"Oh, I'm happy for you
Know that I am
Even if I can't understand."
Know that I am
Even if I can't understand."
♥♥♥
Obudził mnie budzik, który nastawiłam sobie wczoraj przed snem. Spojrzałam na zegarek. 9;30. Wstałam niechętnie z łóżka i podeszłam do mojej ogromnej szafy. Wyciągnęłam z niej sukienkę w kwiatki i poszłam do łazienki. Wykonałam poranne czynności. Założyłam wcześniej wybraną sukienkę i wyprostowałam sobie włosy. Było gorąco więc postanowiłam, że pomaluję tylko rzęsy i wypełnię brwi. Byłoby bez sensu nałożyć tapetę, bo od razu by wszystko spłynęło. Nawilżyłam usta balsamem i wyszłam. Otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam aby odetchnąć świeżym powietrzem. Przed godziną dziesiątą słońce bardzo grzało. Lubiłam w sumie taką pogodę.
- O "Panna wiecznie zła" - usłyszałam głos Rafinhy.
- Ty tutaj mieszkasz? - zaniemówiłam.
- Mieszkam. - wybuchł śmiechem. - Widzę, że Ty też. - dodał.
- Wow, ale Ty spostrzegawczy jesteś. - udawałam zołzę.
- Gdzie się wybierasz w takiej sukieneczce? - zapytał.
- Umówiłam się. - odpowiedziałam mu.
- Z Gerardem? - co oni wszyscy mają do tego Gerarda.
- Nie. - burknęłam i wróciłam do domu. Zabrałam telefon, po czym zeszłam na dół. Zjadłam sobie jogurt i postanowiłam, że wyjdę. Ciocia śpi, wujek pojechał na trening. Dziwne, że Rafinha został. Ale co mnie to obchodzi. Spakowałam do małej torebki portfel, chusteczki oraz telefon. Założyłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i czarne sandałki. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę Camp Nou. W te strony miałam dość blisko, ponieważ wujek szukał takiego domu z którego ma blisko do ośrodka i na stadion. Szłam tak i szłam.. Widoki były przepiękne. Tak bardzo kochałam to miasto. Raj na ziemi. Mogłam wsiąść w autobus, ale jak to ja. Wolałam się przejść. Dotarłam na miejsce o 10;55. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy jednym ze stolików. Przemiły kelner podał mi menu. Zaczęłam je przeglądać.
- Cześć Antonella. - usłyszałam znajomy głos. Podniosłam głowę i ujrzałam mojego przyjaciela.
- Rodri! - rzuciłam się na Niego.
- Stęskniłem się za Tobą. - stwierdził.
- Oj ja za Tobą również. - powiedziałam z uśmiechem. Usiedliśmy i podszedł do nas kelner.
- Co Państwo zamawiacie? - zapytał z uśmiechem.
- Poproszę mrożoną kawę. - powiedziałam.
- Ja również oraz tartę owocową. - poprosił. Kelner to zapisał i poszedł. - Co słychać?
- Teraz to już wszystko w porządku. Nareszcie w domu. Nie wiem jak mogłam zamienić to wszystko na Oslo. - westchnęłam.
- Zimno tam, nie? - zaczął się śmiać.
- I to jak.. Nigdy już stąd nie wyjadę. Chyba, że na jakieś wakacje. - odparłam ze śmiechem.
- I prawidłowo. - poklepał mnie po ramieniu.
- A u Ciebie jak tam? - chciałam w sumie wiedzieć.
- Mam dziewczynę. - pochwalił się. Każdy kogoś ma. To jest jakieś chore. - I ogólnie jest super.
- Gratuluję w takim razie. - uśmiechnęłam się szeroko. Kelner podał nam nasze zamówienie i wypiłam sobie moją kawę. Przegadaliśmy chyba ze trzy godziny. Wszystko było super, aż do czasu, kiedy do kawiarni nie weszli Gerard, Sergi, Marc i Xavi. Zdziwili się, że tutaj siedzę i to z jakimś chłopakiem. Pique kompletnie mnie zlał. Chłopcy natomiast przywitali się ze mną i usiedli do swojego stolika.
- Skąd Ty ich znasz? - zapytał.
- Długa historia. - westchnęłam.
- Gerard Cię chyba nie lubi. Nawet się nie odezwał. - zmartwił się. Kiedy to mówił, akurat napotkałam spojrzenie Hiszpana.
- Trudno, przeżyję jakoś. - westchnęłam. - Wiesz co, fajnie się gadało. Muszę już lecieć, bo mam ważną sprawę do załatwienia. - powiadomiłam Go i wyszliśmy z kawiarni.
- No dobra. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. - przytulił mnie.
- Na pewno się zobaczymy. - odwzajemniłam Jego uścisk i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Było mi słabo. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i leciałam już do tyłu kiedy ktoś mnie złapał.
- Skarbie nic Ci nie jest? - zapytał znajomy głos. Poznałam, że to Gerard. Otworzyłam oczy i spojrzałam w Jego niebieskie jak ocean tęczówki. Wyczytałam z nich troskę, strach oraz zakłopotanie. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. - Ej co się stało? - dalej pytał.
- Zajebie Ci zaraz za to skarbie. - wycedziłam przez zęby. - Jest okej, puść mnie. - nakazałam. Ten posłuchał mnie i za chwilę stałam już twardo na ziemi, ale kręciło mi się w głowie.
- To chyba nie jest dobry pomysł. - stwierdził obejmując mnie w talii. - Jadłaś cokolwiek dzisiaj?
- A co Cię to obchodzi? - głupio mi było, że byłam taka oschła, bo widać, że się martwi.
- Powiedz mi. - fuknął, a mnie to zdziwiło.
- Jadłam jogurt. - powiedziałam. - A i wypiłam kawę. - dodałam.
- Tylko tyle?! - oburzył się. - Czy Ty chcesz żeby Ci się coś stało?! - zaczął się unosić.
- Weź wyluzuj. Najpierw mnie zlewasz, a potem się przejmujesz. Zastanów się nad sobą człowieku.
- Odwiozę Cię. - burknął i zaprowadził do samochodu. Nawet nie miałam możliwości mu odmówić, bo w ogóle mnie nie słuchał. Jak mnie to irytowało. Zapięłam pasy i ten odjechał z parkingu.
