sobota, 12 marca 2016

10.

"These wounds won't seem to heal,
This pain is just too real,
There's just too much that time cannot erase..."

 ♥♥♥
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ..
Minęły dwa cholerne tygodnie.. Kilka dni po mojej "kłótni" z Gerardem wróciliśmy do Barcelony. Ale od tygodnia leże w łóżku i nie wychodzę kompletnie z domu. Ciocia przynosi mi jedzenie, którego i tak nie jem. Kylie często przychodziła, ale za każdym razem ją wypraszałam. Codziennie dostawałam bukiety róż z przeprosinami od Pique. Im bardziej nie chciałam z Nim rozmawiać tym bardziej stawał się nachalny. Miałam wszystkiego serdecznie dość. Nie wiem dlaczego, ale to jego zachowanie wobec mnie strasznie mnie przybiło. Nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem. Dzisiaj muszę wyjść z mojego kochanego łóżka, ponieważ o 16;00 jest mecz. Obiecałam Sergiemu oraz wujkowi, że się tam pojawię. W sumie obiecałam im, bo mnie do tego zmusili. Niechętnie podniosłam się z łóżka oczywiście z nienawiścią do otaczającego mnie świata. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki mam tutaj bałagan. Strasznie się zaniedbałam, schudłam i wyglądam jak trup. Pozbierałam wszystkie śmieci, jakieś talerze i wyniosłam wszystko na dół. Odkurzyłam pokój, pościerałam kurze oraz zmieniłam pościel. Z szafy zabrałam jakiś dres i koszulkę z Barcy, którą zabrałam kiedyś Gerardowi. Wzięłam ją całkiem przypadkiem. Poszłam do łazienki, w której wzięłam długą i odprężającą kąpiel.. Chyba tego mi było najbardziej potrzeba. Po jakiś dwóch godzinach wyszłam z wanny i wytarłam się ręcznikiem. Ubrałam się we wcześniej wybrane ubrania i stanęłam przed lustrem. Rozczesałam moje długie włosy i zrobiłam sobie dwa dobierańce. Przemyłam twarz oraz umyłam zęby. Spojrzałam na telefon leżący na szafce. Była godzina 14;00. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Tylko stanęłam w przedpokoju i zaczął dzwonić dzwonek. Otworzyłam drzwi i przede mną stał posłaniec z jeszcze większym bukietem kwiatów niż wczoraj. 
- Czy pani nazywa się Antonella Martinez? - zapytał uśmiechając się szeroko. 
- Tak to ja. - westchnęłam. 
- Oto kwiaty dla pani i jeszcze proszę tutaj podpisać. - podał mi ogromny bukiet i wskazał miejsce podpisu. - Dziękuje, miłego dnia. - dodał.
- I wzajemnie. - pożyczyłam mu i zamknęłam drzwi. Zaniosłam ten bukiet kwiatów do swojego pokoju w którym ledwo co się mieściły. Większość stała na komodzie oraz na podłodze. Były piękne, ale powoli mnie to denerwowało. Usłyszałam powiadomienie z jakiejś aplikacji. 

Kylie Rodriguez utworzył(a) konwersacje. 
Kylie Rodriguez dodał(a) użytkowników Antonella Martinez, Antonella Roccuzzo oraz Rafaella Beckran. 
Rafaella Beckran nadał(a) nazwę konwersacji Myszki <3
Antonella Roccuzzo : Anto żyjesz tam? Dlaczego się nie odzywasz?? :( 
Rafaella Beckran : Martwimy się o Ciebie.. 
Antonella Martinez : nie ma o kogo.. :) zresztą jest okej. Byłam chora i dlatego się nie odzywałam. Nie miałam kompletnie sił na to wszystko. Wybaczcie. 
Kylie Rodriguez : Tak, jasne. Chora.. Gdybyś była chora, to wpuściłabyś mnie do siebie chociażby na chwilę. Natomiast Ty leżałaś sama w swoim pokoju do nikogo się nie odzywając tylko ryczałaś. Dobrze wiem, że to ma jakiś związek z Gerardem. Nie mylę się prawda?
Antonella Martinez : To tak ogólnie, ale On również się do tego przyczynił. Zresztą już nie ważne. Mam wszystko w dupie. Niech sobie robi co chce. :') W ogóle to wysyła mi ciągle jakieś kwiaty. Chyba w końcu kwiaciarnie tutaj otworzę. 
Rafaella Beckran : Zależy mu to kwiaty wysyła! :* 
Antonella Roccuzzo : Pochwal się nam! :D 
Antonella Martinez wysłała(a) zdjęcie. 
Kylie Jenner : Żeby mój Marciuś przynosił mi takie kwiaty :( 
Antonella Martinez : Ty lepiej doceń jego obecność kochana.. Zresztą Rafa, tak jasne, zależy.. najpierw mi mówi, żebym dała sobie spokój. (oczywiście ja nie wiem o co chodzi, bo jego osoba kompletnie mnie nie obchodzi i wydaje mi się, że Rodriguez coś mu nagadała ;p) A potem mnie całuje. No kurde niech on się zastanowi nad tym co odstawia. -.-' 
Kylie Rodriguez Ja mu tylko powiedziałam, że do siebie pasujecie i razem ładnie wyglądacie.. Nic więcej. Może coś Sergi jak zwykle wymyślił.. Ale skończmy ten temat bo to nie ma sensu..
Rafaella Beckran : Będziesz na meczu, prawda? 
Antonella Martinez : Muszę. Obiecałam wujkowi i Sergiemu -.- Z chęcią zostałabym w domu. 
Kylie Rodriguez : Z nami nie chcesz się zobaczyć?? :'( 
Antonella Martinez : Chcę, chcę.. Dobra lecę się szykować. Kylie wpadaj to moja ciotka nas podwiezie, bo też ma zamiar się tam zjawić. 
Kylie Rodriguez : Okej. Będę za pół godziny. 
                             Odczytane przez użytkowników Antonella Roccuzzo i Rafaella Beckran. 

Wyszłam z tej aplikacji jednocześnie wyłączając internet. Usiadłam przy toaletce i wykonałam delikatny makijaż. Popsikałam sie perfumami i stanęłam przed szafą. Wyciągnęłam z niej bluzkę z rękawem 3/4 i jasne długie ogrodniczki z dziurami. Ubrałam się w nie szybko i zeszłam na dół. 
- O proszę, kto tutaj wstał. - szeroko uśmiechnęła się Elena podając mi obiad. 
- W końcu musiał nadejść ten dzień. - westchnęłam zajadając się daniem. 
- Jestem! - wrzasnęła Kylie wchodząc sobie do domu. 
- Cześć. - przywitała się z Nią ciotka. Zjadłam szybko i wyszłyśmy do samochodu, po czym odjechaliśmy w stronę Camp Nou. Tradycyjnie przed stadionem było mnóstwo ludzi z całego świata. Być może powodem tego było to iż grają pierwszy mecz w tym sezonie z Valencią. Weszłyśmy na stadion i zajęłyśmy swoje miejsce. Oczywiście siedziałyśmy centralnie za ławką rezerwowych. Nie widziałam nawet składów, bo nie dość, że byłyśmy dziesięć minut przed rozpoczęciem spotkania, to internet mi się skończył, a wi-fi nie było. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że Gerard siedzi na ławce. No ale co mnie to interesuje.. To decyzja Luisa..
- Nie mam siły. - stwierdziłam opierając głowę o ramię mojej przyjaciółki. 
- A to dlaczego? Po tygodniu leżenia i nic nierobienia Ty nie masz siły? - zdziwiła się. 
- Bywa. - fuknęłam. 
- Ach tak zapomniałam, że nic nie jadłaś.. Znając Ciebie to bardzo prawdopodobne. W ogóle chyba schudłaś. - stwierdziła przypatrując mi się. 
- Wydaje Ci sie po prostu. - westchnęłam i skupiłyśmy się na oglądaniu meczu... 
***
Mecz zakończył się remisem 0;0. Był tak nudny, że nawet nie chciało mi się go oglądać. Wyszłyśmy z ciotką ze stadionu i odjechałyśmy do domu. Otworzyłam drzwi i poszłam na górę. Przebrałam się w spodenki i croptop. Włączyłam muzykę i sobie słuchałam. Nagle usłyszałam, że ktoś dzwoni do drzwi. Elena pewnie otworzy.
- Kochanie masz gościa. - odparła ciocia wchodząc do pokoju. W drzwiach stał Pique w ogromnym miśkiem w jednej ręce i wielkim bukietem kwiatów w drugiej. 
- Wpuścisz mnie? - zapytał. 
- Wchodź. - pokazałam gestem ręki, aby wszedł. - Czego chcesz?
- O kurde chyba trochę przesadziłem. - stwierdził patrząc na mój pokój obładowany różami.
- Dobra, nieważne. Przejdźmy do konkretów. Mów co chcesz. - fuknęłam podenerwowana.
- Chcę Cię przeprosić. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. To jest dla mnie nowa sytuacja.. Zrozum mnie.. Od bardzo dawna nie umawiałem się z dziewczyną tak na serio. Zawsze były na jedną noc. Ale w Tobie jest coś takiego, co nie pozwala mi z Ciebie zrezygnować, zranić.. Skoro trochę mnie już poznałaś to dobrze wiesz, że nie łatwo jest mi przyznać się do błędu, a co dopiero przeprosić. Robie to ponieważ mi zależy. Wiem, że zachowałem się szczeniacko. Przepraszam jeszcze raz.. -wygłosił swoje "przemówienie".
- Już mnie zraniłeś.- burknęłam odwracając się w stronę drzwi balkonowych.
- Wiem i za to na prawdę przepraszam. - wyszedł za mną na balkon i oparł się o barierkę.
- I czego Ty teraz ode mnie oczekujesz? - zapytałam obojętnie.
- Żebyś mi wybaczyła i żebyśmy zaczęli wszystko od nowa. - oznajmił.
- I Ty tego chcesz czy zrobiło Ci się mnie szkoda? - patrzyłam się na piękne widoki Barcelony.
- Chcę tego. - objął mnie od tyłu. - W stu procentach. - dodał.
- Daję Ci ostatnią szansę. - westchnęłam i odwróciłam się także staliśmy twarzą w twarz.
- Postaram się jej nie zepsuć. - posłał mi szereg swoich śnieżnobiałych zębów. - Skarbie. - dodał. Chyba chciał się ze mną podrażnić, ale mi to już w sumie nie przeszkadzało. Zaśmiałam się tylko i wróciłam do pokoju.
- Następnym razem przynoś mi codziennie po trzy czekolady zamiast kwiatów. - poprosiłam go.
- Dobra, to od jutra mogę przynosić Ci czekoladę. - zaśmiał się.
- Okej. Trzymam Cię za słowo. - uśmiechnęłam się lekko.
- Umówisz się ze mną? - zapytał. Wow, to pytanie mnie na prawdę zdziwiło.
- Że co? - nie wiedziałam kompletnie co powiedzieć.
- Pytam czy się ze mną umówisz.. - powiedział bardzo powoli. - Jutro o 19;00? - zaproponował.
- Niech stracę. - westchnęłam.
- Czyli tak? - chciał się upewnić.
- Tak. - odparłam. - Tylko nikomu ani słowa. Nie chcę niepotrzebnej swatki.. - poprosiłam.
- Ja też nie chcę. - westchnął. - W takim razie jutro przyjadę po Ciebie o 19;00. - poinformował mnie schodząc na dół po schodach.
- Okej. Może jutro wpadnę na trening jak będzie mi się chciało, bo na 9;00 jestem już umówiona.
- To będę dzwonił. - odparł. - Dzięki i pa. - przytulił mnie.
- Pa. - lekko się uśmiechnęłam i wyszedł jednocześnie mijając się z moim wujkiem.
- A ten co tu robił? - powiedział pół żartem.
- Przyszedł sobie o tak o. - wzruszyłam ramionami.
- Okej. - zaśmiał się siadając w salonie.
- A mam takie pytanie, dlaczego nie grał w pierwszym składzie?
- A to nie powiedział Ci? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie włączając telewizor.
- Nie pytałam o to. - usiadłam obok Niego.
- Był kompletnie bez formy. Chyba te wolne mu źle zrobiło. - stwierdził.
- Jak bez formy? - drążyłam temat.
- Oj na treningach brakowało mu skuteczności, chęci i tak dalej. Ciągle użalał się nad sobą jaki to on jest okropny i głupi. - zaczął mi opowiadać. - Zobaczymy czy jutro na treningu się poprawi.
- Pique użalał się nad sobą. A to nowość. - wybuchłam śmiechem.
- Ostatnio to w ogóle się zrobił jakiś inny. Wcześniej był taki wredny, zawsze nie zatrzymywał się do fanów, a teraz... inny człowiek. - powiedział o swoich spostrzeżeniach, na co ja lekko się uśmiechnęłam i odblokowałam swój telefon. Nagrałam przy okazji kilka snapów i jeszcze zrobiłam sobie zdjęcie, które za chwilę wstawiłam na instagram

Instagram 
antomartiz That life is easy ✌ #comebacktolife
antoaroccuzzo88 najpiękniejsza moja<3
rafaella myszka moja kochana:* 
sergiroberto amazing siostrzyczko!<3<3<3
kylirodriguez nareszcie. ⭐
mascherano14 no, no Martinez!  ⛄
3gerardpique ujdzie w tłumie skarbie✨
antomartiz @mascherano14 thx Szefuńcio!⚽
andresiniesta8 @3gerardpique Gredziu nie pozwalaj sobie. Anto najlepsza nasza!!
luissuarez9 @antomartiz wszyscy chłopcy Twoi. nawet ja hahah :D  
sofibalbi @luissuarez grabisz sobie kochany, ale @antomartiz najlepsza :* 


Oczywiście zrobili mi spam pod zdjęciem i bardzo dużo osób prosiło mnie o obserwowanie. W sumie to odblokowałam profil, bo nie miałam tam nic do ukrycia. Zablokowałam tylko Josha i wszystkie osoby z lokalizacji Oslo oraz całej Norwegii. Wylogowałam się z instagrama i weszłam na whatsappa. Przyszła mi wiadomość od Rafy. 

