czym położył swoje. Skubany miał karetę asów i królową. Bezapelacyjnie wygrał. 
- Jak Ty.. - nie dowierzałam. 
- No wiesz.. Jestem w tym najlepszy. - odparł z dumą. - Dobra, przegrałaś więc pytanie czy wyzwanie? - zapytał. 
- Niech będzie wyzwanie. - westchnęłam. 
- Teraz to już będzie harkor jak nic. - zaklaskał. 
- Boję się trochę, ale dawaj. - ponagliłam go. 
- Usiądź Gerardowi na kolana i Go pocałuj. - wypalił ze śmiechem, a mi mina zrzedła. - Co? Wymiękasz? - dodał śmiejąc się. Antonella Martinez nigdy nie wymięka kochany Neymarku. Wstałam ze swojego miejsca i usiadłam Hiszpanowi na kolana. Spojrzałam mu w oczy i delikatnie pocałowałam. Ten objął mnie w talii i pogłębił pocałunek. 
- Irytujesz mnie Pique. - szepnęłam mu do ucha, po czym wstałam pozostawiając obrońce w osłupieniu i ponownie usiadłam na swoje miejsce. Wszyscy byli z lekka w szoku, a napastnik chyba nie dowierzał, że mogłabym to zrobić. 
- No, no Martinez propsy! - zaczął mi klaskać. Zaczęliśmy kolejną kolejkę i graliśmy tak jeszcze z godzinę. Gerard tylko się do mnie głupio uśmiechał. 
- Siostrzyczko chyba będziemy się zbierać. Nie Gredi? - przyszedł do nas Sergi. 
- No my już będziemy się zbierać. - stwierdził Pique - Chodź skarbie. - zwrócił sie do mnie. 
- Zobaczysz, że się zemszczę. - fuknęłam jak wychodziliśmy. Wsiedliśmy do taksówki i zrobiłam się senna. Odwróciłam się od Hiszpana i zasnęłam patrząc się w szybę..

środa, 24 lutego 2016

2.

"I'll take every single piece of the blame
If you want me to
But you know that there is no innocent one in this game for two."

 ♥♥♥
Przebudziłam się przecierając zaspane oczy. Podniosłam się i zerknęłam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Była 4:22. Rozejrzałam się po pokoju, ale było dość ciemno. Mimo wszystko poznałam, że nie jestem w swoim pokoju. Pościel była z przyjemnego, aksamitnego materiału, łóżko było wygodniejsze, a zarazem większe. Jak ja się tutaj znalazłam? Co ja tu robię? Milion pytań przychodziło mi na myśl w tej chwili.. Antonello Martinez coś Ty wczoraj nawywijała.. Rozejrzałam się ponownie po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Spojrzałam na prawą stronę łóżka. Obok mnie słodko spał pół nagi Gerard Pique. Ja spałam całkiem naga. Jeju co ja narobiłam... Gdy tak rozmyślałam, ten przysunął się do mnie. Czułam Jego oddech na swoim ramieniu. Nagle przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Bardzo dziwnie się czułam. Wstałam szybko i założyłam bieliznę leżącą na podłodze. Chciałam również ubrać się we wczorajszą sukienkę, ale nigdzie jej nie było. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół gdzie leżały moje rzeczy. Nasze ciuchy były porozrzucane po salonie. Wzięłam moją sukienkę i założyłam ją na siebie. Wzięłam do ręki torebkę oraz szpilki, po czym po cichu wyszłam z jego ogromnej willi. Zobaczyłam jaka to dzielnica i przypomniało mi się, że dzielnicę dalej znajduje się moja. Najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam w stronę swojego domu. W pierwszy dzień pobytu już na wywijałam. Ja to mam szczęście.. 
***
- Nelka! Wstawaj.. - czułam jak ktoś mnie szturcha. 
- Daj mi spokój.. - wymamrotałam. 
- Anto.. Weź wstawaj.. Wiem, że wczoraj zabalowałaś, ale potowarzysz mi dziś na treningu. - usiadł na łóżku.
- Dobra.. - burknęłam i wstałam niechętnie z łóżka. Strasznie bolała mnie głowa i śmierdziało ode mnie alkoholem. Wujek wyszedł z pokoju, a ja wybrałam sobie szeroką bokserkę z napisem "You are mine" i jeansowe spodenki. Zabrałam również bieliznę i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Strumień zimnej wody obmywał moje ciało. Po dziesięciu minutach wyszłam z kabiny i wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się w nową bieliznę i we wcześniej wybrane ciuchy. Jak na szaloną noc, to wyglądałam w miarę okej. Podkreśliłam brwi i pomalowałam rzęsy. Nawilżyłam  jeszcze usta balsamem, ponieważ były strasznie spuchnięte. Wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki. Schowałam telefon do kieszeni i zeszłam na dół. Pierwsze co zrobiłam to skierowałam się do szafki, w której kiedyś Luis trzymał leki. Wyciągnęłam tabletki przeciwbólowe i zażyłam dwie, które popiłam wodą. Usiadłam do stołu i zjadłam dwie kanapki. Napiłam się jeszcze herbaty i wyszliśmy z domu. Zajęłam miejsce pasażera. Chwilę potem tuż obok mnie usiadł chrzestny i odjechaliśmy do Ciutat. Cała droga zajęła nam około dwudziestu minut. Enrique zaparkował na wolnym miejscu i wysiedliśmy z samochodu. Powolnym krokiem udaliśmy się do budynku. Hiszpan poszedł się przebrać, a ja przeszłam się po całym budynku, aż do wyjścia na boiska. Otworzyłam masywne szklane drzwi i wyszłam na dwór. Zauważyłam w oddali Marca oraz Claudio. Ruszyłam w ich stronę. Niemiec przywitał mnie uśmiechem. 