- Wolniej człowieku! - wrzasnęłam. - Jeszcze mi się nie śpieszy na tamten świat. - dodałam ciszej.
- Przepraszam. - fuknął automatycznie zwalniając. Dojechaliśmy do domu i wysiadłam, a ten za mną. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. - Już lepiej? - zapytał.
- Ta. - burknęłam.
- O Gerard co Ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony wujek.
- Antonella prawie zemdlała. Spotkałem ją w kawiarni. Akurat poszliśmy po treningu z chłopakami na kawę. No a ona była z jakimś chłopakiem. - odpowiedział mu.
- Dlaczego? - dalej dopytywał.
- Gorąco i tak dalej.. Zresztą zjadłam tylko jogurt. - westchnęłam.
- Pamiętaj, że masz zjeść. - nakazał mi. - Narazie. - dodał i wyszedł.
- Spotkałaś się z nim? - od razu zapytał Luis.
- Nie.. - zaprzeczyłam. - Umówiłam się z Rodrim i gadaliśmy trzy godziny w tej kawiarni. A potem przyszli chłopcy i siedli przy innym stoliku. Wyszliśmy i pożegnałam sie z nim. No i prawie zemdlałam. Gerard mnie złapał. - opowiedziałam.
- Okej. - uśmiechnął się. - Co tam u Rodriego?
- Dziewczynę sobie znalazł. - zaśmiałam się. - Gdzie ciocia?
- Pojechała do mamy Gerarda. - lekko się uśmiechnął. - Zostawiłem Ci trzy kawałki pizzy. Masz je zjeść. - nakazał. Usiadłam w salonie i zjadłam je. Powoli, ale zjadłam. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę piętnastą. Mam w sumie jeszcze trochę czasu. Położyłam się i przełączyłam na inny kanał. Leciał program BarcaTV. Puścili akurat wywiad z... Gerardem Pique. Opowiadał tam o swojej karierze i tak dalej. Znudziło mi się po połowie. Wstałam i poszłam na górę. Rzuciłam telefon na łóżko i stanęłam przed ogromną szafą. Wyciągnęłam z niej granatowy obcisły croptop i czarne, krótkie ogrodniczki. Zabrałam je ze sobą do łazienki i wzięłam prysznic. Wyszłam z kabiny, wytarłam się i ubrałam w wybrane wcześniej ciuchy. Wysuszyłam szybko włosy i pokręciłam sobie końcówki. Wyszłam z łazienki po czym sprawdziłam, która godzina. Miałam jeszcze czas. Usiadłam przy toaletce. Zrobiłam sobie leciutki makijaż, po czym pomalowałam moje długie rzęsy. Założyłam jeszcze stopki i czarne vansy. Do małej torebki włożyłam telefon, chusteczki, portfel oraz balsam eos. Była już 17;00. Autobus mam za 15 minut. Spokojnie zdążę. Włożyłam jeszcze słuchawki i zeszłam na dół.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zatrzymał mnie Luis.
- Teraz to do Antonelli. Potem z dziewczynami mamy iść na imprezę. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- No dobrze. Ale na imprezę w ogrodniczkach? - zaśmiał się.
- A co wolisz, żebym założyła mini, w której widać mi pół tyłka? - odgryzłam się.
- Tak jest okej. - pokazał łapkę w górę. Pomachałam mu i wyszłam. Włączyłam moją playlistę i szybkim krokiem dotarłam na przystanek. Usiadłam sobie na ławeczce i zalogowałam się na instagrama. Dziewczyny wysłały mi prośby o obserwowanie. Zaakceptowałam wszystkie po czym również je zaobserwowałam. Dałam follow Gerardowi, Jordiemu, obu Marciom oraz Sergiemu. Resztę już wcześniej obserwowałam. Polajkowałam zdjęcia jakie pododawały jakieś gwiazdy i wyszłam z aplikacji. Posiedziałam jeszcze chwilę i autobus przyjechał. Skasowałam bilet i usiadłam sobie na wolnym siedzeniu. Droga zajęła mi prawie czterdzieści minut. Wysiadłam na przystanku tuż obok dzielnicy Messiego i ruszyłam w poszukiwaniu jego willi. Musiałam się kawałek przejść. Mieszkali trochę na odludziu, ale co im się dziwić. Sama bym na ich miejscu o tym marzyła. Argentyńczyk kocha mieć ciszę i spokój. Kiedy wreszcie dotarłam pod ogromną masywną bramę zadzwoniłam domofonem. Usłyszałam taki jakby zgrzyt, co oznaczało, że ktoś otworzył mi bramkę. Weszłam na podwórko i wyszła po mnie moja imienniczka. Przywitałyśmy się, po czym zaprosiła mnie do środka. Ten dom był idealny. Strasznie mi się tu podobało. Wszystko było takie ogromne. Jedyne co udało mi się wydusić to "wow". Zapoznałam się z Thiago i od razu się polubiliśmy. Mały nie odstępował mnie na krok. Był super.
- Więc komu podrzucasz Thiago? - zaśmiałam się spoglądając na Leo.
- Ja już się umówiłem z Gerardem. - wybuchł śmiechem.
- Mama po niego zaraz przyjedzie. - przewróciła oczami jego partnerka.
- Pa dziewczynki! - pożegnał się z nami i wyszedł.
- On i Gerard.. To nie wróży nic dobrego. - pokręciłam przecząco głową, na co Argentynka się zaśmiała. - Jak idziesz ubrana? - zapytałam.
- Myślałam o sukience, ale jak zobaczyłam Ciebie to stwierdziłam, że też chcę iść w ogrodniczkach. Nie obrazisz się jeśli również założę? - zaczęła nawijać.
- Coś Ty nie obrażę się! - przytuliłam ją, a malec zaczął się cieszyć.
- Anto! Już jestem! - wbiegła do salonu jej mama.
- Cześć mamo. To Antonella. - przedstawiła mnie jej.
- Miło mi poznać. - posłała mi szczery uśmiech.
- Mamuś, odbiorę Thiago jutro tak koło popołudnia. - powiadomiła ją.
- Dobrze córciu. Miłej zabawy. - zaśmiała się. Maluszek pożegnał się z nami i jak jej mama szybko weszła tak samo też wyszła.