Rafaella Beckran Hejcia i co zdecydowałaś się? :* 
Antonella Martinez Tak! Przyjedź jutro po mnie o 8.50 :D 
Rafaella Beckran Dobrze! W takim razie do zobaczenia :* 
Antonella Martinez Do zoba! <3 
Zdecydowałam się na to aby zrobić sobie tatuaż. Nikt jeszcze o tym nie wie poza Rafą i pewnie pierwszy dowie się Pique, bo mu się wygadam. Pierwszy raz w życiu zrobię sobie tatuaż.. Trochę boję się, że będzie bolało. No ale "kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje". Wstałam z kanapy i poszłam do siebie na górę. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Wykąpałam się szybko i po półgodzinie leżałam już w łóżku. Podłączyłam telefon do ładowarki i zmęczona zasnęłam.. 

piątek, 11 marca 2016

9.

"I see forgiveness
I see the truth
You love me for who I am
Like the stars hold the moon
Right there where they belong
and I know I’m not alone."

 ♥♥♥
Przebudziłam się z lekkim bólem głowy i w dodatku było mi ciężko, ponieważ szanowny pan Pique tak się przytulił, że wręcz na mnie leżał. Próbowałam Go zrzucić z siebie, ale na marne. Wzięłam ze stolika nocnego Jego telefon, otworzyłam snapa tylko dla efektów i zrobiłam zdjęcie. Oczywiście z moim ulubionym czyli pieskiem. Zapisałam i wyszłam z aplikacji. Otworzyłam jeszcze galerię i ustawiłam mu to zdjęcie na tapetę. Zablokowałam telefon i odłożyłam go na miejsce.
- Ej złaź grubasie. - lekko Go odsunęłam.
- Nie mam ochoty skarbie. - fuknął i jeszcze bardziej się przytulił. Myślałam, że mnie zaraz zgniecie.
- Idziemy na plaże! - do pokoju wpadła Kylie. - Ups, nie chciałam wam w czymś przeszkodzić. - westchnęła.
- Z chęcią pójdę z Tobą na plażę. - stwierdziłam.
- Ta, przeszkodziłaś mi w spaniu. - burknął Hiszpan. Czyżby wracał stary Pique?
- Koniec spania idziemy na plażę. - zarządziłam.
- Ych. - westchnął. - Zemszczę sie zobaczysz. - poniósł sie z łóżka.
- Ej ja chcę iść pierwsza. - udawałam obrażoną.
- Nie ma tak dobrze. - wytknął mi język i zniknął za drzwiami łazienki.
- Co za cham. - fuknęłam.
- I tak Ci się podoba. - wybuchła śmiechem przyjaciółka.
- W Twoich snach kochana. - odgryzłam się.
- A Ty jemu. - dodała głośno.
- Chyba śnisz! - usłyszałam głos Gerarda z łazienki, na co wybuchnęłam śmiechem. Z szafy wyciągnęłam strój kąpielowy i sukienkę w kwiatki. Spakowałam jeszcze po ręczniku dla nas do dużej torby i Gerard wyszedł z łazienki. Teraz moja kolej. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam we wcześniej wybrane ciuchy i wesoła wyszłam z łazienki. Gerard dyskutował o czymś z Kylie.
- Tak w ogóle to przyniosłam wam po rogaliku. - wyciągnęła z torby dwa rogaliki.
- Kochana jesteś. - ucałowałam ją w policzek.
- Gotowi? - wleciał do pokoju Sergi oraz Ter Stegen.
- Ja tak, Gredzio chyba nie. - stwierdziłam spoglądając na jedzącego Pique.
- Ja też skarbie. - odparł biorąc ode mnie torbę. Zabrałam nasze telefony i wyszliśmy z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zjechaliśmy windą wraz z Ivanem, Raquel, Kylie, Marciem, Sergim, Rafą i Jordim, którego masakrycznie bolała głowa oraz Leo i Anto. - Alba coś niewyraźnie wyglądasz. - zaczął nabijać się ze swojego przyjaciela.
- Przesadziłem. - stwierdził trzymając się za głowę.
- Nie Ty jeden baranie. - odgryzła mu się Rafa. Ciekawe co oni tam naodwalali, skoro ona jest taka cięta. Wysiedliśmy z windy i oczywiście zaatakowała mnie Antonella i Raquel..
- Mów. - szeroko uśmiechnęła się młoda Argentynka. - Jak tam w nocy było? - wyjaśniła, ponieważ spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Oj za dużo sobie wyobrażacie. - westchnął Gerard i wyszedł z chłopakami. Dziewczyny zachwycały się wszystkimi zdjęciami, jakie zrobiły. Kylie oczywiście narobiła mnóstwo zdjęć mi i Gerardowi. Po prostu nienormalna. Szłam sobie z tyłu z Gerardem i śmialiśmy się z żartów Sergiego. Nie zauważyłam kamienia i potknęłam się o niego jednocześnie wpadając w ramiona Hiszpana. Spojrzałam mu głęboko w oczy, a ten gładził mój policzek opuszkami palców. Pierwszy raz odkąd się znamy chciałam, żeby mnie pocałował. Patrzyłam na Niego błagalnym wzrokiem, a ten natomiast odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie jakimś dziwnym spojrzeniem. Nie wiedziałam co ono oznacza.
- Antonella nie jestem odpowiednim facetem dla Ciebie. - stwierdził patrząc mi prosto w oczy. Przecież ja nie chcę nawet wiązać z nim przyszłości. Nie wiem o co mu do cholery chodzi. Debil.
- Co? - zapytałam zdziwiona.
- Odpuść sobie. - dodał i ruszył przed siebie. Za chuja nie wiedziałam o co mu chodzi. To, że na Niego wpadłam nie oznacza od razu, że chce z nim być. Ale mimo wszystko zrobiło mi się strasznie przykro. Smutna ruszyłam za całą resztą. Aż tak źle się do tej pory nie poczułam. Nie umiem tego wytłumaczyć. To wszystko jest jakieś dziwne. Sam udaje takiego bad boya, który z nikim się nie liczy i rani ludzi. A tak na prawdę sam jest zraniony. Widać to po Jego zachowaniu. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale skoro on mnie tak traktuje. Wczoraj zachowywał się normalnie, tak jak powinien każdy normalny człowiek, a dzisiaj zamienił się w typowego chama. Sergi mnie zagadywał, ale ja tylko mu przytakiwałam. Nawet nie wiedziałam o czym do mnie mówi. Po kilku minutach dotarliśmy na plażę i rozłożyliśmy się całą grupą. - Daj mi mój telefon. - poprosił mnie Pique.
- Proszę. - podałam mu go. Jeszcze nie widział tej tapety. Odblokował telefon i lekko się uśmiechnął.
- Geri! Uhuhuhu.. Jak słodko. - zaglądał do telefonu Messi.
- Co słodko? - dziewczyny również zajrzały.
- Ten jaki przytulony. Normalnie jak do pluszaka. - stwierdził Roberto.
- Kolejna zasada. - odparła moja najlepsza przyjaciółka.
- Co? - kompletnie zapomniałam o tym.
- Ty już dobrze wiesz co. - posłała mi szczery uśmiech.
- Daj już spokój. - odparłam z powagą.
- To chodźmy po sok. - pociągnęła mnie w stronę baru. Kylie zmówiła soczek pomarańczowy i po chwili przemiły kelner jej go podał. Wracając do reszty natknęłyśmy się na jakiś chłopaków.
- Hej piękna. - posłał mi szeroki uśmiech jeden z nich. - Jestem Diego. - wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
- Cześć, a ja Antonella. - uścisnęłam jego dłoń.
- Skąd jesteś?
- Barcelona. - lekko się uśmiechnęłam. Był bardzo przystojny. Onieśmielał mnie. - A Ty?
- Valencia. - zaśmiał się. - Sama tutaj jesteś?
- Przyleciałam z przyjaciółmi. - westchnęłam.
- To tak jak ja. - ciągle się do mnie uśmiechał.. To było takie miłe. Opowiedział mi trochę o sobie, potem ja i tak rozmowa się rozwinęła. Wydawał się bardzo miły, spokojny i śmieszny. Od razu mi się spodobał.
- O tutaj jesteś skarbie. - poczułam jak Gerard obejmuje mnie od tyłu. - Miałaś za chwilę wrócić. - dodał całując mój policzek.
- Nie wiedziałem, że masz chłopaka. - zasmucił się.
- Bo.. - nie dane mi było dokończyć, ponieważ Gerard się wtrącił.
- Dziubku pożegnaj się ze swoim kolegą, bo reszta na nas czeka. - nakazał mi.
- To pa, do zobaczenia kiedyś. - przybił mi piątkę.
- pa.. - westchnęłam zrezygnowana. Odwróciłam się do Gerarda i zmroziłam Go wzrokiem.
- No co skarbie? - wzruszył ramionami.
- Jesteś palantem. - burknęłam. - On był taki przystojny. - dodałam jeszcze bardziej zasmucona.
- Nie ma za co. - lekko się uśmiechnął. - Zresztą ja jestem przystojniejszy. - dodał z dumą.
- Ta jasne, Pan Pique zawsze idealny. - fuknęłam zdenerwowana.
- Właśnie tak. - przyciągnął mnie do siebie. To robiło się coraz bardziej dziwne. Nagle nachylił się nade mną i złożył na moich wargach czuły pocałunek. Nie odwzajemniłam go. Gdybym to zrobiła to dałabym mu przewagę.
- Dlaczego Ty to zrobiłeś?! - oburzyłam sie od razu, kiedy się ode mnie oderwał.
- Zabronisz mi? - zapytał.
- Przestań robić ze mnie do cholery wariata! Najpierw mówisz, że nie jesteś odpowiedni dla mnie, żebym sobie odpuściła.. Choć nie wiem o co Ci chodzi, bo mam Cię kompletnie w dupie. Teraz mnie całujesz i odstawiasz taką szopkę. Jesteś nadętym egoistą, który myśli tylko o sobie i nie liczy się ze zdaniem innych. - wygarnęłam mu co myślę. Ten spoważniał i dalej przysłuchiwał się temu co do Niego mówię. - Co? Nikt Ci tego nie powiedział, bo się Ciebie boją? - zakpiłam. - Mną się nie pobawisz, nie jestem jak te inne puste laseczki. Zastanów się nad sobą, bo niektóre zachowania mogą zranić drugiego człowieka. - dodałam i pozostawiłam go samego w ogromnym osłupieniu. Cała reszta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, ale nawet mnie to nie obchodziło. Ruszyłam przed siebie i nogi same zaprowadziły mnie do hotelu. Pojechałam windą na swoje piętro i weszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i samoistnie zaczęły lecieć łzy. Nie kontrolowałam tego. Pierwszy raz od powrotu zdałam sobie sprawę jak bardzo sobie ze wszystkim nie radzę...
***
Czułam, że ktoś mnie dotyka. Od razu otworzyłam moje zapuchnięte od płaczu oczy. To był Gerard. Siedział obok i patrzył się na krajobraz za oknem.
- Zostaw mnie. - syknęłam jakby na prawdę mi coś zrobił.
- Anto.. - zaczął, ale nie dane mu było dokończyć.
- Nie dotykaj mnie nigdy więcej. Najlepiej nie zbliżaj się do mnie. - fuknęłam i wyszłam na balkon. Przesiedziałam tam chyba do wieczora... Chciałam zrobić wszystko byleby tylko nie patrzeć na Pique.

wtorek, 8 marca 2016

8.