- Hej Nella. - przytulił mnie na powitanie. - Wiesz co, tutaj nie wolno wchodzić. - dodał zakłopotany. 
- Hej, ale ja mogę tutaj wchodzić. - zaśmiałam się. - Słuchaj, co się stało na tej imprezie wczoraj? Pamiętasz cokolwiek? - zapytałam z nadzieją, że mi wszystko opowie..
- Niestety nie pamiętam.. Obudziłem się u Kylie w domu. - takiej odpowiedzi się spodziewałam. 
- Ta, a ja u Gerarda. - fuknęłam. - Kompletnie nie wiem jak ja się tam znalazłam. Pamiętam jak jeszcze Marc z Neymarem wychodzili i jak piliśmy drinki. A potem ciemność. - złapałam się za głowę na to wspomnienie. 
- Ale wiesz co? - spojrzał na mnie z litością, a zarazem bezradnością. 
- No co? - byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia. 
- Jordi też nic nie pamięta. Jedynie Gerard. Ten to miał łeb. - zaśmiał się, a ja zmroziłam Go wzrokiem. - Także jak chcesz się czegoś dowiedzieć, to zapytaj Jego. - dodał. 
- Ter Stegen! Raz, dwa tutaj! A nie sobie jakieś pogaduchy urządzasz! - usłyszałam krzyk mojego wujka, który wchodził na murawę. - Chcę wam przedstawić moją chrześnice Antonellę. - przedstawił mnie im. Gerard spojrzał na mnie z niedowierzaniem. 
- Ale szprycha. - stwierdził Sergi Roberto spoglądając na mnie. 
- Downie i tak nie poruchasz. - odgryzł mu się Pique. 
- A Ty tym bardziej. - ten również nie pozostał mu dłużny. Widziałam, że Hiszpan chce coś powiedzieć. Już otwierał usta, ale się opamiętał. - Antonella ile masz lat? - zapytał. 
- Za tydzień kończę dziewiętnaście. - odpowiedziałam na jego pytanie. 
- O to robisz imprezkę! - objął mnie ramieniem Jordi wraz z Marciem Bartrą. 
- Mam nadzieję, że jeszcze bardziej huczną niż wczoraj. - zaśmiał się Bartra.
- O "Panna pewna siebie" - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się momentalnie. To znowu on..
- O "Pan nadęty gbur". - fuknęłam. Czuć było z daleka, że się nie lubimy.
- To wy się znacie? - zapytał ze zdziwieniem Andres.
- Ta, na lotnisku debil pomylił walizki. - zmroziłam Brazylijczyka wzrokiem. - A później nie chciał mi jej oddać. Musiałam sobie sama poradzić. - dodałam.
- Oj weź. - burknął.
- A i w dodatku pomazał mi koszulkę. - poskarżyłam się Andresowi.
- Gdyby nie ja to by się nie zatrzymał. - odparł z dumą Dani. 
- Dobra, później sobie pogadacie. Pięć kółek na początek! - zarządził wujek. Chłopcy niechętnie, ale też bez dyskusji pobiegli. Gerard tylko został. Podszedł do mnie i zaczął się przyglądać. 
- Mogłaś zostać. Zrobiłbym Ci śniadanie. A później pojechałabyś ze mną Kochanie. - wyszeptał mi do ucha. 
- Weź mnie nie wkurwiaj. - burknęłam. - Ja nic nie pamiętam.. Czaisz? Nic, a nic.. - dodałam. 
- A ja pamiętam wszystko bardzo dokładnie. - ale mnie pocieszył. - Nieźle całujesz. A w łóżku jesteś jeszcze lepsza niż myślałem. - skomplementował mnie. Czułam jak moje biedne policzki robią się purpurowe. Było mi tak wstyd.
- Lepiej idź już. - westchnęłam. Usiadłam na ławce i nie mogłam uwierzyć w to co ja narobiłam. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i od razu wybrałam numer do mojej przyjaciółki. Jeden sygnał, nie odbiera.. Drugi, trzeci i nareszcie po czwartym odebrała.
- Słucham? - powiedziała wesołym głosem. Tylko mi nie było do śmiechu.
- Kylie co ja wczoraj nawywijałam.. - odparłam przerażona.
- Z tego co pamiętam to normalnie się zachowywałaś. - zaśmiała się. - Co teraz robisz?
- Siedzę na treningu chłopaków. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Co? - nie mogła uwierzyć.
- Luis został ich trenerem i mnie zabrał. - westchnęłam.
- Okej. Za ile mam u Ciebie być w takim razie? - zapytała.
- Bądź za dwie godziny. - poinformowałam ją i się rozłączyłam.
***
Trening się zakończył i mogłam nareszcie wyjść z boiska. Poszłam szybko do środka budynku i usiadłam na parapecie przy szatni, aby w spokoju poczekać na Enrique. Wujek wszedł przed chłopakami.