- Chodźmy do pokoju. Pomalujesz mnie i pokręcisz mi końcówki. - zaciągnęła mnie podekscytowana.
- Dobrze. - zaśmiałam się i usiadłam na kanapie. Ta pobiegła gdzieś i po kilkunastu minutach przyleciała ubrana podobnie do mnie. - Bliźniaczki! - wrzasnęłam i zaczęłam się śmiać.
- Musimy sobie zrobić zdjęcie. Ale to jak mnie przyszykujesz! - zarządziła. Czekałyśmy aż lokówka się nagrzeje i zaczęłam kręcić młodej Argentynce końcówki. Zajęło mi to bardzo długo, mimo iż robiłam to nie dokładnie aby uzyskać lepszy efekt. Następnie zajęłam się makijażem. Pomalowałam ją tak samo jak siebie. Była w pełni gotowa. Zrobiłyśmy sobie selfie, a potem zdjęcie w lustrze. Jedno wstawiłam ja, a drugie ona. Oczywiście od razu zaczęli wysyłać mi prośby o obserwowanie, ale ja postanowiłam, że będzie to tylko instagram dla znajomych. Chcę mieć odrobinę prywatności. Przyjaciółka zadzwoniła po taksówkę i po około dwudziestu minutach przyjechała. W miedzy czasie oczywiście zaczęłyśmy różne tematy. W dodatku zrobiła pyszne jedzonko. Podczas rozmowy na szczęście nie weszła na temat Antonella-Gerard. Wsiadłyśmy do taksówki i przemiły kierowca dowiózł nas pod sam klub. Dziewczyny czekały tylko na nas. Wszystkie wystrojone oprócz Rafaelli. Ona była jakaś taka smutna i niechętnie podchodziła do imprezy. Zadziwiłyśmy dziewczyny naszym wyglądem, ale jakoś to zaakceptowały. Ochroniarz wpuścił nas do loży VIP. Zajęłyśmy ogromny stolik w kącie. Usiadłam obok Kylie i Rafaelli. Dręczyło mnie żeby zapytać co się stało. Tak bardzo było mi jej szkoda.
- Rafcia.. Co jest? - zapytałam spoglądając na nią.
- Nic.. - widać, że uciekała od tematu.
- Widzę przecież, że coś się stało. - westchnęłam.
- Jordi.. Dziwnie się zachowuje.. Tu z jednej strony jest miły, czuły.. Zabiera mnie na plaże.. Ale z drugiej nie stara się o to, żebyśmy byli parą. - powiedziała smutna.
- W pełni Cię rozumiem. - przytuliłam ją mocno.
- Gerard? - spojrzała mi w oczy.
- Tak, ale ja do Niego nic nie czuje. - zaśmiałam się. - No laski! Musimy się napić. - zarządziłam. Raquel zagadała do barmana i przyniósł nam po drinku. I tak jeden, po drugim.. Impreza się rozkręcała. Szalałyśmy z dziewczynami jak głupie. One były najlepsze. Kylie wyrwała mnie na parkiet i zaczęłyśmy wywijać. Dołączyły dziewczyny. Nawet Rafa, która była już wstawiona. Trochę zmęczone wróciłyśmy na nasze miejsce. Zamówiłyśmy tym razem sok i piłyśmy.
- Ej czy to nie jest Gerard? - szturchnęła mnie Anna. - O jest i Sergi, Andres, Leo, Marc, drugi Marc, Ivan. - wskazała na nich palcem. - O i Neymar z Jordim.
- Co oni tutaj robią? - oburzyła się Rafaella.
- Czy któraś z was się wygadała? - zaśmiałam się. Żadna się nie przyznawała.
- Nie to, że się wygadałam, ale Andres mógł sobie wejść w moje rozmowy jak poszłam się kąpać. Zabiję dziada. - odparła ze złością.
- Cześć laski! - wrzasnął Sergi i wepchał się między mnie a Argentynkę. - Patrzcie chłopcy. Poderwałem dwie Antonelki - wybuchł śmiechem.
- Lecz się. - skwitowałam.
- Za późno.. - odezwał się Gerard.
- Chodźcie potańczyć. - porwał mnie Neymar. Wszyscy poderwali się za nami na parkiet. Brazylijczyk wywijał jak nienormalny. Ale mimo wszystko fajnie się z nim tańczyło. Gerard tańczył sobie z Kylie. Coś mu gadała. O nie.. Nagle tańczyłam już z Leo. Z niego też niezły wariat. I takim oto cudem zatańczyłam z każdym. No może pomijając Pique.
- Odbijany. - Hiszpan podszedł do nas. Czyli do mnie i do Jordiego.
- Okej. - szeroko się uśmiechnął i ten wielkolud zaczął ze mną tańczyć. Fajnie się w sumie tańczyło. Nie podeptał mnie ani nic z tych rzeczy. Uśmiechał się nawet. I nawet nie zwracając na to uwagi przetańczyłam z nim cztery piosenki.. Kiedy już się skończyła wróciliśmy do reszty. Usiadłam na swoje miejsce i Gerard wepchał się obok mnie. Przyglądał mi się i przyglądał. Czułam się trochę skrępowana.
- I co zjadłaś? - zapytał nagle.
- Trzy kawałki pizzy, a później z Anto jakieś danie. Sama zrobiła. - odpowiedziałam.
- A dobrze się już czujesz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Podchodzili do nas jacyś nieznani faceci i prosili do tańca. W sumie co nam szkodzi. Był nawet przystojny. Zaczęliśmy tańczyć i fajnie się z nim gadało.
- Pójdziemy na chwilę na zewnątrz? Bo tutaj jest strasznie głośno.. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy przed klub.
- Jesteś bardzo ładna. - stwierdził przyglądając mi się.
- Dzięki. - westchnęłam, a ten przybliżył się do mnie na dość niebezpieczną odległość.
- Na prawdę mi się podobasz. - stwierdził.
- Super, ale czy mógłbyś się odsunąć? - fuknęłam.
- Nie tak szybko. - złapał mnie za dupę.
- Puść mnie. - warknęłam, ale to było na nic. Był coraz bardziej nachalny. Z bezradności, aż łzy zaczęły spływać po moich policzkach. - Zostaw mnie.. - poprosiłam.
- Nie rozumiesz co powiedziała?! - odepchnął Go ode mnie Gerard.