"I might never be your knight in shining armour,
I might never be the one you take home to mother,
And I might never be the one who brings you flowers,
But I can be the one, be the one tonight."

♥♥♥
Obudziły mnie promienie słoneczne przedzierające się przez odsłonięte okna. Było mi bardzo wygodnie. Kiedy już się trochę "rozbudziłam" zorientowałam się, że nie śpię na kanapie tylko na łóżku. Zapewne, On spał na tej nieszczęsnej kanapie. To było miłe z Jego strony. Chciałam sprawdzić która godzina i odwróciłam się w stronę stolika nocnego, na którym leżała przepiękna różowa róża i karteczka :

Przepraszam za tamto 
okazałem się głupim arogantem
myślącym tylko o sobie.
Wiem, że nie powinienem tego robić. 
Wybacz,
                        Gerard.

Wow, postarał się chłopak. Tego to bym się po nim nie spodziewała. Siedziałam tak na tym łóżku i pięć razy pod rząd przeczytałam tą karteczkę. Nagle do pokoju wszedł ucieszony Gerard. Widać, było, że jest po siłowni. Ma wolne, ale i tak spędza je aktywnie. Jeszcze się nie zdziwię jak jutro pójdą pograć w piłkę. Spojrzałam na Niego i się zaczerwieniłam. Zaczął mnie onieśmielać. 
- Bardzo ładna ta róża. Dziękuje i wybaczam. - szeroko się uśmiechnęłam. 
- No to się cieszę. O to mi chodziło. - widać, że mu ulżyło. - Idę wziąć prysznic. - powiadomił mnie i zniknął za drzwiami łazienki. Niespodziewanie do pokoju wpadł Roberto. Świeżo wykąpany i dziwnie zadowolony. Widziałam, że coś ukrywał za plecami.
- Ładna róża. - stwierdził. - Od kogo? 
- Od Gerarda. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a ten już knuł swoje teorie. 
- Oooo.. To bardzo miły gest z Jego strony. - posłał mi szczery uśmiech. - Tak w ogóle siostrzyczko moja najpiękniejsza i najwspanialsza, życzę Ci wszystkiego najlepszego, a jak wejdziesz na instagram to proszę nie zabij mnie. - dał mi bukiet ogromnych kwiatów po czym pocałował w policzek i przytulił.
- Dzięki braciszku, ale już się boje. - odparłam przerażona. 
- Czego się boisz? - wyszedł z łazienki Gerard. 
- Upokorzenia przez pana Roberto, mojego najwspanialszego braciszka. - zaśmiałam się i wstałam z łóżka. Szybko się rozpakowałam i poszłam do łazienki. Wykonałam poranne czynności oraz wzięłam prysznic. Założyłam na siebie szorty i koszulkę. 
- Uśmiech proszę! - wrzasnął kiedy wyszłam. 
- Jesteś głupi. - skwitowałam. 
- Nie tylko Ty mu to mówisz. - stwierdził Pique również robiąc mi zdjęcie. 
- Kochanie! - wbiegły do pokoju Rafa, Elena, Anto oraz Raquel. - Wszystkiego najlepszego misiaczku! - wrzasnęły wszystkie razem. 
- Dziękuje wam skarbeczki. - przytuliłam każdą po kolei. 
- Nelka, 100 lat, 100 lat! - weszła szczęśliwa Kylie przytulając się do mnie. - Dużo zdrowia, szczęścia, super najlepszej przyjaciółki, która składa Ci teraz życzonka, ludzi w których będziesz mieć oparcie, miłości oraz takiego super hiper chłopaka. - powiedziała to patrząc się na Gerarda, a On tylko się uśmiechał. - A no i nie zmieniaj się, bo taką Cię kocham. - mocno mnie przytuliła. 
- Jejć. Dziękuje bardzo. Też Cię kocham misiu. - odwzajemniłam jej uścisk.
- No to ja jeszcze Ci chyba w tym gronie życzeń nie złożyłem! - zaśmiał się pan Pique. - Więc życzę Ci więcej Greyów, imprez, wódki, visky, piwa, wina, gry w pokera, jedzenia. Pieniędzy pod dostatkiem, fajnej pracy, żeby na kanapie było Ci wygodnie i w ogóle wszystkiego najlepszego. - śmiał się jak to wszystko mówił. - Skarbie. - dodał z cwaniackim uśmiechem. 
- Dzięki Gredziu. - przytuliłam Go. - Dobra ludzie chodźmy coś zjeść, bo głodna jestem. - stwierdziłam. 
- Ty głodna? Od kiedy? - zdziwił się Hiszpan. 
- Od zawsze. - westchnęłam.
- A to chyba jakaś nowość. - uśmiechnął się obejmując mnie ramieniem. Był jakiś miły dzisiaj. Aż nie mogłam w to uwierzyć. Wraz z Sergim wsiedliśmy do windy i zjechaliśmy na parter, gdzie była restauracja. Usiedliśmy przy dużym stole i przyszedł wujek. Dał mi buziaka w policzek i złożył życzenia. Czekając na jedzenie stwierdziłam, że przejże instagram. Dostałam mnóstwo próśb o obserwowanie. Oczywiście potwierdziłam tylko tym, których dobrze znałam. Weszłam w aktualności i po kolei przeglądałam zdjęcia, które dodali ze mną moi przyjaciele wraz z życzeniami. Polubiłam każde i na końcu były filmiki. Jeden od Kylie z naszymi zdjęciami oraz jej przemówieniem, potem Marcia z moimi zdjęciami z samolotu, Gerarda ze wszystkimi kompromitującymi mnie zdjęciami oczywiście on też na nich był. Dopisał do niego "Happy Birthday, Baby! :D :*" Dalej chce mi zrobić na złość. Z uśmiechem obejrzałam te filmiki i pozostał mi od Sergiego. Moich głupich zdjęć było tam pełno. Skompromitował mnie po całości. Nie wiem skąd On miał tyle tych zdjęć.
- Sergi Idioto Roberto. Za chwilę Cię chyba zatłukę. - oznajmiłam.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. - wzruszył ramionami. - Ale zatłucz mnie jutro, bo chcę się jeszcze wybawić przed śmiercią. - dodał. Ten jak coś dowali..
- Niech Ci będzie. - wybuchłam śmiechem i kelnerki przyniosły jedzenie. Na moje życzenie przemiła pani dała mi podwójną porcję naleśników. Ku zdziwieniu Gerarda zjadłam wszystko co miałam na talerzu. - Jejciu jakie pyszne.. - stwierdziłam popijając wszystko wodą.
- Skoro skończyłaś, to chodźmy na siłkę! - zarządziła Kylie i zaciągnęła mnie tam wręcz.
- Ale Ty wiesz, że ja nie będę ćwiczyć. - zaśmiałam się kładąc na materacu.
- Przecież ja też nie. Zgłupiałaś chyba. - położyła się obok mnie.
- To po co mnie tu przyprowadziłaś? - zapytałam z ciekawością.
- Bo mamy tutaj ciszę, spokój, jesteśmy same i można pogadać. - stwierdziła.
- A o czym Ty chcesz tak rozmawiać? - spojrzałam na nią dziwnie.
- Ja wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale możesz mi powiedzieć co jeszcze wydarzyło się tam w Oslo? Przed tym jak Cię zdradził.. - ale wybrała sobie moment.
- Ty to masz wyczucie czasu. - lekko się uśmiechnęłam. - Bił mnie i to nie jednokrotnie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? Dlaczego od niego nie odeszłaś? - widać, że się przejęła.
- Nie odzywałyśmy się wtedy, bałam się jak na to zareagujesz.. Chciałam odejść, ale za każdym razem przepraszał.. Obiecywał, że już nie będzie. Ale po tym jak mnie zdradził dopiero zrozumiałam jaka ja byłam głupia. Zrobiłam mu awanturę i na spontanie wyleciałam do Hiszpanii. Pierwsze o czym pomyślałam to Madryt, ale tam nikogo nie znałam poza Cristiano i Sergio. Zresztą głupio by mi było zwalać im się na głowę.. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie moja ukochana Barcelona. Tak bardzo za nią tęskniłam. - wyznałam ze łzami w oczach..
- Gdybym wiedziała jak jest.. Poleciałabym tam do Ciebie mimo wszystko i zabrała z tego bagna.. To, że się wtedy pokłóciłyśmy nie oznaczało, że już się nie przyjaźnimy.. Po tym jak wyleciałaś, siedziałam w pokoju chyba z dwa tygodnie i płakałam.. Przez ten rok chciałam zadzwonić, ale Ty pewnie nie chciałabyś mnie znać. Obie postąpiłyśmy głupio. - przytuliła mnie i też zaczęła płakać.
- Przepraszam.. Obiecuję, że od teraz żaden chłopak nas nie rozdzieli. - postanowiłam.
- Razem na zawsze. - odparła.
- Razem na zawsze. - powtórzyłam po niej i wybuchnęłyśmy płaczem.
- Co wy ryczycie już? - wszedł na siłownie Gerard.
- Oho, Twój Romeo. - wybuchła śmiechem Kylie.
- W Twoich snach. - odgryzłam się Jej.
- A to Antonella Ci nie mówiła? - przysiadł się do nas i dał mi buziaka w głowę.
- O czym? - zdziwiła się i w sumie ja też.
- No jesteśmy parą od wczoraj. - oznajmił dumnie. Co za debil, po co on ją wkręca.
- Ojeej.. Na prawdę? To gratulacje. - zaczęła piszczeć.
- Kylie proszę Cię.. On sobie robi żarty. Gdyby tak było to pierwsza byś wiedziała. - powiadomiłam ją, a Gerard już prawie płakał ze śmiechu.
- Osz Ty chamie. - rzuciła się na Niego i zaczęła łaskotać.
- Jak dzieci, normalnie jak dzieci. - stwierdziłam przyglądając się im.
- Odezwała się najstarsza. - prychnął Pique i zaczął mnie łaskotać wraz z moją przyjaciółką.
- Tutaj jesteście! A ja was szukałem. - wszedł do środka Xavi. - Oho, co to za bitwa?
- Xavi ratuj! - błagałam przez śmiech.
- Przyszedłem tutaj, bo chcę was wyciągnąć na mały spacer na plażę i z powrotem. - oznajmił.
- Idę z Tobą! - oznajmiłam i zrzuciłam ich z siebie.
- No my też przecież idziemy. - stwierdził mój współlokator, po czym wyszliśmy z siłowni i udaliśmy się na spacerek..
***
- Dobra Xavi musimy już wracać! - burknęła Kylie, po około trzech godzinach przechadzania się po plaży.
- A po cholere Ty chcesz teraz wracać? - wybuchł śmiechem Gerard.
- Musimy się pomalować, zrobić włosy, ogarnąć i w ogóle. Ty też byś mógł. - walnęła Go w ramie przyjaciółka.
- No tak, tak.. - kazał popukać się jej w głowę. - Brody aż takiej ogromnej to nie mam. - wytknął jej język.
- Gerardziku kochany i tak wszystkie laski Twoje. - poklepał Go po ramieniu Xavi.
- No patrz,a ja nie. - odparłam z dumą w głosie, kiedy dotarliśmy do hotelu.
- Spokojnie skarbie, porozmawiamy na ten temat innym razem. - stwierdził Pique.
- Oj, ale Ty masz bujną wyobraźnię Gredziu. - wybuchłam śmiechem. Wsiedliśmy do windy i odjechaliśmy na nasze piętro.
- Jezu tutaj jesteście! - wrzasnęła Rafa, kiedy wysiadłyśmy z windy. Wyglądała komicznie, ponieważ w jedej ręce trzymała kosmetyczkę i lokówkę a w drugiej sukienkę. - Dawaj kartę do swojego pokoju i sie szykujemy. - zwróciła się do mnie.