- Poczekaj piętnaście minut. Szybko się ogarnę i jedziemy. - powiadomił mnie i udał się do pokoju trenerów. Siedziałam tak i siedziałam. Chłopcy po kolei wchodzili do szatni, a na końcu wszedł Jordi z Pique.
- Oj Alba, Alba.. Co Ty wczoraj wywijałeś. A Rafa? Pewnie mieliście upojną nockę. - opowiadał mu o wczorajszej imprezie.
- Ta, szkoda, że nic nie pamiętam. - wybuchł śmiechem.
- A ja pamiętam wszystko. Jedna z najlepszych imprez. - rozmarzył się.
- Jak Ty to wszystko pamiętasz, co? - był ciekawy.
- Ma się ten mocy łeb. - westchnął.
- Szkoda, że pusty. - burknęłam bez zastanowienia wstając z parapetu.
- Ale przynajmniej mam ładną buźkę. - posłał mi szereg swoich śnieżnobiałych zębów.
- Polemizowałabym nad tym. - dogryzłam mu.
- Wczoraj mówiłaś co innego. - przyparł mnie do ściany.
- Byłam pewnie tak pijana, że tego nie kontrolowałam. - wybuchłam śmiechem.
- Porozmawiamy potem na ten temat. - fuknął i wszedł do szatni.
- On nigdy nie odpuszcza. - uprzedził mnie jego przyjaciel. Z pokoju wyszedł wujek i odjechaliśmy do domu. Kylie czekała już pod drzwiami.
- Dzieńdoberek Luis. - pomachała mu.
- Cześć. - szeroko się uśmiechnął. Wpuścił nas do środka i od razu zaprowadziłam ją na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i ta rozwaliła się na jednej połowie mojego łóżka. Położyłam się obok Niej.
- Widzę, że spałaś dzisiaj w swoim łóżku. - zaśmiała się.
- Od godziny 4;40 tak. - fuknęłam. - Nigdy więcej na żadne imprezy. - oznajmiłam.
- To gdzie Ty spałaś? - zdziwiła się.
- Po godzinie czwartej obudziłam się w jednym łóżku z Pique. - wyjaśniłam Jej.
- Uuu.. - zawsze denerwowało mnie jak to mówiła. - No to nieźle było.
- Weź.. Ja nic nie pamiętam.. - westchnęłam. - Ale On tak.. - dodałam.
- No to porozmawiaj z Nim.. - doradziła mi.
- Ja nie wiem czy mam odwagę.. - zmartwiłam się. - Kurwa wczoraj zerwałam z chłopakiem i wieczorem przespałam się z innym. - złapałam się za głowę. Kompletnie nie rozumiałam swojego zachowania.
- Ale za to z jakim ciasteczkiem. - ale pocieszenie.
- Wyszłam tylko na głupią idiotkę, szukającą pocieszenia u innego. - burknęłam.
- Wcale, że nie. Widać było, że przypadłaś mu do gustu, a On jest takim chłopakiem, że jak już któraś mu się spodoba to do Niej podbija. - wytłumaczyła mi.
- Obiecałam sobie, że żadnych chłopaków. - uświadomiłam ją.
- No to musisz sobie to odobiecać. - poklepała mnie po ramieniu. - W ogóle to dzwonił do mnie Neymar, że jest u Niego jutro impreza. Chciał Cię zaprosić osobiście, ale byłaś zajęta rozmową z Gerardem. - poinformowała mnie.
- Nigdzie nie idę. - fuknęłam obrażona.
- Zobaczymy. - wybuchła śmiechem. - Ej jestem głodna. - oznajmiła i do pokoju wszedł akurat Luis.
- Dziewczyny chodźcie na obiad. - zawołał nas.
- Czytasz mi w myślach. - Kylie wstała jako pierwsza i zbiegła na dół. Niechętnie zeszłam za nią, a przy stole siedział sobie Andres, Sergio, Xavi, Jordi i Gerard. Nie no ja dzisiaj chyba popełnię samobójstwo. Usiadłam na przeciwko Pique i wujek podał jedzenie. Wstałam od stołu i poszłam do kuchni po sok. Wróciłam po chwili i zajęłam swoje miejsce. Nalałam soku do szklanki i napiłam się.
- Widzę, że Cię suszy. - zaśmiał się Sergio.
- Ta.. Przesadziłam wczoraj. - spojrzałam ze złością na Gerarda.
- Zerwałaś wczoraj z chłopakiem, także miałaś prawo przesadzić. - zaśmiał się Enrique. Mina Pique była bezcenna. Nic się nie odezwałam tylko spuściłam głowę i powolnie jadłam. W ogóle nie miałam ochoty na to jedzenie. Pogrzebałam trochę i odstawiłam.
- Wiesz co Luis, ja się będę zbierać. - oznajmiła moja przyjaciółka. - Było pyszne dzięki.
- Zostań jeszcze, proszę.. - błagałam ją, kiedy odprowadziłam ją do drzwi. - Chociaż dokąd On sobie nie pójdzie.. - dodałam.
- Nie.. Teraz masz dobrą okazję, aby dowiedzieć się co wczoraj zrobiłaś. - w sumie miała racje.
- Dzięki wiesz. - burknęłam i zamknęłam drzwi. Stwierdziłam, że jest bardzo gorąco i muszę skorzystać z tego. Wyszłam na dwór i usiadłam sobie przy stole w altance. Położyłam głowę na stół i tak sobie rozmyślałam i jednocześnie stukając paznokciami o blat. Zamknęłam oczy i próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy. Ja nigdy nie schlałam się tak jak wczoraj.. Zawsze się kontrolowałam, a wczoraj? Tak jakbym straciła głowę..