- A kim Ty niby jesteś? - prychnął i podszedł do mnie. Uderzył mnie w policzek. Spojrzałam na Gerarda i widziałam, że jest wściekły.
- Może zmierz się ze mną, a nie bijesz taką drobną dziewczynę? - warknął Pique, po czym wywalił mu w twarz. Obleśny koleś oddał mu oczywiście i zaczęli się bić.
- Gerard zostaw go.. Nie warto. - chciałam Go jakoś powstrzymać. Ale ten mnie nie słuchał.
- Jeszcze raz tkniesz moją Antonellę to Cię zabiję, kumasz? - odepchnął Go, a tamten uciekł.
- Dziękuje, nie musiałeś.. - rzuciłam mu się w ramiona i poczułam takie ciepełko w serduchu.
- Uderzył Cię. Nie miałem innego wyjścia.. - powiedział ze spokojem w głosie. - Nocujesz dziś u mnie? - spytał bez zastanowienia.
- A mogę? - to było głupie pytanie.
- Możesz. - zaśmiał się.
- Ale przejdźmy się na piechotę. - zaproponowałam.
- Jak sobie życzysz. - westchnął. Był jakiś miły. Szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę Jego willi.
- Twój chłopak nie będzie zadowolony, że nocujesz u mnie. - stwierdził po dłuższej chwili.
- Nie mam chłopaka. - powiedziałam stanowczo.
- A ten blondyn z kawiarni? - zapytał.
- To Rodri. Mój dobry kumpel. Gra w Barcelonie B. - zaśmiałam się, ale to chyba było nie na miejscu. - Nic nas nie łączy poza przyjaźnią. - wyjaśniłam.
- No dobra. - odparł patrząc w gwiazdy.
- Masz dziewczynę? - wypaliłam bez zastanowienia. Nie panowałam na tym co mówię.
- Kochana, ja nie bawię się w dziewczyny. - stwierdził oschle.
- Dlaczego? - zaintrygowała mnie ta odpowiedź.
- Jestem za stary na miłość. Bawię się tylko nimi. Każda jest tylko na jedną noc. - wyznał otwierając drzwi do swojej willi.
- To dlaczego ja tutaj jestem? - zapytałam po prostu. Byłam ciekawa jego odpowiedzi.
- Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Masz w sobie coś, co nie pozwala mi Cię skrzywdzić. Żadna dziewczyna jeszcze tak na mnie nie zadziałała. Do żadnej nie mówiłem "skarbie". Z żadną się tak nie droczyłem. Chciałem Cię po prostu lepiej poznać.Nie wiem co się ze mną dzieje. - usiadł na kanapie. Byłam zadziwiająco szczęśliwa jak i smutna. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Myślałam, że powie coś w stylu "sam się nad tym zastanawiam". - Pewnie Luis nagadał Ci żebyś trzymała sie ode mnie z daleka? - zaśmiał się.
- Skąd wiedziałeś?
- Domyśliłem się. Wiele osób jest tak do mnie nastawionych, ale jakoś nic nikomu nie zrobiłem.
- Gdzie trzymasz apteczkę? - zmieniłam nagle temat, bo miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Przy okazji rękę też.
- W szafce, tam w przed pokoju. - odparł kładąc głowę na oparciu. Poszłam po apteczkę i po chwili z nią wróciłam. Nie wiedziałam jak mam usiąść. - Nie bój się. Siadaj. - pokazał na swoje kolana. - Ostatnio nie miałaś z tym problemu. - wybuchł śmiechem. Spiorunowałam Go spojrzeniem i usiadłam tak jak kazał. Opatrzyłam wszystko dokładnie i odniosłam ją na miejsce.
- Włącz jakiś film.. - zaproponowałam.
- Greya? - wybuchł śmiechem, kiedy włączył telewizor.
- No zostaw już. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - odparł z obojętnością. Nie odezwałam się już tylko skupiłam się na oglądaniu.
- Podobny jesteś do tego Greya. - stwierdziłam patrząc się w telewizor.
- Jestem przystojniejszy. - zaśmiał się.
- Nie. - chciałam się trochę podroczyć. - Chodzi mi o to, że jesteś taki tajemniczy jak on.. - popatrzyłam na Niego.
- W sumie racja. I jeszcze mam pokój zabaw, w którym zabawiam się z moimi podwładnymi. - a tego to bym się nie domyśliła. Kiedy to powiedział mina mi zrzedła. Chciałabym widzieć swoją reakcje na jego słowa. - Taki żarcik. - dodał śmiejąc się jak dziecko.
- Głupi jesteś. - walnęłam go poduszką.
- Ale przynajmniej przystojny. - odparł z dumą.
- On też. - stwierdziłam.
- Ha! Czyli sądzisz, że jestem przystojny! - zaczął mnie łaskotać.
- Oj spadaj. - wybuchłam śmiechem. - O której jutro trening?
- O 11, a potem do Luisa na obiad. - poinformował mnie.
- Suareza? - zapytałam.
- Enrique. - odparł. - Znasz takiego? - posłał mi szereg śnieżnobiałych zębów.
- Nie, nie znam. - powiedziałam z ironią. - Kto jeszcze będzie?
- Sergi, Marc, drugi Marc, Xavi, Arda, Andres i może Rafinha. - wymienił.
- Rafinha. - powtórzyłam po nim.
- Coś nie tak? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Okej. Późno już trzeba iść spać. - wstał z kanapy.
- Ale w czym ja mam spać? - zapytałam.
- Czekaj, dam Ci jakąś koszulkę. - westchnął.
- Może być ta sama co wtedy. Chyba, że już ją uprałeś. - stwierdziłam.
- Uprałem już. - weszliśmy na górę do jego ogromnej sypialni. - Proszę. - wręczył mi czarną koszulkę z nike. Udałam się do łazienki i umyłam. Weszłam sobie do sypialni Gerarda. - Naszykowałem Ci łóżko w pokoju gościnnym. - oznajmił mi.
- Okej. - westchnęłam głośno i poszłam do tego pokoju. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Niestety na marne. Ten Gerard to jest niełatwa zagadka. Po jakiejś półgodzinie bezczynnego leżenia wstałam i poszłam do sypialni Gerarda. - Gerard? - szepnęłam.