- Chyba do mojego pokoju. - stwierdził Gerard.
- Naszego Gredziu, naszego. - poprawiłam Go.
- Masz. Idę do Xaviego. - podał mi ją i udał się do pokoju swojego przyjaciela. Otworzyłam drzwi i po kolei zaczęły wszystkie wchodzić. Porozkładały się na stoliku i zaczęły wymyślać.
- Nelka malujemy się nawzajem. - oznajmiła moja najlepsza przyjaciółka.
- Okej. Ty pierwsza. - stwierdziłam i usiadłam z nią na podłodze. Zaczęłam od podkładu i po około pół godziny była gotowa. Stwierdziłam, że wezmę jeszcze prysznic zanim będą się nade mną pastwić i po jakiejś godzinie wróciłam, a one były prawie gotowe, tylko nie ubrane.
- Teraz zostałaś nam tylko Ty! - stwierdziła Shak, która wraz z Antonellą, Kylie oraz Rafą stanęły przede mną. - Dziewczyny naszykujcie jej sukienkę i w ogóle. - zarządziła.
- W ogóle to mam takie piękne perfumy.. - rozmarzyła się Anna. - Wypsikam Cię nimi. - oznajmiła.
- Dobrze! - zgodziłam się.
- W takim razie ja robię makijaż, Ty Shaki wraz z Anto włosy, a Rafcia paznokcie. - przydzieliła każdej zadanie.
- Kylie tylko nie przesadź, dobrze? - poprosiłam ją.
- Spokojnie, nie przesadzę obiecuje. - szeroko się uśmiechnęła i zabrała się za swoją pracę.
- Jakie chcesz te paznokcie? - zapytała mnie młoda Brazylijka.
- Zrób jakie chcesz. Ze wszystkiego będę zadowolona. - oznajmiłam.
- Już mam pomysł. - szyderczo się zaśmiała i zaczęła wyciągać lakiery i podłączyła lampę.
- Pokręcę Ci ładnie włosy. - westchnęła z uśmiechem Shakira, która rozczesywała mi właśnie włosy.
- Chryste Panie! Co wy tu narobiłyście? - Pique złapał się za głowę, kiedy wszedł do pokoju.
- Miałeś być u Xaviego. - stwierdziłam fakt.
- Ile będę u Niego siedział. - wybuchł śmiechem. - Biorę szybki prysznic, zabieram ciuchy i idę do Jordiego. Nie wiem skąd, ale ma być zaraz u Niego fryzjer, także odjebiemy się porządnie na Twoje urodzinki. - rozgadał się jak nigdy.
- Oj ten Jordi. - westchnęła głośno Rafa. Ten spojrzał tylko na Nią i lekko się uśmiechnął, po czym zniknął za drzwiami łazienki.
- Włączcie jakąś muzykę, bo drętwo troszki. - nakazałam im i zaczęły puszczać jakieś hity. Dość powolnie im to wszystko schodziło. Gerard zdążył się wykąpać i zabrać swoje rzeczy, a ja nawet oczu nie miałam pomalowanych. Dziewczyny co chwilę się o siebie trącały, bałam się, że wyjdzie z tego jedna wielka katastrofa. Po ponad półtorej godzinie mój makijaż był już w pełni gotowy. Byłam bardzo zadowolona. Kylie jednak umie malować. Shak i Anto również skończyły robić moją fryzurę. Również byłam z Niej zadowolona. W między czasie dziewczyny posprzątały pokój i powynosiły niepotrzebne rzeczy. Były już poubierane tylko Rafa robiła jeszcze poprawki na moich paznokciach. Efekt końcowy był świetny. Jeju jak ja je uwielbiam. Są takie kochane. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Ubrałam się we wcześniej wybraną sukienkę. Przejrzałam się w lustrze i była idealna, a zarazem wygodna. Wyszłam z łazienki i dziewczyny wręcz zaniemówiły.
- Wyglądasz bosko! - krzyknęła ciotka i Raquel w tym samym czasie.
- To dzięki wam. - wyściskałam je wszystkie.
- Załóż jeszcze buciki i będzie idealnie. - Antonella podała mi buty. Włożyłam je tak jak mnie poprosiła i akurat do pokoju wszedł Gerard, Sergi, Neymar oraz Jordi. Gerard wyglądał tak elegancko. Jeszcze nigdy Go takiego nie widziałam..
- Wow. - powiedział kiedy mnie zobaczył.
- Aż tak źle? - blado się uśmiechnęłam.
- Jest idealnie. - wydukał. Czyżbym Go onieśmieliła? To może być bardzo ciekawe.
- Dobra ludzie jedziemy, bo oni już na nas czekają w tym klubie. - stwierdził Jordi. Gerard zamknął drzwi i zjechaliśmy wszyscy windą na dół. Przed wejściem czekały na nas taksówki. Wraz z Pique wsiedliśmy do taksówki z Rafaellą i Jordim. Ja nawet nie wiedziałam gdzie jest ta impreza. Rafaella podała mu adres i odjechaliśmy.
Po około czterdziestu minutach byliśmy już na miejscu. Gerard pomógł mi wysiąść. Stanęłam przed nim i tylko się uśmiechnęłam.
- Chodźmy, bo nas zatłuką. - wybuchła śmiechem Rafcia.
- Gotowa? - zapytał Hiszpan chwytając mnie za rękę.
- W stu procentach. - posłałam mu szczery uśmiech i ruszyliśmy w stronę klubu. Pewnym krokiem weszłam do środka i doznałam szoku. Byli wszyscy z którymi chciałam właśnie spędzić ten dzień. Nawet rodzice, dziadkowie. Chciałam się popłakać ze szczęścia, ale musiałam jakoś wytrzymać, aby nie popsuć ciężko wykonanego makijażu przez moją przyjaciółkę. Nad nimi wisiał świecący napis "Happy Birthday Anto! We love you!".
- To był mój pomysł. - odparł dumnie Gerard, który obejmował mnie ramieniem. - Ale jeszcze jedna niespodzianka. Od Twojego wujka. - lekko się uśmiechnął.
- Słyszałem, że ktoś ma tutaj dzisiaj urodziny! - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się w stronę sceny i kompletnie zaniemówiłam. Stał na niej Niall Horan. Zszedł ze sceny i do mnie podszedł. Myślałam, że na prawdę się za chwilę popłaczę. - Wszystkiego najlepszego Antonella. - szeroko się uśmiechnął i zaprowadził na scenę. Wyszli wszyscy chłopcy i zaczęli śpiewać mi piosenkę "Perfect". Rozpoczęło się wspaniale. Nigdy bym się nie spodziewała, że tak spędzę swoje urodziny. Niall śpiewał i jednocześnie tańczył ze mną. Było świetnie. Zaśpiewali dla mnie jeszcze kilka piosenek i kelnerki przywiozły ogromny tort.
- Gdyby nie to, że Kylie się tak napracowała to już dawno bym się poryczała. - stwierdziłam i obok mnie pojawił się Gerard.
- Wszystkiego co najlepsze kochana! - powiedzieli wszyscy jednym głosem. Wznieśliśmy toast i pokroiłam tort. Impreza powoli się zaczęła rozkręcać. Porozmawiałam z rodzicami, z którymi widuje się bardzo rzadko. Zastanawiali się dlaczego nie ma tu Josha. Poinformowałam ich, że nie jesteśmy razem. Tata oburzył się, bo jego interes nie wyjdzie. Mama natomiast nawet się ucieszyła. Każdy porywał mnie do tańca.
Usiadłam do stolika przy którym siedział Gerard, Sergi, Rafcia z Jordim oraz Kylie z Marciem.
- I jak Ci się podoba impreza? - zapytała moja przyjaciółka.
- Jest wspaniale. Najlepsze urodziny na świecie. - odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą.
- To jak zabijasz mnie jutro czy nie? - zaśmiał się Sergi.
- Zmieniłam zdanie Braciszku. Oszczędzę Cię jeszcze. Porobię Ci trochę zdjęć. Będziemy kwita. - poklepałam Go po ramieniu.
- Zemsta Antonelli.. - szyderczo zaśmiała się Kylie. - Ja bym wolała już zginąć. - stwierdziła.
- Zabij mnie ktoś proszę.. - zaczął błagać.
- Nie ma tak dobrze Zgredku. - wybuchł śmiechem Gerard.
- Oj Gredziu, Gredziu. - też zaczął się śmiać. Wypiliśmy przy okazji po kieliszku.
- Zatańczymy? - zaproponował mi Pique.
- Oczywiście. - posłałam mu szczery uśmiech i poszliśmy na parkiet, a za nami reszta. Gerard wywijał jak szalony. Przetańczyliśmy ze sobą z kilka piosenek, aż DJ puścił piosenkę Jesie Ware - Say you love me . Hiszpan przyciągnął do siebie i lekko uśmiechnął. Odwzajemniłam ten uścisk. Położył swoje dłonie na moich biodrach i zaczął powoli nami kołysać. Przez całą piosenkę szczerzył się do mnie jak głupi, przy okazji patrząc mi w oczy. Wyczytałam z jego oczu zadowolenie, ale jednocześnie jakąś niepewność. Kiedy piosenka się skończyła zeszliśmy z parkietu i po kolei znowu tańczyłam z każdym.. Bawiłam się na prawdę świetnie.
***
- Chyba koniec imprezy. - stwierdził wujek. Było już koło godziny trzeciej, może czwartej..
- Szkoda. - westchnął Andres wraz z Leo.
- Niestety. - odparłam i powoli opuszczaliśmy klub. Połowa nawet nie kontaktowała. Tak się spili, że aż wstyd. Do hotelu wróciliśmy w tym samym gronie, jak w poprzednią stronę. Jordi był tak schlany, że Gerard prowadził Go do windy. Rafa też nie była lepsza. Zaprowadziliśmy ich do pokoju i weszliśmy do swojego.
- Kto idzie pierwszy do łazienki? - zapytał siadając na łóżku.
- Ja mogę pójść raz dwa. - odparłam wyciągając z szafy piżamę oraz bieliznę. - A Ty mi pościel sofę.
- Nic Ci nie będę ścielił. - prychnął. - Śpisz na łóżku. - odparł stanowczo. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do łazienki. Płynem micelarnym zmyłam mój makijaż. Moje długie włosy upięłam w wysokiego koka i szybko się wykąpałam. Posprzątałam po sobie i wyszłam z pomieszczenia.
- Możesz już iść. - oznajmiłam i wrzuciłam brudne rzeczy do walizki. Usiadłam na krawędzi łóżka i patrzyłam się na pięknie oświetlone widoki. Było tutaj przepięknie.
- Wróciłem. - usłyszałam zza siebie głos Hiszpana. - Kładziesz się czy będziesz tak siedzieć? - zapytał.
- Kładę, kładę. - westchnęłam i położyłam się obok. - Gerard? - zaczęłam.
- Tak? - spytał.
- Śpisz? - nie wiem dlaczego, ale wyszeptałam.
- Nie, nie śpię. - zaczął się śmiać.
- Zobacz jakie piękne widoki. - stwierdziłam i patrzyłam się przez to okno.
- No faktycznie. Pięknie tutaj. - odparł i położył swoją dłoń na mojej, a drugim łokciem oparty był o materac.
- I to jak pięknie.. - westchnęłam i leżeliśmy tak razem patrząc się na morze i pięknie oświetlone budynki. Fajne uczucie, jak się tak do mnie przytulił.. Takie ciepło na sercu. Zrobił to pierwszy raz odkąd się znamy. Powoli robi chłopak postępy. Dzięki mnie będzie umiał wyrażać swoje uczucia. Znajdzie fajną dziewczynę, będzie mieć dzieciaki i wspaniały dom. Zadbam już o to..

poniedziałek, 7 marca 2016

7.

"We keep behind closed doors
Every time I see you, I die a little more
Stolen moments that we steal as the curtain falls
It'll never be enough."