- Aż tak Cię sponiewierało? - usłyszałam znajomy głos. Momentalnie otworzyłam oczy i spojrzałam na Niego.
- Próbuję sobie cokolwiek przypomnieć. - odpowiedziałam zakłopotana.
- Ech. - westchnął.
- Gerard co ja wczoraj na odstawiałam? - popatrzyłam w jego niebieskie oczka.
- Od którego momentu mam zacząć opowiadać? - widać, że chciał być uczciwy wobec mnie.
- Tutaj jesteś! - wrzasnął Alba.
- Jordi idź stąd. - fuknął.
- Dobra już was zostawiam. - zaśmiał się i wrócił do środka.
- Pamiętam jak piliśmy visky, tańczyliśmy i jak wypiliśmy te cholerne drinki. Po tym urwał mi się film. - zaczęłam nagle.
- Hmmm.. No więc, po tych drinkach siedzieliśmy sobie w szóstkę przy naszym stoliku. Wzięłaś do ręki jedną butelkę i położyłaś ją na środku stolika. Z Kylie wpadłyście na pomysł, żeby zagrać w butelkę. Z powodu tego iż była nas tylko szóstka to byliśmy razem. No i wymyślaliśmy głupie pytania i tak dalej. Rafcia zakręciła butelką i wypadło na nas. Zapytała się co wolisz pytanie czy wyzwanie. Ja powiedziałem, że wyzwanie, ale Ty byłaś innego zdania. Marc zapytał Cię "kto w tej chwili najbardziej Cię pociąga i na kogo masz ochotę". Uśmiechnęłaś się pod nosem i powiedziałaś "Pique". - na te słowa zrobiłam się czerwona. - Też się uśmiechnąłem i zaczęliśmy się całować. Dziwne, że tego nie pamiętasz. W pełni kontaktowałaś, mówiłaś płynnie. Wcale nie było widać, że jesteś pijana. No ale przejdźmy do sedna. Poszliśmy jeszcze chwilę potańczyć i stwierdziłem, że trzeba się już zbierać. Zamówiłem taksówkę i odjechaliśmy do mnie. - opowiadał patrząc mi w oczy.
- Nie mogłeś zawieść mnie do domu? - przerwałam mu.
- Chciałem to zrobić, ale powiedziałaś, że chcesz jechać do mnie. U mnie wypiliśmy jeszcze butelkę czerwonego wina. No i stało się. - zakończył swoją wypowiedź oraz szeroko uśmiechnął na tamto wspomnienie.
- O Boże.. - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
- Nie dramatyzuj.. - machnął ręką. - Było wyśmienicie Maleńka. - dał mi buziaka w policzek.
- Mówisz serio, czy nie chcesz być niemiły? - fuknęłam.
- Jestem szczerym człowiekiem. - westchnął. - Dobra, późno się robi. Nie chcę żeby ktoś sobie pomyślał, że coś nas łączy. Ale w sumie, chciałbym żeby nas coś łączyło. - dodał wychodząc. Chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi takiej okazji. Wstałam z ławki i wróciłam do domu.
- O czym wy tak rozmawialiście? - zapytał wujek, kiedy wchodziłam już po schodach.
- Był ciekawy dlaczego wróciłam, skąd przyleciałam i tak dalej. - wymyśliłam coś na poczekaniu.
- Aż taki ciekawski jest? - zaśmiał się.
- No jak widać tak. - odparłam. Weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, była to Kylie. Szybko odebrałam.
- Dawaj do kina za dwadzieścia minut! - zarządziła.
- Nie mam ochoty.. - byłam do tego wypadu sceptycznie nastawiona.
- No proszę.. Tak dawno sie nie widziałyśmy, a Ty nie chcesz ze mną spędzić czasu? - wyczułam smutek w Jej głosie.
- Dobra niech Ci będzie.. - poszłam jej na kompromis. - Ile mam wziąć kasy? Na co idziemy?
- O to się nie martw. Ja stawiam. - zaśmiała się. - Bądź u mnie za dziesięć minut. - dodała i się rozłączyła. Poszłam do łazienki i rozczesałam włosy. Zaplotłam sobie dwa dobierańce i wypsikałam perfumami. Wróciłam do pokoju i do ulubionej torebki schowałam portfel, chusteczki i moje głupoty. Zeszłam na dół i natknęłam się na Luisa.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Do kina z Kylie. - powiedziałam prawdę.
- Czy aby na pewno z Kylie? - jak mówiłam prawdę, to mi nie wierzył.
- No Kylie mi to zaproponowała, a kogo Ona jeszcze przyprowadzi to nie wiem. Powiedziała mi, że we dwie. W takim razie dlatego idę. - wytłumaczyłam.
- Okej. - uśmiechnął się, a ja wyszłam z domu. Hiszpanka czekała już na mnie przy samochodzie swojego taty.
- No nareszcie. - zaśmiała się. Wsiadłam do auta i zapięłam pasy. - I co już wiesz co odwaliłaś?
- Wiem. To wszystko przez nasze głupie pomysły.. - oznajmiłam, a ta wyjechała na zakorkowane ulice Barcelony. Włączyła radio i patrzyła na drogę.