- Coś się stało? - w ciemności widziałam jak się podnosi.
- Nie mogę zasnąć. - dalej szeptałam. Nawet nie wiem dlaczego.
- Ech. - westchnął ponownie padając na poduszki. Bez jego zgody wgramoliłam się na łóżko i przytuliłam do Niego. Ten nawet mnie nie objął. Ale nawet na to nie zwróciłam najmniejszej uwagi. Zmęczona całym dzisiejszym dniem zasnęłam...
- O "Panna wiecznie zła" - usłyszałam głos Rafinhy.
- Ty tutaj mieszkasz? - zaniemówiłam.
- Mieszkam. - wybuchł śmiechem. - Widzę, że Ty też. - dodał.
- Wow, ale Ty spostrzegawczy jesteś. - udawałam zołzę.
- Gdzie się wybierasz w takiej sukieneczce? - zapytał.
- Umówiłam się. - odpowiedziałam mu.
- Z Gerardem? - co oni wszyscy mają do tego Gerarda.
- Nie. - burknęłam i wróciłam do domu. Zabrałam telefon, po czym zeszłam na dół. Zjadłam sobie jogurt i postanowiłam, że wyjdę. Ciocia śpi, wujek pojechał na trening. Dziwne, że Rafinha został. Ale co mnie to obchodzi. Spakowałam do małej torebki portfel, chusteczki oraz telefon. Założyłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i czarne sandałki. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę Camp Nou. W te strony miałam dość blisko, ponieważ wujek szukał takiego domu z którego ma blisko do ośrodka i na stadion. Szłam tak i szłam.. Widoki były przepiękne. Tak bardzo kochałam to miasto. Raj na ziemi. Mogłam wsiąść w autobus, ale jak to ja. Wolałam się przejść. Dotarłam na miejsce o 10;55. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy jednym ze stolików. Przemiły kelner podał mi menu. Zaczęłam je przeglądać.
- Cześć Antonella. - usłyszałam znajomy głos. Podniosłam głowę i ujrzałam mojego przyjaciela.
- Rodri! - rzuciłam się na Niego.
- Stęskniłem się za Tobą. - stwierdził.
- Oj ja za Tobą również. - powiedziałam z uśmiechem. Usiedliśmy i podszedł do nas kelner.
- Co Państwo zamawiacie? - zapytał z uśmiechem.
- Poproszę mrożoną kawę. - powiedziałam.
- Ja również oraz tartę owocową. - poprosił. Kelner to zapisał i poszedł. - Co słychać?
- Teraz to już wszystko w porządku. Nareszcie w domu. Nie wiem jak mogłam zamienić to wszystko na Oslo. - westchnęłam.
- Zimno tam, nie? - zaczął się śmiać.
- I to jak.. Nigdy już stąd nie wyjadę. Chyba, że na jakieś wakacje. - odparłam ze śmiechem.
- I prawidłowo. - poklepał mnie po ramieniu.
- A u Ciebie jak tam? - chciałam w sumie wiedzieć.
- Mam dziewczynę. - pochwalił się. Każdy kogoś ma. To jest jakieś chore. - I ogólnie jest super.
- Gratuluję w takim razie. - uśmiechnęłam się szeroko. Kelner podał nam nasze zamówienie i wypiłam sobie moją kawę. Przegadaliśmy chyba ze trzy godziny. Wszystko było super, aż do czasu, kiedy do kawiarni nie weszli Gerard, Sergi, Marc i Xavi. Zdziwili się, że tutaj siedzę i to z jakimś chłopakiem. Pique kompletnie mnie zlał. Chłopcy natomiast przywitali się ze mną i usiedli do swojego stolika.
- Skąd Ty ich znasz? - zapytał.
- Długa historia. - westchnęłam.
- Gerard Cię chyba nie lubi. Nawet się nie odezwał. - zmartwił się. Kiedy to mówił, akurat napotkałam spojrzenie Hiszpana.
- Trudno, przeżyję jakoś. - westchnęłam. - Wiesz co, fajnie się gadało. Muszę już lecieć, bo mam ważną sprawę do załatwienia. - powiadomiłam Go i wyszliśmy z kawiarni.
- No dobra. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. - przytulił mnie.
- Na pewno się zobaczymy. - odwzajemniłam Jego uścisk i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Było mi słabo. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i leciałam już do tyłu kiedy ktoś mnie złapał.
- Skarbie nic Ci nie jest? - zapytał znajomy głos. Poznałam, że to Gerard. Otworzyłam oczy i spojrzałam w Jego niebieskie jak ocean tęczówki. Wyczytałam z nich troskę, strach oraz zakłopotanie. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. - Ej co się stało? - dalej pytał.
- Zajebie Ci zaraz za to skarbie. - wycedziłam przez zęby. - Jest okej, puść mnie. - nakazałam. Ten posłuchał mnie i za chwilę stałam już twardo na ziemi, ale kręciło mi się w głowie.
- To chyba nie jest dobry pomysł. - stwierdził obejmując mnie w talii. - Jadłaś cokolwiek dzisiaj?
- A co Cię to obchodzi? - głupio mi było, że byłam taka oschła, bo widać, że się martwi.
- Powiedz mi. - fuknął, a mnie to zdziwiło.
- Jadłam jogurt. - powiedziałam. - A i wypiłam kawę. - dodałam.
- Tylko tyle?! - oburzył się. - Czy Ty chcesz żeby Ci się coś stało?! - zaczął się unosić.
- Weź wyluzuj. Najpierw mnie zlewasz, a potem się przejmujesz. Zastanów się nad sobą człowieku.
- Odwiozę Cię. - burknął i zaprowadził do samochodu. Nawet nie miałam możliwości mu odmówić, bo w ogóle mnie nie słuchał. Jak mnie to irytowało. Zapięłam pasy i ten odjechał z parkingu.
- Wolniej człowieku! - wrzasnęłam. - Jeszcze mi się nie śpieszy na tamten świat. - dodałam ciszej.
- Przepraszam. - fuknął automatycznie zwalniając. Dojechaliśmy do domu i wysiadłam, a ten za mną. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. - Już lepiej? - zapytał.
- Ta. - burknęłam.
- O Gerard co Ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony wujek.