  ♥♥♥
Obudził ktoś dobijający sie do drzwi. Po cholerę ktoś o tej porze mnie budzi?! Zdenerwowałam się.
- Proszę! - burknęłam i schowałam twarz ponownie w poduszkę. 
- Wstawaj, za pół godziny mamy autobus. - czułam jak Gerard siada na łóżko. 
- Ja pierdole.. Serio? - momentalnie podniosłam się z łóżka i wyleciałam jak torpeda z jakąś sukieneczką do łazienki. Szybko wykonałam poranne czynności. Ubrałam sie w sukienkę i pomalowałam oczy. Stwierdziłam, że będzie dziś gorąco więc zaplotłam sobie dobierańca. Po kilku dosłownie kilku minutach wyszłam z łazienki i włożyłam czarne sandałki. Powrzucałam do torebki jakieś głupoty i byłam gotowa do wyjścia. 
- Wow szybka jesteś. - pochwalił mnie Hiszpan, który zdążył rozwalić sie na łóżku. 
- Możemy już iść. - powiadomiłam Go. 
- O nie, nie nie Maleńka. Najpierw śniadanie. - podniósł się z łóżka i zaciągnął mnie na dół. Weszłam do kuchni, wyciągnęłam z szafki miodowe płatki. Nasypałam je do miski, po czym zalałam mlekiem. Powolnie zjadłam. Nie wiem dlaczego, ale przy nim nie chciałam nigdy jeść. Jak jestem sama to zjadam trzy razy tyle co zawsze. Nie rozumiem tego. Kiedy już skończyłam to odstawiłam naczynia do zmywarki i posprzątałam po sobie.
- Teraz możemy iść. - zarządziłam idąc w stronę przedpokoju.
- Jeszcze okulary. - poprosił mnie.
- Mi jakoś szczególnie nie są potrzebne, no ale niech Ci będzie gwiazdo. - zaśmiałam się zakładając okulary. Gerard otworzył drzwi i wyszliśmy. - Ej czekaj zamknę jeszcze! - krzyknęłam do Niego kiedy był już przy bramce.
- Elena jest w domu! - odkrzyknął mi. A no to chyba, że. Dogoniłam Go i ruszyliśmy w stronę przystanku. Ani ja, ani on się nie odzywaliśmy. Norma. Po co ja z nim gdziekolwiek jadę? Dotarliśmy na przystanek i usiadłam na ławce. Gerard chwilę postał, ale też usiadł.
- Ale zajebiście. - stwierdziłam parząc w niebo.
- Co zajebiście? - zapytał mój towarzysz.
- No jest zajebiście. Wróciłam do domciu, jest tak samo pięknie jak rok temu, cieplutko. Czego jeszcze można chcieć? - wyjaśniłam.
- Ludzie głównie tu przylatują, żeby znaleźć miłość swojego życia. - wybuchł śmiechem.
- Nie szukam miłości. - fuknęłam. - Raz znalazłam i dziękuje. - dodałam.
- Czyli masz kogoś. - burknął Pique.
- A czy gdybym miała to siedziałabym tutaj z Tobą? Pomyśl chwilę zanim coś palniesz. - skarciłam Go.
- W takim razie dlaczego tak powiedziałaś? - zaczął dopytywać.
- Bo znalazłam ją rok temu. Bynajmniej tak myślałam, ale nie wyszło mi to na dobre. - westchnęłam.
- To znaczy? Co się stało? - dalej drążył temat.
- Zdradził mnie z najlepszą kumpelą. - burknęłam.
- Dlaczego mu nie wybaczyłaś? Każdy zasługuje na drugą szansę. - chciał Go bronić czy jak?
- Ja zdrady nie wybaczam. Zresztą nie wiesz jak tam było. - fuknęłam. - To był najgorszy rok życia.
- A co tam się działo? - czy on musi wszystko wiedzieć?
- To nie rozmowa na teraz. - odparłam i akurat podjechał autobus. Wiele osób wysiadło, ale i tak było sporo ich jeszcze w środku. Na szczęście z tyłu były jeszcze wolne dwa miejsca. Jakiś trzech chłopców w koszulce Barcy stało przy drzwiach, ale nie usiedli. W sumie, następny przystanek to Camp Nou. Nie było sensu siadać. Zajęliśmy te dwa miejsca i wyciągnęłam z torebki telefon. Zaczęłam sobie robić fotki na snapa. - Uśmiech proszę Gredziu. - zwróciłam się do Niego. Ten przysunął się do mnie i szeroko uśmiechnął. To zdjęcie było komiczne. Oczywiście zabrał mi telefon i zaczął bawić się efektami na snapie. Ściągnął okulary, ale o dziwo nikt Go nie poznał. Najwięcej zrobił chyba tego pieska i wysyłał do Kylie, Marcia, Sergiego, dziewczyn.. No idiota po prostu idiota.
- Anto.. - odparł, a ja się do Niego odwróciłam. Skorzystał z okazji i zrobił mi jakieś głupie zdjęcie. Zapisał je, a potem podpisał tylko nie wiem jak bo od razu wysłał. Zabrałam sobie jego telefon i robiłam zdjęcia. Kilka było z nim, a kilkanaście samych moich. Nie miał snapa więc trochę głupio. Ale trudno. Te zdjęcia wyszły nawet ładnie. Przejechaliśmy kilka przystanków i byliśmy już w centrum..
- Widzisz.. nikt Cię nie poznał. - poklepałam Go po ramieniu.
- To w sumie dobrze, bo nie chcę jakiś głupich plotek, że się z kimś spotykam. - stwierdził.
- To co powiedziałeś było chamskie. - wypsnęło mi się. Powiedziałam to mimo iż tego nie chciałam.
- Bywa. - syknął.
- Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.. - odparłam zakłopotana.
- Wiesz, przynajmniej jesteś szczera, nie to co.. a zresztą nie ważne. - westchnął.
- No powiedz mi. - stanęłam przed nim.
- Nie, może kiedyś się dowiesz. - fuknął i złapał mnie za dłoń. - Chodź idziemy pozwiedzać. - dodał i ruszyliśmy w stronę Sagrady Familii...
***
Po około czterech godzinach zwiedziliśmy pół Barcelony. O dziwo Gerard zachowywał się normalnie. Był miły, opowiadał mi o historii tego miasta. Mimo iż ją znałam to i tak z chęcią posłuchałam o tym. Niech ma tą satysfakcję, że mi coś opowiedział i tak dalej. Robiliśmy przy okazji zdjęcia. Po tym wypadzie mieliśmy chyba po kilkadziesiąt selfie.
- No to pozostało nam jeszcze pół Barcelony. - zaśmiał się siadając na ławce przy przystanku.
- Może kiedy indziej? Bo jestem zmęczona i jeszcze muszę się spakować. - zaproponowałam.
- Okej. Będzie pretekst aby się spotkać. - objął mnie ramieniem. Na te słowa tylko się uśmiechnęłam. Zdziwiło mnie to trochę, ale niech będzie. Czyżby z bezuczuciowego gbura zrobił się kochany mężczyzna? To nawet dobrze. Znajdzie sobie jakąś dziewczynę. Chyba nie jestem dla niego odpowiednią partią. Mimo wszystko widzę, że coś przede mną ukrywa. Chcę się tego dowiedzieć. Nie wiem jak to zrobię, ale chociaż spróbuje. Podjechał autobus i jak wcześniej bardzo dużo ludzi wysiadło. Tym razem nie mogliśmy usiąść, bo i tak było dużo ludzi. Wsiedliśmy środkiem i stanęliśmy sobie obok jakiejś młodej dziewczyny z wózkiem. Nie miałam się czego trzymać więc Gerard objął mnie w talii. Ściągnęłam okulary i popatrzyłam na Gerarda. Po czym jemu też ściągnęłam.
- Skarbie co Ty robisz? - chciał mnie zdenerwować tym skarbie, ale mu się to nie udało.
- I tak nikt Cię nie pozna Gredziu. - poczochrałam jego ładnie ułożoną fryzurę.
- Jesteś tego pewna? - przyciągnął mnie do siebie.
- W 100% - zaśmiałam się.
- No dobra niech Ci będzie. - uśmiechnął się szeroko. Szczerze mówiąc wyglądaliśmy jak para. Starsza pani siedząca na przeciwko nas przyglądała sie nam i uśmiechała. Odwzajemniłam jej uśmiech, ale Pique nawet nie zwracał na to uwagi. Po jakiś piętnastu minutach wysiedliśmy już na naszym przystanku.
- No to pa. - nie wiedziałam jak się pożegnać. Gerard się potknął, po czym wpadł centralnie na mnie i zaczął całować. Mimo iż tego nie chciałam to odwzajemniłam jego pocałunek. - Dlaczego Ty to zrobiłeś?! - oburzyłam się.
- Właśnie się nad tym zastanawiam. - fuknął zakłopotany.
- Idę, cześć. - wyminęłam Go i ruszyłam w stronę domu. Kiedy dotarłam na miejsce. Oparłam sie o murek i przemyślałam na spokojnie zaistniałą przed chwilą sytuacje.
- Stało się coś? - podszedł do mnie Rafinha.
- Nie.. - posłałam mu sztuczny uśmiech.
- Okej. - zaśmiał się i wszedł sobie za mną do środka.
- A Ciebie co tutaj sprowadza? - zapytałam.
- Nudno mi więc wpadłem. - stwierdził.
- Tyle, że ja się będę pakować. - odparłam.
- Pomogę Ci. - wszedł ze mną do pokoju i usiadł na fotelu. Wyciągnęłam walizkę z szafy i po kolei zaczęłam pakować rzeczy. Fajnie mi pomagał. Siedział i grał na telefonie. Ale lepiej, żeby sobie grał niż zrobił mi w pokoju jeszcze większy bałagan. - Weź opowiedz mi coś o sobie. - poprosił.
- Nie ma o czym opowiadać. - zaśmiałam sie głupio.
- Na pewno jest. - szeroko się uśmiechnął.
- Mam na imię Antonella, na nazwisko Martinez. Interesuje się modelingiem, fotografią. Lubię też grać w piłkę, choć rzadko to robię.. Kocham Davida Beckhama. Jak byłam mała to wujek zabierał mnie na treningi dziewczyn i trenowałam z nimi. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to nie dla mnie. Mam 18 lat. Jeszcze, bo za dwa dni kończę 19. Kocham spędzać czas na plaży. - opowiedziałam mu w skrócie.
- Jesteś ciekawa nawet. - stwierdził. - Masz za dwa dni urodziny więc zróbmy sobie zdjęcie. - zaśmiał się. Kucnął obok mnie i zrobił jakieś śmieszne zdjęcie. To, że jest idiotą wiedziałam już wcześniej. Będę musiała się pogodzić z jednym głupim zdjęciem. Tym bardziej Sergi ma ich już ze dwieście.
- Teraz Ty coś o sobie opowiedz. - nakazałam mu.
- No to jestem pół Brazylijczykiem i pół Hiszpanem. Kocham piłkę nożną. Mam 23 lata. Lubię podróżować. Nie wyobrażam sobie życia bez piłki. Lubię też imprezować. I podobasz mi się. - powiedział, a ja się zarumieniłam. - Może się lepiej poznamy? Co Ty na to?
- Nie obraź się, ale mam na razie dość miłości. - skrzywiłam się. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu telefon. Wstałam z podłogi i wzięłam mój telefon z komody. Ukazało się moje zdjęcie z Kylie.
- Słucham? - odebrałam.
- chodź szybko do mnie ważna sprawa! - wrzeszczała do słuchawki.
- Daj mi piętnaście minut. Musze się skończyć pakować. - powiedziałam ze spokojem w głosie.
- To dopakuj jeszcze kilka ciuchów, bo jednak lecimy na tydzień. - oznajmiła.
- Dobra. Zrobię to jak najszybciej i do Ciebie wpadnę. - powiadomiłam ją i się rozłączyłam.