- Nasze głupie pomysły? - powtórzyła po mnie.
- Wymyśliłyśmy żeby grać w butelkę i tak się zaczęło.. - burknęłam podenerwowana.
- Będzie dobrze, zobaczysz. - pocieszyła mnie dojeżdżając do pobliskiej galerii. Kylie zaparkowała na parkingu i poszłyśmy do środka Centrum Handlowego. Wjechałyśmy ruchomymi schodami na piętro i poszłyśmy pod kino. - Chodź idziemy pod sale. - zaciągnęła mnie.
- To nie kupujemy biletów? - zapytałam, ale nie musiała mi odpowiadać, bo na jednej z kanap siedzieli sobie Marc z Gerardem. - Mówiłaś, że będziemy we dwie. - burknęłam.
- Chodźmy, bo zaraz się zacznie. - odparł Niemiec i weszliśmy na sale. Zajęliśmy miejsca w ostatnim rzędzie. Usiadłam między Gerardem, a Marciem. Kylie zrobiła to specjalnie. Chciałam zapytać się Marca jaki to film, ale ten już zdążył zacząć obściskiwać się z moją przyjaciółką.
- Jaki to film? - zapytałam Hiszpana siedzącego obok mnie, który obżerał się popcornem.
- Martwe zło. Jakiś horror. - odpowiedział mi kiedy przełknął.
- Zabiję ją. - burknęłam. - Weź mi daj coli. - nakazałam mu.
- Proszę Pięknotko. - podał mi kubek. Napiłam sie trochę i oddałam. Seans się rozpoczął. Sam początek już mnie przerażał. Przy pierwszej lepszej scenie się bałam. Mimowolnie trzymałam Gerarda za rękę. Ten mnie przytulił i bez słowa oglądaliśmy.
***
- Nareszcie.. - odetchnęłam z ulgą.
- Nie lubisz horrorów? - zapytał chłopak mojej przyjaciółki.
- To najgorsze gówno jakie może być. - fuknęłam.
- Ale te filmy mają swoje plusy. - zaśmiał się Hiszpan.
- Taa.. - fuknęłam. - To cześć. - pożegnałam się z nimi.
- Do zobaczenia jutro na imprezie. - pomachał mi Gerard. Wsiadłyśmy z Kylie do samochodu.
Po dwudziestu minutach byłam już w domku. Opowiedziałam Luisowi o filmie i poszłam na górę. Wykąpałam się i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Przejrzałam instagram oraz snapchat. Kiedy już miałam odkładać telefon przyszła mi wiadomość.

Nieznajomy Hej piękna! 
Ja Kim jesteś? 
Nieznajomy Twoim ulubionym mężczyzną w Barcelonie, z którym spędziłaś noc. :D
Ja Oj ulubiony to Ty nie jesteś. Ale marzyć każdy może. ;p 
Gerard Nie muszę marzyć. I tak będziesz moja. :) 
Ja Nie bądź taki pewny siebie. Lepiej idź spać, bo na trening zaśpisz. 
Gerard Spokojnie. Będę jutro po Ciebie o 18;00. 
Ja Po co? :o 
Gerard Idziesz ze mną na imprezę do Neymara. ;) 
Ja A kto powiedział, że ja w ogóle się tam wybieram? 
Gerard Ja tak mówię i tak będzie. Bądź gotowa, będę czekał pod domem. Papa piękna <3 
Ja Dobranoc ;*             

Już na nic mi nie odpisał. Podłączyłam telefon do ładowarki Leżałam jeszcze chwilę i odpłynęłam.. 

wtorek, 23 lutego 2016

1.

 "Is it too late now to say sorry?
Yeah I know that I let you down
Is it too late to say I'm sorry now?"

 

♥♥♥
Nareszcie! Po czterech godzinach lotu ponownie w Barcelonie. Nie było mnie tutaj ponad rok. Głupia ja się zakochałam i wyleciałam do Oslo, żeby być ze swoim wspaniałym chłopakiem, który zdradził mnie kilka godzin temu z najlepszą przyjaciółką. Po prostu wspaniale. Antonella Ty naiwna idiotko. Ciekawe jak wujek Luis zareaguje na mój powrót. Wyszłam na główną płytę lotniska i postanowiłam odebrać mój bagaż. Udałam się do wyznaczonego punktu, ale była tam ogromna kolejka. A dokładniej tłum.
- Co się stało? - zapytałam jakieś dziewczyny stojącej tuż obok mnie. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a zarazem zażenowaniem. Nie rozumiałam tego. 
- To Ty nie wiesz? - zaczęła się śmiać. - Piłkarze Barcy wracają z obozu przygotowawczego. Większość tu obecnych oczywiście to fani, którzy przyszli zrobić sobie zdjęcie. Byli tylko z drugim trenerem zespołu, ponieważ dzisiaj mieli zatrudnić nowego. - wyjaśniła. 
- Super po prostu. - fuknęłam. - Ty też czekasz na bagaż? - zapytałam po chwili. 
- Tak. I chyba długo sobie poczekamy. - odpowiedziała na moje pytanie. 