- Antonella prawie zemdlała. Spotkałem ją w kawiarni. Akurat poszliśmy po treningu z chłopakami na kawę. No a ona była z jakimś chłopakiem. - odpowiedział mu.
- Dlaczego? - dalej dopytywał.
- Gorąco i tak dalej.. Zresztą zjadłam tylko jogurt. - westchnęłam.
- Pamiętaj, że masz zjeść. - nakazał mi. - Narazie. - dodał i wyszedł.
- Spotkałaś się z nim? - od razu zapytał Luis.
- Nie.. - zaprzeczyłam. - Umówiłam się z Rodrim i gadaliśmy trzy godziny w tej kawiarni. A potem przyszli chłopcy i siedli przy innym stoliku. Wyszliśmy i pożegnałam sie z nim. No i prawie zemdlałam. Gerard mnie złapał. - opowiedziałam.
- Okej. - uśmiechnął się. - Co tam u Rodriego?
- Dziewczynę sobie znalazł. - zaśmiałam się. - Gdzie ciocia?
- Pojechała do mamy Gerarda. - lekko się uśmiechnął. - Zostawiłem Ci trzy kawałki pizzy. Masz je zjeść. - nakazał. Usiadłam w salonie i zjadłam je. Powoli, ale zjadłam. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę piętnastą. Mam w sumie jeszcze trochę czasu. Położyłam się i przełączyłam na inny kanał. Leciał program BarcaTV. Puścili akurat wywiad z... Gerardem Pique. Opowiadał tam o swojej karierze i tak dalej. Znudziło mi się po połowie. Wstałam i poszłam na górę. Rzuciłam telefon na łóżko i stanęłam przed ogromną szafą. Wyciągnęłam z niej granatowy obcisły croptop i czarne, krótkie ogrodniczki. Zabrałam je ze sobą do łazienki i wzięłam prysznic. Wyszłam z kabiny, wytarłam się i ubrałam w wybrane wcześniej ciuchy. Wysuszyłam szybko włosy i pokręciłam sobie końcówki. Wyszłam z łazienki po czym sprawdziłam, która godzina. Miałam jeszcze czas. Usiadłam przy toaletce. Zrobiłam sobie leciutki makijaż, po czym pomalowałam moje długie rzęsy. Założyłam jeszcze stopki i czarne vansy. Do małej torebki włożyłam telefon, chusteczki, portfel oraz balsam eos. Była już 17;00. Autobus mam za 15 minut. Spokojnie zdążę. Włożyłam jeszcze słuchawki i zeszłam na dół.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zatrzymał mnie Luis.
- Teraz to do Antonelli. Potem z dziewczynami mamy iść na imprezę. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- No dobrze. Ale na imprezę w ogrodniczkach? - zaśmiał się.
- A co wolisz, żebym założyła mini, w której widać mi pół tyłka? - odgryzłam się.
- Tak jest okej. - pokazał łapkę w górę. Pomachałam mu i wyszłam. Włączyłam moją playlistę i szybkim krokiem dotarłam na przystanek. Usiadłam sobie na ławeczce i zalogowałam się na instagrama. Dziewczyny wysłały mi prośby o obserwowanie. Zaakceptowałam wszystkie po czym również je zaobserwowałam. Dałam follow Gerardowi, Jordiemu, obu Marciom oraz Sergiemu. Resztę już wcześniej obserwowałam. Polajkowałam zdjęcia jakie pododawały jakieś gwiazdy i wyszłam z aplikacji. Posiedziałam jeszcze chwilę i autobus przyjechał. Skasowałam bilet i usiadłam sobie na wolnym siedzeniu. Droga zajęła mi prawie czterdzieści minut. Wysiadłam na przystanku tuż obok dzielnicy Messiego i ruszyłam w poszukiwaniu jego willi. Musiałam się kawałek przejść. Mieszkali trochę na odludziu, ale co im się dziwić. Sama bym na ich miejscu o tym marzyła. Argentyńczyk kocha mieć ciszę i spokój. Kiedy wreszcie dotarłam pod ogromną masywną bramę zadzwoniłam domofonem. Usłyszałam taki jakby zgrzyt, co oznaczało, że ktoś otworzył mi bramkę. Weszłam na podwórko i wyszła po mnie moja imienniczka. Przywitałyśmy się, po czym zaprosiła mnie do środka. Ten dom był idealny. Strasznie mi się tu podobało. Wszystko było takie ogromne. Jedyne co udało mi się wydusić to "wow". Zapoznałam się z Thiago i od razu się polubiliśmy. Mały nie odstępował mnie na krok. Był super.
- Więc komu podrzucasz Thiago? - zaśmiałam się spoglądając na Leo.
- Ja już się umówiłem z Gerardem. - wybuchł śmiechem.
- Mama po niego zaraz przyjedzie. - przewróciła oczami jego partnerka.
- Pa dziewczynki! - pożegnał się z nami i wyszedł.
- On i Gerard.. To nie wróży nic dobrego. - pokręciłam przecząco głową, na co Argentynka się zaśmiała. - Jak idziesz ubrana? - zapytałam.
- Myślałam o sukience, ale jak zobaczyłam Ciebie to stwierdziłam, że też chcę iść w ogrodniczkach. Nie obrazisz się jeśli również założę? - zaczęła nawijać.
- Coś Ty nie obrażę się! - przytuliłam ją, a malec zaczął się cieszyć.
- Anto! Już jestem! - wbiegła do salonu jej mama.
- Cześć mamo. To Antonella. - przedstawiła mnie jej.
- Miło mi poznać. - posłała mi szczery uśmiech.
- Mamuś, odbiorę Thiago jutro tak koło popołudnia. - powiadomiła ją.
- Dobrze córciu. Miłej zabawy. - zaśmiała się. Maluszek pożegnał się z nami i jak jej mama szybko weszła tak samo też wyszła.
- Chodźmy do pokoju. Pomalujesz mnie i pokręcisz mi końcówki. - zaciągnęła mnie podekscytowana.
- Dobrze. - zaśmiałam się i usiadłam na kanapie. Ta pobiegła gdzieś i po kilkunastu minutach przyleciała ubrana podobnie do mnie. - Bliźniaczki! - wrzasnęłam i zaczęłam się śmiać.