- To ja w takim razie idę. Do zobaczenia jutro na lotnisku. - przytulił mnie na pożegnanie i poszedł. Szybko stanęłam przed szafą i wzięłam bieliznę oraz jakieś sukienki, po czym schowałam je do walizki. Poszłam jeszcze do łazienki i do dużej kosmetyczki schowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy m.in. żel pod prysznic, szampon, balsam do ciała, krem do rąk, krem do twarzy, pastę, szczoteczkę, podkład, puder, bronzer, paletkę cieni, tusze do rzęs, eyeliner, dwie nudowe pomadki oraz perfumy. Włożyłam kosmetyczkę do walizki i zamknęłam ją. Wyciągnęłam z szafki większą torbę z adidasa do której schowałam portfel ze wszystkimi potrzebnymi dokumentami. Wrzuciłam tam słuchawki, naładowanego power banka, jeszcze jedne okulary przeciwsłoneczne oraz balsam do ust i krem do rąk. Zniosłam walizkę na dół i natknęłam się na ciocię.
- Na tydzień jedziemy. Podobno zmiana planów. - powiadomiłam ją.
- Wiem, wiem. Kylie dzwoniła. Właśnie kończę pakować siebie i wujka. - zaśmiała się. Czyli zawsze dowiaduje się ostatnia. Super. - A Ty gdzie się teraz wybierasz? - zapytała, kiedy zakładałam buty.
- Kylie ma do mnie jakąś ważną sprawę. Nie wiem o co jej chodzi. - odpowiedziałam. - Idę, potem wrócę. - westchnęłam i tyle mnie widziała. Po kilku minutach stałam już pod drzwiami mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem. Kylie od razu mi otworzyła i wciągnęła do salonu. - Dlaczego wy stawiacie mnie przed faktem dokonanym? Z tymi urodzinami, nawet nie zapytaliście się mnie gdzie chcę je spędzić.. Teraz się dowiaduje o tym, że jednak tydzień. I oczywiście dowiedziałam się o tym ostatnia. Czy nikt nie liczy się z moim zdaniem? - zaczęłam z wyrzutem.
- Oj spokojnie, kochanie. - machnęła ręką. - Będzie super. Zobaczysz. - poklepała mnie po ramieniu.
- Jakoś po dzisiejszym nie mam chęci jechać nigdzie.. Najlepiej bym wcale nie wychodziła z domu. Także pewnie nie będę się cieszyła z tego wyjazdu. - westchnęłam ze smutkiem.
- Przecież byłaś z Gerardem. Widziałam niedawno snapy. - szeroko się uśmiechnęła.
- A właśnie, co on napisał pod tym moim zdjęciem? - zapytałam.
- Najpiękniejsza lasia w Barcelonie. Plus jeszcze serduszko. - uśmiechnęła się pod nosem i pokazała mi to zdjęcie, ponieważ zrobiła screena. - Złamał dla Ciebie swoje zasady! Po raz kolejny się z Tobą umówił! - zacząła wrzeszczeć.
- Weź już przestań. - westchnęłam.
- A co się stało, że nie chcesz wychodzić z domu? - spojrzała na mnie.
- Oj Gerard mnie pocałował. - fuknęłam.
- Wow! To świetnie! Kochana przecież to już nie pierwszy raz. - wybuchła śmiechem.
- Ale ja tego nie chcę.. Nie chcę sie w nim zakochać, ani nie chcę żeby on to zrobił. - wyjaśniłam.
- Ja rozumiem to, że niedawno sie rozstałaś z tym downem Joshem, ale nie uważasz, że czas zacząć wszystko od nowa? - zapytała.
- Nie jesteśmy chyba dla siebie odpowiedni. Ja jestem wrażliwa, a On nie umie wyrażać uczuć. Mamy całkiem inne charaktery. Zresztą jedynym sposobem będzie unikanie go. - stwierdziłam.
- Oj Anto, Anto.. - zaczęła się ze mnie śmiać. I tak minął mi wieczór w towarzystwie mojej przyjaciółki...
NASTĘPNEGO DNIA! :
Przebudziło mnie czyjeś szturchanie. Nie chciałam otwierać oczu. Tak bardzo chciało mi się spać. Poczułam, że ktoś na mnie wskoczył.
- Ty downie! Normalny jesteś? - zaczęłam się drzeć i usłyszałam ten głupi śmiech Sergiego. No nikt inny by czegoś takiego nie odwalił. - Co Ty tutaj do cholery robisz? - wstałam z mojego kochanego łóżeczka.
- Budzę Cię. Za godzinę mamy być na lotnisku. - powiadomił mnie.
- Jeju jak mi się nie chce.. Lećcie beze mnie. - westchnęłam głośno zabierając z krzesła koszulkę oraz spodenki.
- Bez naszej jubilatki? Niemożliwe kochana. - zaśmiał się i zrobił mi przy okazji zdjęcie. Bez tego nie mogło się obejść.
- Zaraz wrócę. - odparłam i udałam się do łazienki. Wykonałam poranne czynności i ubrałam się we wcześniej wybrane ciuchy. Związałam włosy w wysokiego kucyka i wyszłam z pomieszczenia.
- Jest amazing! - posłał mi szeroki uśmiech. Zignorowałam Go i zamknęłam drzwi balkonowe. Odpięłam ładowarkę z kontaktu i wrzuciłam ją do torby.
- A teraz złaź bo chcę pościelić łóżko. - zepchnęłam Go i zrobiłam porządek. - Chodźmy na śniadanie. - wzięłam ze stolika telefon, który wylądował w torbie i zeszliśmy na dół. Usiedliśmy do stołu i ciocia dała nam musli. Zjadłam to szybko, ale i tak poprosiłam jeszcze dwie porcje. Mój apetyt powrócił, bo nie było obok Gerarda.
- Od kiedy Ty tyle jesz? - zdziwił się.
- Od zawsze. - wybuchłam śmiechem.
- Czyżby? - uniósł śmiesznie brew.
- Sergi nie drąż tematu. - poprosiłam.
- Dobrze siostra, dla Ciebie wszystko. - dał mi buziaka w policzek i wraz z wujkiem wyszli z walizkami, aby schować je do taksówki, która przed chwilą przyjechała.Wraz z Eleną posprawdzałyśmy czy wszystko jest zamknięte i zabierając torebki wyszłyśmy z domu. Wujek jeszcze pozamykał wszystkie wejścia do domu i zabrał klucze. Wsiedliśmy do taksówki i odjechaliśmy na lotnisko..
Po około 30 minutach dotarliśmy do celu. Zdaliśmy bagaże i poszliśmy na odprawę. Dotarliśmy na lotnisko jako ostatni, a to wszystko przez to, że nikt mnie nie obudził. Przywitałam się z dziewczynami i chłopakami pomijając oczywiście Gerarda. On w sumie też mnie olewał. Także miałam spokój.
- UWAGA UWAGA! Uczestników lotu Barcelona - Las Palmas zapraszamy na pokład samolotu.
- Ych.. nie chce mi się. - burknęłam wchodząc przez tunel.
- Siostrzyczko, będzie fajnie. - objął mnie ramieniem. - Z kim siadasz?
- Z nikim. - wybuchłam śmiechem. - A co chcesz usiąść ze mną? - zapytałam.
- Tak, przecież tak bez powodu bym się nie pytał. - szeroko się uśmiechnął. - Siadamy tu. - wskazał na trzy siedzenia przed tymi na których siedział Jordi, Gerard i pan kochany Bartra. On był bardzo okej. Od razu Go polubiłam, taki milutki, fajniutki. Sergi wepchnął się na siedzenie obok okna, a ja tuż obok Niego. Akurat szła Rafa.
- Rafcia, siadasz z nami? - zaproponowałam.
- A mogę? - nie wiem dlaczego, ale się zdziwiła.
- No proste, że tak. - zaśmiałam się. Na moje słowa szeroko się uśmiechnęła i usiadła obok mnie. Sergi już zaczynał denerwować ludzi. Połączył się z siecią wi-fi i zaczął nagrywać snapy. W sumie przypomniał mi, aby wejść na snapa. - Ohoho.. czterech nowych znajomych! - powiadomiłam wszystkich. Jak się okazało dodał mnie Marc, Gerard, Jordi i Andres. Potwierdziłam wszystko.
- Moje laseczki i chłopcy z tyłu za pozujcie do zdjęcia. - poprosił nas. Zrobił nam śmieszne zdjęcie i wstawił na my story z dopiskiem "Moje laski i trzy downy :D"
- Czy twoje to ja bym nad tym polemizowała. - zaśmiała się Rafcia.
- To czyje niby? - usłyszałam zza siebie głos Marcia.
- Davida Beckhama. - odpowiedziałyśmy jednocześnie rozmarzone. Na co po chwili wybuchłyśmy śmiechem.
- Kobiety. - westchnął Andres odwracając się do nas.
- Jeju, Ty też Go kochasz? - zapytała podekscytowana.
- Taak! Jest najlepszy i najprzystojniejszy. Jejciu.. - zaśmiałam się.
- No to mamy wspólny temat do rozmowy. - przytuliła mnie.
- Oj tak. - odwzajemniłam jej uścisk.
- Uwaga proszę zapiąć pasy za chwilę startujemy. - powiadomiła stewardessa. Młoda, zgrabna.. Od razu przykuła uwagę i komentarze chłopaków. Wszyscy się jej posłuchali i samolot wystartował. Jak zwykle zatkało mi uszy.
- Mogę to? - braciszek wyciągnął mi z torebki krem do rąk.
- Możesz. - westchnęłam.
- A co to jest? - zapytał otwierając.
- Krem do rąk. Jaśminowy. - odpowiedziałam.
- Dobrze. - szyderczo się uśmiechnął i zaczął nagrywać snapy. Zauważyłam, że Rafa zrobiła się jakaś smutna.
- Ej co się stało? - zapytałam moją przyjaciółkę. W sumie mogłam ją tak nazwać.
- Nie lubię jak ktoś perfidnie mnie zlewa. - burknęła głośno.
- Wiem co czujesz. - odparłam. - Ale nie ma co się przejmować. Im bardziej będziesz się czymś przejmować, tym będzie gorzej. - poklepałam ją po ramieniu.
- Może i masz rację.. - westchnęła. - W co się jutro ubierasz na imprezkę? - zmieniła temat.
- W taką granatową sukienkę. Oj zobaczysz jutro. - odparłam.
- Po cholerę Ty mi to wysyłasz?! - wydarł się Gerard na Sergiego. - Przecież słyszę co tam gadasz. Mógłbyś oszczędzić dodatkowej męki. - dodał po chwili, na co pół samolotu wybuchło śmiechem.
- Ech idę spać. - westchnęłam i oparłam się o Rafaellę..
***
- Ale mamy zdjęć na jutro! - obudził mnie krzyk Marcia.
- Wstawaj wylądowaliśmy. - wybuchł śmiechem Sergi.
- Już, już. - zabrałam torbę i wraz z Rafcią wyszłyśmy na płytę główną lotniska. Chłopcy, czyli Gerard, Jordi i Sergi odebrali nasze bagaże. Złapałyśmy jakąś taksówkę i przemiły taksówkarz zawiózł nas do hotelu, w którym czekała już Kylie. Gerard robił za mojego tragarza. Mimo iż nie odzywał się do mnie to i tak nie chciał, żebym targała za sobą tą ciężką walizkę.
- Hejo. Ja już mam karty do pokoi i zapisałam, który ma każdy. - powiadomiła nas. Zaczęła wymieniać wszystkich. - Anto i Gerard proszę. - wręczyła Gerardowi kartę.
- Że co? - zapytałam z niedowierzaniem. Postawiła mnie w głupiej sytuacji. Zmroziłam ją wzrokiem i myślałam, że ją po prostu zamorduję. - A w sumie mi to bez różnicy. Prześpię się na kanapie, pewnie jakaś tam jest. - stwierdziłam, na co Sergi z Gerardem wybuchnęli śmiechem.
- Dobra idziemy. - zarządził Pique. Wraz z Rafą, która była zadowolona, że jej towarzyszem w pokoju jest Jordi poszliśmy do windy. Nasze piętro było najwyżej w tym hotelu czyli na 10. Masakra, nie lubię takich wysokości. Tym bardziej, że jestem w pokoju z osobą niezrównoważoną czyli panem Gerardem. Po kilku minutach wysiedliśmy już z windy i udaliśmy się do pokoi. Zabrałam Hiszpanowi kartę i otworzyłam nasz pokój.
- Wow. - tylko tyle potrafiłam powiedzieć.
- To podobno apartament małżeński. - zaśmiał się stawiając moją walizkę. "Kylie zabiję Cię" powiedziałam sobie w myślach. - O i jest twoja kanapa. - wskazał na malutką sofę. Dam jakoś radę. Bo jak nie ja to kto?
- Ten lot mnie wykończył. - westchnęłam. - Idę spać. Do jutra. - odparłam i rzuciłam się na tą kanapę. Nie była zbyt wygodna, ale z nim w jednym łóżku spać nie będę... Zrobiłam się senna i momentalnie zasnęłam..