- Jak chcesz to sobie czekaj. Ja nie mam takiego zamiaru. - zaśmiałam się. Zarzuciłam sobie torbę na ramie i przecisnęłam się przez ten ogromy tłum. Teraz chyba mogę podziękować Bogu za to, że jestem taka szczupła. Stanęłam na samym początku. Moim oczom ukazał się Xavi, który ucieszony machał każdemu. Popatrzył na mnie i zabrał swój bagaż.  Na taśmie zobaczyłam czarną walizkę z breloczkiem w kształcie Wieży Eiffla. To moja walizka. Już wyciągałam po nią rękę, kiedy nagle z przed nosa zabrał mi ją Rafinha. Nie cierpiałam Go. Wydawał się taki wredny.. Pewnie pomyślał, że to Jego walizka. Zabrałam podobną, która zapewne należała do sprawcy tego zamieszania. Ruszyłam w Jego stronę. 
- Hej, przepraszam.. - próbowałam Go jakoś zaczepić, ale oczywiście przez te Jego głupie słuchawki nic nie słyszał, albo może udawał. Dla mnie to nie było śmieszne. Spojrzałam na idącego obok mnie Daniego Alvesa. Widać, że zrobiło mu się mnie szkoda. 
- Raf! - wrzasnął na Niego. 
- Tak? - odwrócił się. 
- Ta o to młoda dziewczyna ma do Ciebie sprawę. - zaśmiał się. 
- Ach tak? Moment. - wyciągnął z kieszeni marker i podpisał mi się na mojej bialutkiej koszulce. 
- Jakim prawem pomazałeś mi koszulkę?! - oburzyłam się. 
- Inni oddaliby wszystko, żeby dostać taki autograf. - fuknął. Ale On był zarozumiały i arogancki. 
- A ja nie. Mam inną sprawę. Oddaj mi moją walizkę. - wskazałam na bagaż stojący obok Niego. 
- Niemożliwe. Jeśli chcesz kilka par moich bokserek, to zastanowię sie nad tym czy Ci je dać.
- Okej, nie ma sprawy. Skoro mi nie wierzysz, to będę miała ich pod dostatkiem. Tylko co ja z nimi zrobie? Co? Przecież, takiego małego rozmiaru nikt nie kupi. Ale nie wiem czy Ty będziesz chciał chodzić w moim bikini, albo majteczkach. - zaśmiałam się i odwróciłam na pięcie udając się w stronę wyjścia. 
- Ej zaczekaj. - usłyszałam jak mnie woła. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. - Przypuśćmy, że masz rację. Może oddałabyś mi te rzeczy, po romantycznej kolacji dziś wieczorem? - zapytał ucieszony, a ja myślałam, że za chwilę zabije Brazylijczyka. 
- Jesteś palantem. - fuknęłam po czym chwyciłam za moją walizkę i udałam się przed budynek. Anto 1 Raf 0. Złapałam taksówkę i pojechałam do fryzjera. A co mi tam. Taksówkarz podwiózł mnie do mojego ulubionego fryzjera w stolicy Katalonii. Fryzjerka przemalowała mnie z blondu na ciemny brąz. Trochę je podcięła i byłam już całkiem inną Antonellą niż tą z Oslo. Fryzjer był dość blisko dzielnicy, w której mieszkał mój chrzestny. Stwierdziłam, że się trochę przejdę i nacieszę słonecznym dniem. Tylko to mi chyba na razie pozostało. Zahaczyłam jeszcze o kiosk i zakupiłam starter. Schowałam go do torebki i powolnym krokiem udałam się w stronę willi. Dalej nie rozumiem jak mogłam porzucić tak świetne miejsce, dla Niego. Zacznę tutaj wszystko od początku. Zero chłopaków, liczę się tylko ja. Po jakichś piętnastu minutach dotarłam pod wielką rezydencję wujka. Rozbudował się, ale jeszcze bardziej przykuł moją uwagę dom obok. Był jeszcze większy. Ale szycha musi tutaj mieszkać. Zadzwoniłam domofonem i przed dom wyszedł mój chrzestny. Z początku mnie nie poznał, ale jak podszedł bliżej, to od razu się uśmiechnął. Wziął ode mnie tą nieszczęsną walizkę i zaprowadził do domu. Usiadłam na kanapie w salonie, a ten obok mnie. 
- Nella. - zawsze tak do mnie mówił. - Co się stało, że wróciłaś? - wiedziałam, że o to zapyta. 
- Długa historia. - westchnęłam.
- Musze Ci coś powiedzieć. - zaklaskał. - Zostałem oficjalnie trenerem Barcy!
- Wow gratuluje. - przytuliłam Go. 
- Mogłaś zadzwonić, że wracasz. Przyjechałbym po Ciebie na lotnisko. - odwzajemnił uścisk. 
- Ten powrót nie był planowany. Josh mnie zdradził, nic mnie tam już nie trzymało. Nie chce widzieć Go nigdy więcej. Mam nowy numer. Zaczynam życie od nowa. Żaden chłopak nie zawróci w mojej głowie. Bynajmniej taki mam plan. - wyjaśniłam mu. 
- No dobra. Pomogę Ci w tym. - poklepał mnie po ramieniu. - Gdybym wiedział, to jakoś przygotowałbym Ci Twój pokój. A tak jest taki sam jak przed powrotem. - dodał. 