- Musimy sobie zrobić zdjęcie. Ale to jak mnie przyszykujesz! - zarządziła. Czekałyśmy aż lokówka się nagrzeje i zaczęłam kręcić młodej Argentynce końcówki. Zajęło mi to bardzo długo, mimo iż robiłam to nie dokładnie aby uzyskać lepszy efekt. Następnie zajęłam się makijażem. Pomalowałam ją tak samo jak siebie. Była w pełni gotowa. Zrobiłyśmy sobie selfie, a potem zdjęcie w lustrze. Jedno wstawiłam ja, a drugie ona. Oczywiście od razu zaczęli wysyłać mi prośby o obserwowanie, ale ja postanowiłam, że będzie to tylko instagram dla znajomych. Chcę mieć odrobinę prywatności. Przyjaciółka zadzwoniła po taksówkę i po około dwudziestu minutach przyjechała. W miedzy czasie oczywiście zaczęłyśmy różne tematy. W dodatku zrobiła pyszne jedzonko. Podczas rozmowy na szczęście nie weszła na temat Antonella-Gerard. Wsiadłyśmy do taksówki i przemiły kierowca dowiózł nas pod sam klub. Dziewczyny czekały tylko na nas. Wszystkie wystrojone oprócz Rafaelli. Ona była jakaś taka smutna i niechętnie podchodziła do imprezy. Zadziwiłyśmy dziewczyny naszym wyglądem, ale jakoś to zaakceptowały. Ochroniarz wpuścił nas do loży VIP. Zajęłyśmy ogromny stolik w kącie. Usiadłam obok Kylie i Rafaelli. Dręczyło mnie żeby zapytać co się stało. Tak bardzo było mi jej szkoda.
- Rafcia.. Co jest? - zapytałam spoglądając na nią.
- Nic.. - widać, że uciekała od tematu.
- Widzę przecież, że coś się stało. - westchnęłam.
- Jordi.. Dziwnie się zachowuje.. Tu z jednej strony jest miły, czuły.. Zabiera mnie na plaże.. Ale z drugiej nie stara się o to, żebyśmy byli parą. - powiedziała smutna.
- W pełni Cię rozumiem. - przytuliłam ją mocno.
- Gerard? - spojrzała mi w oczy.
- Tak, ale ja do Niego nic nie czuje. - zaśmiałam się. - No laski! Musimy się napić. - zarządziłam. Raquel zagadała do barmana i przyniósł nam po drinku. I tak jeden, po drugim.. Impreza się rozkręcała. Szalałyśmy z dziewczynami jak głupie. One były najlepsze. Kylie wyrwała mnie na parkiet i zaczęłyśmy wywijać. Dołączyły dziewczyny. Nawet Rafa, która była już wstawiona. Trochę zmęczone wróciłyśmy na nasze miejsce. Zamówiłyśmy tym razem sok i piłyśmy.
- Ej czy to nie jest Gerard? - szturchnęła mnie Anna. - O jest i Sergi, Andres, Leo, Marc, drugi Marc, Ivan. - wskazała na nich palcem. - O i Neymar z Jordim.
- Co oni tutaj robią? - oburzyła się Rafaella.
- Czy któraś z was się wygadała? - zaśmiałam się. Żadna się nie przyznawała.
- Nie to, że się wygadałam, ale Andres mógł sobie wejść w moje rozmowy jak poszłam się kąpać. Zabiję dziada. - odparła ze złością.
- Cześć laski! - wrzasnął Sergi i wepchał się między mnie a Argentynkę. - Patrzcie chłopcy. Poderwałem dwie Antonelki - wybuchł śmiechem.
- Lecz się. - skwitowałam.
- Za późno.. - odezwał się Gerard.
- Chodźcie potańczyć. - porwał mnie Neymar. Wszyscy poderwali się za nami na parkiet. Brazylijczyk wywijał jak nienormalny. Ale mimo wszystko fajnie się z nim tańczyło. Gerard tańczył sobie z Kylie. Coś mu gadała. O nie.. Nagle tańczyłam już z Leo. Z niego też niezły wariat. I takim oto cudem zatańczyłam z każdym. No może pomijając Pique.
- Odbijany. - Hiszpan podszedł do nas. Czyli do mnie i do Jordiego.
- Okej. - szeroko się uśmiechnął i ten wielkolud zaczął ze mną tańczyć. Fajnie się w sumie tańczyło. Nie podeptał mnie ani nic z tych rzeczy. Uśmiechał się nawet. I nawet nie zwracając na to uwagi przetańczyłam z nim cztery piosenki.. Kiedy już się skończyła wróciliśmy do reszty. Usiadłam na swoje miejsce i Gerard wepchał się obok mnie. Przyglądał mi się i przyglądał. Czułam się trochę skrępowana.
- I co zjadłaś? - zapytał nagle.
- Trzy kawałki pizzy, a później z Anto jakieś danie. Sama zrobiła. - odpowiedziałam.
- A dobrze się już czujesz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Podchodzili do nas jacyś nieznani faceci i prosili do tańca. W sumie co nam szkodzi. Był nawet przystojny. Zaczęliśmy tańczyć i fajnie się z nim gadało.
- Pójdziemy na chwilę na zewnątrz? Bo tutaj jest strasznie głośno.. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy przed klub.
- Jesteś bardzo ładna. - stwierdził przyglądając mi się.
- Dzięki. - westchnęłam, a ten przybliżył się do mnie na dość niebezpieczną odległość.
- Na prawdę mi się podobasz. - stwierdził.
- Super, ale czy mógłbyś się odsunąć? - fuknęłam.
- Nie tak szybko. - złapał mnie za dupę.
- Puść mnie. - warknęłam, ale to było na nic. Był coraz bardziej nachalny. Z bezradności, aż łzy zaczęły spływać po moich policzkach. - Zostaw mnie.. - poprosiłam.
- Nie rozumiesz co powiedziała?! - odepchnął Go ode mnie Gerard.
- A kim Ty niby jesteś? - prychnął i podszedł do mnie. Uderzył mnie w policzek. Spojrzałam na Gerarda i widziałam, że jest wściekły.
- Może zmierz się ze mną, a nie bijesz taką drobną dziewczynę? - warknął Pique, po czym wywalił mu w twarz. Obleśny koleś oddał mu oczywiście i zaczęli się bić.