piątek, 4 marca 2016

6.

"Such a funny thing for me to try to explain
How I'm feeling and my pride is the one to blame
And I still don't understand
Just how your love could do what no one else can."

 ♥♥♥
Obudził mnie jakiś huk dochodzący z dołu. Od razu zerwałam się z łóżka. Ale chwila, chwila.. Wczoraj zasnęłam obok Gerarda, a teraz znajduję się znowu w gościnnym pokoju. Musiał mnie przenieść.. Trochę zrobiło mi się przykro, no ale skoro nie chciał spać obok mnie to trudno. Zbiegłam na dół, a moim oczom ukazał się Pique zbierający talerz z podłogi, a w zasadzie resztki tego talerza. Przy okazji klął coś pod nosem. 
- Sorry, że Cię obudziłem. - burknął wyrzucając to wszystko co zebrał do kosza. 
- Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się. - Która jest godzina? 
- 9;55
- Okej. - odparłam i już miałam iść, ale mnie zatrzymał. 
- Jak już tutaj przyszłaś, to bez śniadania na górę nie pójdziesz. - powiedział stanowczo.  
- Niech Ci będzie.. - usiadłam do stołu i ten podał mi cztery kanapki z sałatą, szynką, serem, rzodkiewką oraz pomidorem. 
- Dlaczego, aż cztery? - oburzyłam się. 
- Bo jesteś drobniutka. - zaśmiał się. - Masz to zjeść. Przypilnuję Cię. - dodał. Zjadłam to wszystko powolutku. Chyba zajęło mi to ponad dziesięć minut. Były całkiem dobre. 
- Pasi? - zapytałam odstawiając talerz. 
- Pasi. - zaśmiał się. 
- To teraz idę na górę się ogarnąć. - powiadomiłam go i poszłam. Weszłam sobie do jego garderoby i bez pytania wygrzebałam jakąś koszulkę Barcy. Wiem, że to było niegrzeczne, ale moja bluzka śmierdziała alkoholem. Udałam się do łazienki z moimi ogrodniczkami i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się te rzeczy i zapięłam ogrodniczki tylko na jeden guzik. Często tak chodziłam. Ułożyłam sobie jeszcze włosy i uradowana wyszłam z łazienki. 
- Widzę, że ktoś grzebał w moich rzeczach. - uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. 
- Przepraszam... - wydukałam. Było mi tak głupio.. 
- Spoko. - odparł stojąc z torbą treningową. 
- Żadnych skarbów tam nie znalazłam. Poza stertą Twoich ciuchów. - stwierdziłam chowając telefon. 
- I nie znajdziesz. - poklepał mnie po ramieniu i zszedł, a ja za nim. 
- Cześć siostra! - wrzasnął Sergi. - Jak ładnie wyglądasz. - skomplementował mnie. 
- Dzięki, nikt mi tego dawno nie mówił. - wybuchłam śmiechem. 
- Gredziu ale Ty głupi jesteś. - skwitował. 
- Weź tak do mnie nie mów. - nakazał mu. 
- Oj Gredziu, Gredziu. - westchnął. - Jak tam było na imprezie? Podobało Ci się? Gdzie wczoraj zniknęłaś? Martwiłem się. Spałaś z Gerardem w jednym łóżku? - zasypał mnie pytaniami. 
- Fajnie, do czasu aż jakiś oblech mnie nie wyciągnął na dwór.. Zaczął się przystawiać. Gerard mnie obronił przed nim. Nie, nie spałam z nim w jednym łóżku. - spojrzałam na Niego, ale ten odwrócił wzrok. 
- Uuu Gerard nie wiedziałem, że z Ciebie taki bohater. - zaśmiał się. - Serio jesteś głupi.. Zamiast działać, to Ty położyłeś ją do gościnnego. A idź Ty downie. - ten jak coś powie to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. 
- Grabisz sobie, grabisz. - uderzyłam Go w ramie wychodząc z domu. - Ty prowadzisz? - zapytałam głupio. 
- No ja, bo Gredziu trochę popił. - dalej tak go nazywał. 
- Weź przestań. - oburzył się Hiszpan zajmując miejsce pasażera. 
- Nie denerwuj się tak. - posłałam mu życzliwy uśmiech. Sergi odjechał z podjazdu i włączył radio. Całą drogę nikt się nie odzywał. Stwierdziłam, że zadzwonię do Kylie. Od razu odebrała. 
- Gdzie jesteś? - zapytałam. 
- Dojeżdżam do Ciutat. A Ty gdzie? 
- Też. Słuchaj czekaj tam na mnie i nie pokazuj się Luisowi. Dobrze? 
- No okej. Nie ma problemu. Schowam się między samochodami. - od razu się zgodziła. 
- Dziękuje. Za chwilę będę. - oznajmiłam jej i się rozłączyłam. 
Po kilku minutach dojechaliśmy do ośrodka. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam się rozglądać. W oddali zauważyłam moją przyjaciółkę siedzącą i cieszącą sie do telefonu. 
- Co Ty się tak szczerzysz? - zapytałam. 
- A oglądam zdjęcia z imprezy jakie zrobiłam. Są świetne. - wstała i mnie przytuliła. - Ooo koszulka Gerarda. To tam wczoraj zniknęłaś. Było coś? - zaśmiała się. 
- Nie. - usłyszałam zza siebie głos Pique. 
- Chodź bohaterze! - zawołał Go Roberto, a my ruszyłyśmy za nim. 
- Bohaterze? - powtórzyła po nim. 
- Ta, pamiętasz tego gościa, co mnie poprosił do tańca? - zapytałam. 
- Pamiętam, był nawet przystojny. 
- Przystawiał się do mnie i tak dalej.. Gerard Go odepchnął, a ten mnie uderzył. No i zaczęli się bić. Zakończyło się tym, że tamten uciekł, a idący przed nami mężczyzna ma rozcięty łuk brwiowy oraz zmasakrowaną dłoń. - w skrócie opowiedziałam przyjaciółce całą sytuacje. Weszliśmy do budynku i chłopcy poszli do szatni. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na boisko. Usiadłyśmy sobie na ławce i patrzyłam się na murawę. 
- Serio nic nie było? - zapytała nagle. 
- Serio. - fuknęłam. - Później nie mogłam zasnąć i poszłam do Niego do sypialni. Położyłam się obok Niego i przytuliłam. Ten nawet mnie nie objął. Zasnęłam. A rano obudziłam się w pokoju gościnnym. 
- Czyli Cie przeniósł? - chciała się upewnić. 
- No przecież sama bym przez sen nie poszła. - burknęłam. - Ten chłopak to jedna wielka zagadka nie do rozwiązania. - westchnęłam i na murawę weszli chłopcy.
- Może jest jak Grey? - wysnuła swoją teorię.
- Kylie.. prosze Cię. - popukałam ją w głowę. - Gdyby był jak Grey, to już dałby mi do podpisania jakąś umowę. - zaczęłam się śmiać.
- Jeszcze nie wydrukowałem, ale spokojnie. W końcu Ci ją dam. - usiadł na murawie przed nami i udawał, że wiąże buty. Wiedziałam, że żartuje, ale mina Kylie była bezcenna.
- A zmieniając temat.. Pokaże wam jakie ładne zdjęcia dzięki mnie macie. - odblokowała telefon i zaczęła pokazywać. - Gerard jakby był zakochany. - rozmarzyła się.
- Za stary jestem na miłość. - zaśmiał się.
- Na miłość nikt nie jest za stary. - stwierdziła moja przyjaciółka.
- No widzi... - nie dokończył, bo się wtrąciłam.
- Po prostu nie umiesz wyrażać swoich uczuć. - fuknęłam. - Nawet najmniejsze przytulenie, albo pocałunek nie sprawia na Tobie najmniejszego wrażenia. - powiedziałam co myślę.
- Gówno wiesz. - warknął. - Skoro jesteś taka mądra, to co sie dla mnie niby liczy. - dodał patrząc mi w oczy.
- Seks. Liczy się tylko to. Widzisz jakąś laskę w klubie i od razu chcesz ją przelecieć, a potem jak gdyby nigdy nic ją porzucasz i ranisz. - powiedziałam dość cicho, aby nikt poza Kylie tego nie słyszał.
- To w takim razie, dlaczego ja tutaj teraz obok Ciebie siedzę?! - zdenerwował się na prawdę.
- Nie wiem, ale lepiej żebyś sobie już poszedł, bo czekają. - wyszeptałam. Ten wstał i poszedł sobie bez słowa.
- Anto.. - objęła mnie ramieniem przyjaciółka, a mi zaczęły lecieć łzy. - Powiedziałaś co o tym myślisz i powinien to uszanować. Ale masz po części rację. Szkoda mi tych dziewczyn. Jednak, trochę rozumiem, że się wściekł. Nigdy nie widziałam, aby umawiał się z dziewczyną, z którą spędził noc. - stwierdziła, wycierając mi chusteczką łzy.
- Luis dobrze mówi, żebym uważała na Niego. - syknęłam.
- Luis to zawsze mówi, żebyś uważała na każdego. - zaśmiała się i przesiedziałyśmy tak większość treningu..
***
- Cześć dziewczynki. - usiadł między nami Rafinha obejmując nas. - Co wy takie przymulone?
- Taki dzień. - westchnęłam spoglądając na chłopaków. Gerard zmroził mnie wzrokiem i zaczął kopać z chłopakami piłkę.
- Rafinha rusz dupę, a nie się obijasz! - zawołał Go Marc.
- Siostraa! - wrzasnął Roberto i podbiegł do nas. - Chodźcie! - dalej się darł, przy okazji zaciągając nas do reszty.
- Co Ty do cholery chcesz?! - oburzyłam się.
- Koszulkę Barcy masz to grasz z nami kochana. - objął mnie ramieniem.
- Nie. - zaprotestowałam.
- A to dlaczego? - Kylie całkiem chciała mnie pogrążyć. - Tak to mnie kiwasz i narzekasz, że nie umiem grać. - dodała udając obrażoną.
- To było rok temu.. zresztą wstydzę się.. - zrobił się ze mnie burak.
- Od kiedy Ty taka wstydliwa skarbie? - powiedział perfidnie Gerard.
- Zamknij się z łaski swojej. I za to skarbie to zaraz oberwiesz Gredziu. - zagroziłam mu.
- Dobrze skarbie. - zaśmiał się.
- Nie no ja Ci wpierdole. - stwierdziłam i zaczęłam go gonić. Biegaliśmy po całym boisku, a reszta tylko się śmiała. Kiedy wreszcie Go dogoniłam to zaczęłam go bić po brzuchu, ale ten nawet na to nie reagował. Podniósł mnie i przerzucił przez ramie.
- Oj skarbie, skarbie. - klepnął mnie w dupe.
- Osz Ty chuju. - zwyzywałam go i ugryzłam w łopatkę. To musiało wyglądać komicznie.
- Ej ugryzłaś mnie! - fuknął. - Jak ja Cię zaraz ugryzę to nie będzie wesoło. - zagroził.
- Nie tutaj. - wybuchł śmiechem Leo.
- Oooo Anto bierze ze mnie przykład! Jestem dumny. - ucieszył sie Suarez.
- Dobrze się czujecie? - wszedł na boisko wujek.
- Wyśmienicie! - odpowiedział mu radosny Gerard podrzucając mnie.
- Czy Ty chcesz żebym ja zwymiotowała te kanapki? - zapytałam.
- Nie panikuj. - dalej mnie trzymał.Zaczęłam go łaskotać i mnie puścił, ale zaczął mnie ganiać.. Zabrałam Busiemu wodę i oblałam nią pana Pique.
- To za to podrzucanie. - kolejny raz go oblałam.
- Nie no, ja Cię utłukę. - zagroził mi.
- To następnym razem. - zaśmiał się wujek. - Chłopaki do szatni, koniec na dzisiaj! - zarządził. Szybkim krokiem wyszłyśmy z Kylie przed budynek.
- Jedziesz ze mną? - zaproponowałam.
- Okej, mogę jechać, bo Marc zanim przyjedzie to musi jeszcze wrócić do domu. - od razu się zgodziła. Usiadłyśmy na schodach i z szatni o dziwo szybko wyszli Gerard, Marc i Jordi.
- Skarbie jedziesz do mnie, bo musze coś załatwić? - zapytał mojej przyjaciółki Marc. Natomiast Gerard kompletnie mnie olał. On jest bez sensu.
- Jedź sam. Spotkamy się u Luisa na obiedzie. - zaśmiała się.
- to do zobaczenia. - pomachał nam i poszedł sobie. Usiadłyśmy na murku i wyczekiwałyśmy wujka.
- On jest bez sensu. - westchnęłam.
- Kto? - wyrwałam z zamyśleń przyjaciółkę.
- Pique. - fuknęłam. - Najpierw sie na mnie wydarł, a potem odstawił tą szopkę. No a z kolei teraz wcale się nie odezwał. Nie rozumiem tego człowieka. - dodałam oburzona.
- Ja też nie wiem o co mu chodzi. Ale widać, po nim, że nie wie jak się wobec Ciebie zachować.. Ma do Ciebie słabość. - stwierdziła. - Wiesz co popatrz na to zdjęcie. - pokazała mi znowu to samo zdjęcie co dwie godziny wcześniej.
- No i co mi po tym zdjęciu? - zakpiłam z niej.
- Popatrz tylko na Niego. Zobacz jak się do Ciebie szczerzy.. W ogóle to On ma swoje zasady.. - wyjaśniła.
- Co? Jakie zasady? O czym Ty mówisz? - spojrzałam na nią jak na wariata.
- On nigdy, ale to przenigdy nie spotkał się z dziewczyną, z którą przespał się po jakiejś imprezie. Każde odstawiał z kwitkiem. Mówię Ci serio, możesz zapytać Sergiego lub Leo. - popatrzyła na mnie z poważną miną.
- No to przecież ze mną też się nie spotyka. - fuknęłam.
- A to kino, impreza, plaża, kawiarnia choć to akurat był przypadek, ale potem znowu ta impreza... Nie wcale się z Tobą nie spotkał. - wybuchła śmiechem.
- To wszystko było czystym przypadkiem. - westchnęłam i z budynku wyszedł wujek.
- Mów sobie co chcesz, ja i tak wiem swoje. - poklepała mnie po ramieniu i wsiadłyśmy do samochodu.
- Jak tam dziewczynki było na imprezie? - zapytał nie wiadomo dlaczego ucieszony wujek.
- Bardzo fajnie Luis. - odpowiedziała mu Kylie. - Nie, Anto?
- Ta. - palnęłam patrząc się przez szybę. Enrique jeszcze o czymś rozmawiał z naszą towarzyszką, ale jakoś ich nie słuchałam. Byłam skupiona na planowaniu jutrzejszego dnia. W sumie nic nie wymyśliłam.
- Ej wysiadaj. - szturchnęła mnie przyjaciółka. Ocknęłam się po chwili i wysiadłam.
- Co Ty taka jakaś nieobecna? - zapytał wujek otwierając nam drzwi.
- Wydaje Ci się. - westchnęłam wchodząc do kuchni, w której prawie wszyscy już siedzieli. Nawet Carles Puyol, który za cholerę nie wiem skąd się tutaj wziął. Przywitałam się z nim i usiadłam do stołu.
- Witam wszystkich! - wrzasnęli na cały dom Gerard i Sergi. - Masz, zapomniałaś wziąć. - szepnął mi Gerard podając koszulkę.
- Dzięki. - lekko się uśmiechnęłam.
- Obiad za dziesięć minut, możecie iść na dwór albo coś. Zawołam was. - powiadomiła nas Elena.
- To ja idę odnieść bluzkę do prania. - wydukałam i poszłam na piętro do swojego pokoju. Wrzuciłam koszulkę do kosza na pranie i wychodząc wpadłam na Gerarda, który przyparł mnie do ściany i zachłannie pocałował. Spojrzałam na Niego pytająco. Byłam tak zdezorientowana, jak nigdy.
- Z chęcią zrobiłbym to z Tobą drugi raz. - odparł bez tchu i sobie odszedł zostawiając mnie zdziwioną. Oparłam się o ścianę i stałam tak z kilka dobrych minut. Nie wiedziałam w pewnym momencie co się dzieje. To było strasznie dziwne. Ocknęłam się, kiedy ciotka zaczęła wołać nas na obiad. Niechętnie zeszłam do kuchni i zajęłam wcześniejsze miejsce. Na przeciwko mnie perfidnie usiadł Gerard. Ciocia podała nam jedzenie i wszyscy zaczęli jeść i przy tym rozmawiać. Kompletnie nie wiedziałam o czym rozmawiają. W ogóle ich nie słuchałam. Myślałam tylko o tym co zrobił przed chwilą Pique. Nie rozumiem tego zachowania. Jest totalnym debilem. Pogrzebałam coś w obiedzie i przy okazji nic nie zjadłam.
- No nie, Nelka? - szturchnęła mnie Kylie jednocześnie wytrącając z zamyślenia.
- No, no. - przytaknęłam, choć nawet nie wiedziałam o co chodzi.
- Wiesz w ogóle o czym rozmawiamy? - zaśmiała się. - Co się z Tobą dzieje?
- Właśnie nie wiem o czym rozmawiacie. Zamyśliłam się po prostu. - westchnęłam upijając łyk soku.
- Siostra! Mamy dwa tygodnie wolnego i na cztery dni lecimy na Gran Canarie. Akurat wtedy masz urodziny. Spędzimy je tam. - oznajmił mi szczęśliwy Sergi.
- A czy ja wyraziłam taką zgodę? - trochę mnie to denerwowało, że decydowali za mnie.
- Te urodziny, będą najlepsze. Zobaczysz. - zaśmiał się Jordi wraz z Xavim.
- Ja robię rezerwacje! - od razu zgłosiła się Kylie. Czyli to nie wróży nic dobrego.
- Kiedy my lecimy? - zapytałam.
- Za dwa dni. - odezwał się Gerard na co ja zmroziłam Go wzrokiem.
- Dziecko czy Ty cokolwiek zjadłaś? - zapytała z troską w głosie ciocia stając za mną.
- Coś tam zjadłam. - fuknęłam.
- Zjedz coś jeszcze.. - poprosiła mnie.
- Nie mam ochoty na jedzenie. Idę spać, bo nie mam siły na nic. - powiadomiłam ich i wstałam od stołu zabierając telefon. Powolnym krokiem weszłam po schodach i kiedy znalazłam się już w pokoju przymknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Chwilę sobie popłakałam i zasnęłam...
kilka godzin później... 
Przebudziłam się i spojrzałam na zegarek. Godzina 19;30. Pewnie już sobie wszyscy poszli. Podniosłam się z łóżka i zaspana zeszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sałatkę i zaczęłam jeść.
- Szczęśliwa, że za trzy dni będziesz mieć urodziny? - do kuchni wszedł Pique.
- Lotto mi to. - fuknęłam. - Nic dla mnie już nie ma znaczenia.
- To przez tego chłopaka? - dalej drążył temat.
- A po co Ci to wiedzieć? - próbowałam być opanowana.
- Po prostu. Zabieram Cię jutro na wycieczkę. - stwierdził.
- A kto powiedział, że ja w ogólę chce? - zdenerwowałam się trochę, że po raz kolejny nikt nie liczy się z moim zdaniem.
- Ja tak powiedziałem i tak ma być. - posłał mi szczery uśmiech.
- W taki razie do zobaczenia jutro o 11.00 na przystanku. - poinformowałam Go.
- Co? Dlaczego na przystanku? - był zdziwiony.
- Bo pojedziemy do centrum autobusem. - wytknęłam mu język.
- Przecież oni mnie zmasakrują jak dowiedzą się, że jestem w autobusie.. - przeraził sie.
- Kto niby? - zapytałam.
- Fani. - fuknął.
- Zakład, że nikt Cie w tym autobusie nie pozna? - zaproponowałam.
- A o co?
- O czekoladę oreo. - odparłam
- Niech będzie. - widać, że był zawiedziony. Pewnie myślał o czym innym.
- W takim razie do zobaczenia jutro. - westchnęłam i wróciłam na górę. Wzięłam prysznic i położyłam się ponownie spać..