- Nie byłoby takiej potrzeby. Zaniesiesz mi walizkę? Chciałabym się rozpakować. - wstałam z kanapy i ruszyłam na piętro. Oczywiście ostatnie drzwi po lewej, to mój pokoik. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wujek przyniósł mi ten bagaż i zostawił samą w pokoju. Wszystko na swoim miejscu, tak jak to zapamiętałam. Panował w Nim pedantyczny porządek. Jak nigdy. Otworzyłam walizkę i usiadłam na podłodze. Wyciągnęłam z Niej laptop i włączyłam. Połączyłam się z siecią wi-fi i weszłam na facebook'a. Usunęłam konto, potem na twitter'a, instagram i również zrobiłam to samo. Na instagramie założyłam sobie nowe i ustawiłam prywatny profil. Zaobserwowałam kilka znanych osób i wyszłam z przeglądarki. Wyczyściłam komputer oraz telefon ze wszystkich zdjęć, po czym weszłam na Spotify i włączyłam moje ulubione piosenki. Postawiłam laptop na toaletkę i otworzyłam balkon. Było bardzo ciepło. Po kolei wypakowywałam swoje ciuchy. Zajęło mi to ponad dwie godziny. Nie lubiłam sprzątać. Byłam straszną bałaganiarą. Skończyłam wypakowywać ciuchy i zabrałam się na ogarnianie toaletki. Do szuflad posegregowałam rzeczy do twarzy, oczu, brwi. Poukładałam jeszcze perfumy i mgiełki. Wzięłam rzeczy do mycia i poukładałam je w mojej prywatnej łazience. Wróciłam do pokoju i schowałam walizkę do szafy. Wyciągnęłam z niej dresy i koszulkę z napisem "Only I 'm perfect." Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z kabiny i wytarłam ciało ręcznikiem. Przebrałam się w wyżej wymienione rzeczy i rozczesałam włosy, po czym związałam je w wysokiego kucyka. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Zabrałam telefon i zeszłam na dół. Zastałam Luisa w kuchni. Czuć było, że robi spaghetti. Usiadłam sobie przy stole i nic się nie odzywałam. 
- O, a miałem Cię wołać. - zaśmiał się. - Jesteś głodna? 
- Tak i to bardzo. - oznajmiłam. 
- W takim razie prosze bardzo. - podał mi talerz przepysznego dania. Chyba tego mi najbardziej brakowało. Zjadłam wszystko ze smakiem i popiłam jak zawsze sokiem pomarańczowym. 
- Dziękuje bardzo. Jak zawsze przepyszne. - pochwaliłam Go. 
- Bez przesady. - jak zwykle skromny Luis. 
- Ależ ja nie przesadzam. - zaśmiałam się. - Chyba pójdę załatwić pewną sprawę. - westchnęłam. 
- A jaką? - zapytał od razu. Jak zawsze ciekawski Luis. 
- Muszę przeprosić Kylie. Przesadziłam wtedy. - powiedziałam o swoich zamiarach. 
- Pytała ostatnio co u Ciebie. - wow czyli może jest jakiś cień nadziei, że mi wybaczy. 
- Na prawdę? To w takim razie idę się przebrać i lecę. - dałam mu buziaka i pobiegłam na górę. Wyciągnęłam z szafy crop top i ogrodniczki. Szybko nałożyłam je na siebie i zabierając telefon wybiegłam jak torpeda z domu.Na szczęście był już wieczór więc nie było tak gorąco. Do Kylie nie miałam daleko, tylko około pół kilometra drogi.  Szybko przeszłam ten dystans i po kilku minutach stałam przed drzwiami domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem i drzwi się otworzyły. Stała w nich moja stara dobra Kylie. Kiedy ją zobaczyłam łzy zaczęły mi płynąć po policzkach. Jej tak samo. Bez zastanowienia przytuliłam ją mocno. 
- Wróciłaś już na stałe? - zapytała. 
- Tak. - odpowiedziałam i wpuściła mnie do środka. - Przepraszam za moje zachowanie w stosunku do Ciebie. Byłam głupia. Omamił mnie. - zaczęłam przepraszać. 
- Ja też przesadziłam. Nie powinnam się tak zachować. - odparła kiedy usiadłyśmy na kanapie. 
- Czyli między nami wszystko okej? - zapytałam z nadzieją w głosie. 
- Tak! Wiesz jak ja tęskniłam? - rzuciła się na mnie. 
- Ja też i to bardzo. - również ją przytuliłam. 
- Skoro wróciłaś, to pewnie nie jesteś już z Joshem.. - szeroko się uśmiechnęła. Widać, ze Go nie lubi. 
- No nie, zdradził mnie. - burknęłam. 
- To proponuję się najebać! - zaśmiała się na cały dom. - Miałam iść dzisiaj z Marciem i chłopakami na imprezę. Co Ty na to, żebyś wybrała się tam ze mną? - zaproponowała. 
- Sama nie wiem.. - jakoś podchodziłam sceptycznie do tego. - Nie wiem czy będę tam mile widziana w końcu umówili się z Tobą. - dodałam. 
- No wiesz co.. Oni jak Cię zobaczą to na pewno nie będą narzekać! - szeroko się uśmiechnęła. 
- A kto tam będzie? - chciałam się dowiedzieć. 
- Tego jeszcze nie wiem. Ale przyrzekam, że sami przystojniacy. - powiadomiła mnie. - Wybierzesz sobie któregoś. - dodała. 
- No nie wiem.. - westchnęłam. 