- Gerard zostaw go.. Nie warto. - chciałam Go jakoś powstrzymać. Ale ten mnie nie słuchał.
- Jeszcze raz tkniesz moją Antonellę to Cię zabiję, kumasz? - odepchnął Go, a tamten uciekł.
- Dziękuje, nie musiałeś.. - rzuciłam mu się w ramiona i poczułam takie ciepełko w serduchu.
- Uderzył Cię. Nie miałem innego wyjścia.. - powiedział ze spokojem w głosie. - Nocujesz dziś u mnie? - spytał bez zastanowienia.
- A mogę? - to było głupie pytanie.
- Możesz. - zaśmiał się.
- Ale przejdźmy się na piechotę. - zaproponowałam.
- Jak sobie życzysz. - westchnął. Był jakiś miły. Szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę Jego willi.
- Twój chłopak nie będzie zadowolony, że nocujesz u mnie. - stwierdził po dłuższej chwili.
- Nie mam chłopaka. - powiedziałam stanowczo.
- A ten blondyn z kawiarni? - zapytał.
- To Rodri. Mój dobry kumpel. Gra w Barcelonie B. - zaśmiałam się, ale to chyba było nie na miejscu. - Nic nas nie łączy poza przyjaźnią. - wyjaśniłam.
- No dobra. - odparł patrząc w gwiazdy.
- Masz dziewczynę? - wypaliłam bez zastanowienia. Nie panowałam na tym co mówię.
- Kochana, ja nie bawię się w dziewczyny. - stwierdził oschle.
- Dlaczego? - zaintrygowała mnie ta odpowiedź.
- Jestem za stary na miłość. Bawię się tylko nimi. Każda jest tylko na jedną noc. - wyznał otwierając drzwi do swojej willi.
- To dlaczego ja tutaj jestem? - zapytałam po prostu. Byłam ciekawa jego odpowiedzi.
- Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Masz w sobie coś, co nie pozwala mi Cię skrzywdzić. Żadna dziewczyna jeszcze tak na mnie nie zadziałała. Do żadnej nie mówiłem "skarbie". Z żadną się tak nie droczyłem. Chciałem Cię po prostu lepiej poznać.Nie wiem co się ze mną dzieje. - usiadł na kanapie. Byłam zadziwiająco szczęśliwa jak i smutna. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Myślałam, że powie coś w stylu "sam się nad tym zastanawiam". - Pewnie Luis nagadał Ci żebyś trzymała sie ode mnie z daleka? - zaśmiał się.
- Skąd wiedziałeś?
- Domyśliłem się. Wiele osób jest tak do mnie nastawionych, ale jakoś nic nikomu nie zrobiłem.
- Gdzie trzymasz apteczkę? - zmieniłam nagle temat, bo miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Przy okazji rękę też.
- W szafce, tam w przed pokoju. - odparł kładąc głowę na oparciu. Poszłam po apteczkę i po chwili z nią wróciłam. Nie wiedziałam jak mam usiąść. - Nie bój się. Siadaj. - pokazał na swoje kolana. - Ostatnio nie miałaś z tym problemu. - wybuchł śmiechem. Spiorunowałam Go spojrzeniem i usiadłam tak jak kazał. Opatrzyłam wszystko dokładnie i odniosłam ją na miejsce.
- Włącz jakiś film.. - zaproponowałam.
- Greya? - wybuchł śmiechem, kiedy włączył telewizor.
- No zostaw już. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - odparł z obojętnością. Nie odezwałam się już tylko skupiłam się na oglądaniu.
- Podobny jesteś do tego Greya. - stwierdziłam patrząc się w telewizor.
- Jestem przystojniejszy. - zaśmiał się.
- Nie. - chciałam się trochę podroczyć. - Chodzi mi o to, że jesteś taki tajemniczy jak on.. - popatrzyłam na Niego.
- W sumie racja. I jeszcze mam pokój zabaw, w którym zabawiam się z moimi podwładnymi. - a tego to bym się nie domyśliła. Kiedy to powiedział mina mi zrzedła. Chciałabym widzieć swoją reakcje na jego słowa. - Taki żarcik. - dodał śmiejąc się jak dziecko.
- Głupi jesteś. - walnęłam go poduszką.
- Ale przynajmniej przystojny. - odparł z dumą.
- On też. - stwierdziłam.
- Ha! Czyli sądzisz, że jestem przystojny! - zaczął mnie łaskotać.
- Oj spadaj. - wybuchłam śmiechem. - O której jutro trening?
- O 11, a potem do Luisa na obiad. - poinformował mnie.
- Suareza? - zapytałam.
- Enrique. - odparł. - Znasz takiego? - posłał mi szereg śnieżnobiałych zębów.
- Nie, nie znam. - powiedziałam z ironią. - Kto jeszcze będzie?
- Sergi, Marc, drugi Marc, Xavi, Arda, Andres i może Rafinha. - wymienił.
- Rafinha. - powtórzyłam po nim.
- Coś nie tak? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Okej. Późno już trzeba iść spać. - wstał z kanapy.
- Ale w czym ja mam spać? - zapytałam.
- Czekaj, dam Ci jakąś koszulkę. - westchnął.
- Może być ta sama co wtedy. Chyba, że już ją uprałeś. - stwierdziłam.
- Uprałem już. - weszliśmy na górę do jego ogromnej sypialni. - Proszę. - wręczył mi czarną koszulkę z nike. Udałam się do łazienki i umyłam. Weszłam sobie do sypialni Gerarda. - Naszykowałem Ci łóżko w pokoju gościnnym. - oznajmił mi.
- Okej. - westchnęłam głośno i poszłam do tego pokoju. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Niestety na marne. Ten Gerard to jest niełatwa zagadka. Po jakiejś półgodzinie bezczynnego leżenia wstałam i poszłam do sypialni Gerarda. - Gerard? - szepnęłam.
- Coś się stało? - w ciemności widziałam jak się podnosi.
- Nie mogę zasnąć. - dalej szeptałam. Nawet nie wiem dlaczego.
- Ech. - westchnął ponownie padając na poduszki. Bez jego zgody wgramoliłam się na łóżko i przytuliłam do Niego. Ten nawet mnie nie objął. Ale nawet na to nie zwróciłam najmniejszej uwagi. Zmęczona całym dzisiejszym dniem zasnęłam...