- Nawet ze mną nie dyskutuj! - wrzasnęła. - Chodź na górę. Ładnie Cię pomaluje, pożyczę jakąś mini, wyprostuję włosy i będzie amazing! - pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju.. 
***
Około godziny dwudziestej pierwszej byłyśmy już gotowe. Moja przyjaciółka pożyczyła mi czarną miniówę i na moją prośbę nie przesadziła z makijażem. Wymyśliłam, że włosy sobie lekko podkręcę na końcach i tak też zrobiłam. Wyszłyśmy ucieszone z domu i taksówka już na nas czekała. W miedzy czasie powiadomiłam wujka, że wrócę bardzo późno i mogłyśmy jechać. Taksówkarz dowiózł nas do centrum. Przeszłyśmy się kawałek i dotarłyśmy do Pub Fiction. 
- To tutaj! - powiadomiła mnie z dumą w głosie. 
- Przecież to najlepszy klub w Barcelonie. - kopara mi opadła. W dodatku ujrzałam w oddali najnowszy nabytek Barcy. A mianowicie Marca ter Stegena. Machał nam z uśmiechem. Kylie ujęła moją dłoń i prowadziła w stronę Niemca. 
- Cześć Skarbie. - czule ją pocałował. 
- Hej, hej. - zaśmiała się. - To jest moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie. 
- Jestem Marc. Miło mi Cię poznać. - podał mi dłoń. 
- Nie musisz się przedstawiać. - uścisnęłam Jego dłoń z uśmiechem. - Jesteś tym nowym bramkarzem w Barcy. - dodałam. 
- Tak, ale nie rozmawiajmy dzisiaj o tym. - ciągle się uśmiechał. 
- A gdzie chłopcy? - zapytała Kylie. 
- Siedzą już przy stoliku. Czekali na nas. - oznajmił i weszliśmy bez problemu do klubu. A mianowicie do loży VIP. To wejście pewnie dużo Go kosztowało. W środku było mnóstwo ludzi, siedzieli przy barze, tańczyli na parkiecie.. Chaos. Tak dawno nie byłam na imprezie, że zapomniałam jak jest. Marc prowadził nas w głąb pomieszczenia, aż dotarliśmy do ogromnego stolika przy którym siedzieli : Marc Barta, Neymar Jr, Gerard Pique, Jordi Alba i jakaś młoda dziewczyna. Wydawała się miła. Bynajmniej na taką wyglądała. 
- Cześć wszystkim. To moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie. 
- Hej. Ja jestem Rafaella, ale wszyscy mówią do mnie Rafa. - podała mi dłoń dziewczyna siedząca tuż obok Jordiego. Przedstawiłam się wszystkim i usiadłam sobie między Bartrą, a Brazylijczykiem. Od razu nawiązaliśmy wspólny temat. Fajnie się z nimi rozmawiało. Byłam trochę skrępowana, ponieważ ciągle czułam na sobie wzrok Pique. 
- Waka waka idź zamów drinki. - odezwał się nagle mój "prześladowca". 
- Ych.. - burknął. - Ale Ty chodź ze mną. - nakazał mu Neymar. 
- Niech Ci będzie. - widać, że był niezbyt zadowolony z tego. Niechętnie wstał i poszedł z Brazylijczykiem do baru, przy okazji posyłając mi szeroki uśmiech. 
- Dlaczego waka waka? - zapytałam od razu Jordiego, do którego się przysunęłam, aby również lepiej poznać Rafaellę. 
- Bo jest partnerem Shakiry. - odpowiedział od razu. 
- Neymar z Shakirą, na prawdę? - nie mogłam w to uwierzyć, w końcu co jak co, ale była od Niego o wiele starsza. 
- Na prawdę. - zaśmiał się. - Nawet zrobił jej dzieciaka. - dodał. 
- A komu mój kochany braciszek nie zrobił dzieciaka? - westchnęła Rafa. - Ale spokojnie, On jest spoko. Jak widzę nawiązałaś z nim temat. - dodała z uśmiechem. 
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - oznajmił Hiszpan. - Wydaje mi się, że podobałaś się naszemu Gerardowi. - wykorzystał to, że nie było Go w pobliżu. Jakoś mnie to nie satysfakcjonowało. Gdyby Luis się dowiedział, to chyba nie miałabym życia. 
- Weź, proszę Cię. - wyśmiałam Go. - Na bank ma już jakąś. - dodałam i akurat przyszli. Ale w rękach mieli tylko trzy butelki wódki i jedną wisky. 
- Nie ma. - zaczął się śmiać. 
- Ja też tak sądzę. - uśmiechnęła się życzliwie Brazylijka. - Będzie dyskretnie podbijał zobaczysz. 
- Wolę konkrety. Lubie wiedzieć na czym stoję. - odparłam. 
- Ja też. - zaśmiał się Gerard, który usiadł obok mnie. Otworzył jedną butelkę wódki i porozlewał wszystkim po kolei. Jeden kieliszek, drugi, trzeci i tak dalej.. Nie ominęłam żadnej kolejki. Potem visky, które wypiłam z Gerardem oraz Jordim. Potańczyłam chwilę i Rafaella wyciągnęła mnie po drinki. Zamówiłyśmy dla wszystkich i wróciłyśmy do reszty. Alkohol dzisiaj dość łatwo mi wchodził. Byłam tak pijana jak nie wiem. Jeszcze coś tam trochę kontaktowałam, ale potem urwał mi się całkowicie film...