sobota, 27 lutego 2016

5.

"Oh, I'm happy for you
Know that I am
Even if I can't understand."

 ♥♥♥
Obudził mnie budzik, który nastawiłam sobie wczoraj przed snem. Spojrzałam na zegarek. 9;30. Wstałam niechętnie z łóżka i podeszłam do mojej ogromnej szafy. Wyciągnęłam z niej sukienkę w kwiatki i poszłam do łazienki. Wykonałam poranne czynności. Założyłam wcześniej wybraną sukienkę i wyprostowałam sobie włosy. Było gorąco więc postanowiłam, że pomaluję tylko rzęsy i wypełnię brwi. Byłoby bez sensu nałożyć tapetę, bo od razu by wszystko spłynęło. Nawilżyłam usta balsamem i wyszłam. Otworzyłam drzwi balkonowe i wyszłam aby odetchnąć świeżym powietrzem. Przed godziną dziesiątą słońce bardzo grzało. Lubiłam w sumie taką pogodę.
- O "Panna wiecznie zła" - usłyszałam głos Rafinhy.
- Ty tutaj mieszkasz? - zaniemówiłam.
- Mieszkam. - wybuchł śmiechem. - Widzę, że Ty też. - dodał.
- Wow, ale Ty spostrzegawczy jesteś. - udawałam zołzę.
- Gdzie się wybierasz w takiej sukieneczce? - zapytał.
- Umówiłam się. - odpowiedziałam mu.
- Z Gerardem? - co oni wszyscy mają do tego Gerarda.
- Nie. - burknęłam i wróciłam do domu. Zabrałam telefon, po czym zeszłam na dół. Zjadłam sobie jogurt i postanowiłam, że wyjdę. Ciocia śpi, wujek pojechał na trening. Dziwne, że Rafinha został. Ale co mnie to obchodzi. Spakowałam do małej torebki portfel, chusteczki oraz telefon. Założyłam jeszcze okulary przeciwsłoneczne i czarne sandałki. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę Camp Nou. W te strony miałam dość blisko, ponieważ wujek szukał takiego domu z którego ma blisko do ośrodka i na stadion. Szłam tak i szłam.. Widoki były przepiękne. Tak bardzo kochałam to miasto. Raj na ziemi. Mogłam wsiąść w autobus, ale jak to ja. Wolałam się przejść. Dotarłam na miejsce o 10;55. Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce przy jednym ze stolików. Przemiły kelner podał mi menu. Zaczęłam je przeglądać.
- Cześć Antonella. - usłyszałam znajomy głos. Podniosłam głowę i ujrzałam mojego przyjaciela.
- Rodri! - rzuciłam się na Niego.
- Stęskniłem się za Tobą. - stwierdził.
- Oj ja za Tobą również. - powiedziałam z uśmiechem. Usiedliśmy i podszedł do nas kelner.
- Co Państwo zamawiacie? - zapytał z uśmiechem.
- Poproszę mrożoną kawę. - powiedziałam.
- Ja również oraz tartę owocową. - poprosił. Kelner to zapisał i poszedł. - Co słychać?
- Teraz to już wszystko w porządku. Nareszcie w domu. Nie wiem jak mogłam zamienić to wszystko na Oslo. - westchnęłam.
- Zimno tam, nie? - zaczął się śmiać.
- I to jak.. Nigdy już stąd nie wyjadę. Chyba, że na jakieś wakacje. - odparłam ze śmiechem.
- I prawidłowo. - poklepał mnie po ramieniu.
- A u Ciebie jak tam? - chciałam w sumie wiedzieć.
- Mam dziewczynę. - pochwalił się. Każdy kogoś ma. To jest jakieś chore. - I ogólnie jest super.
- Gratuluję w takim razie. - uśmiechnęłam się szeroko. Kelner podał nam nasze zamówienie i wypiłam sobie moją kawę. Przegadaliśmy chyba ze trzy godziny. Wszystko było super, aż do czasu, kiedy do kawiarni nie weszli Gerard, Sergi, Marc i Xavi. Zdziwili się, że tutaj siedzę i to z jakimś chłopakiem. Pique kompletnie mnie zlał. Chłopcy natomiast przywitali się ze mną i usiedli do swojego stolika.
- Skąd Ty ich znasz? - zapytał.
- Długa historia. - westchnęłam.
- Gerard Cię chyba nie lubi. Nawet się nie odezwał. - zmartwił się. Kiedy to mówił, akurat napotkałam spojrzenie Hiszpana.
- Trudno, przeżyję jakoś. - westchnęłam. - Wiesz co, fajnie się gadało. Muszę już lecieć, bo mam ważną sprawę do załatwienia. - powiadomiłam Go i wyszliśmy z kawiarni.
- No dobra. Mam nadzieję, że się niedługo zobaczymy. - przytulił mnie.
- Na pewno się zobaczymy. - odwzajemniłam Jego uścisk i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek. Było mi słabo. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i leciałam już do tyłu kiedy ktoś mnie złapał.
- Skarbie nic Ci nie jest? - zapytał znajomy głos. Poznałam, że to Gerard. Otworzyłam oczy i spojrzałam w Jego niebieskie jak ocean tęczówki. Wyczytałam z nich troskę, strach oraz zakłopotanie. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. - Ej co się stało? - dalej pytał.
- Zajebie Ci zaraz za to skarbie. - wycedziłam przez zęby. - Jest okej, puść mnie. - nakazałam. Ten posłuchał mnie i za chwilę stałam już twardo na ziemi, ale kręciło mi się w głowie.
- To chyba nie jest dobry pomysł. - stwierdził obejmując mnie w talii. - Jadłaś cokolwiek dzisiaj?
- A co Cię to obchodzi? - głupio mi było, że byłam taka oschła, bo widać, że się martwi.
- Powiedz mi. - fuknął, a mnie to zdziwiło.
- Jadłam jogurt. - powiedziałam. - A i wypiłam kawę. - dodałam.
- Tylko tyle?! - oburzył się. - Czy Ty chcesz żeby Ci się coś stało?! - zaczął się unosić.
- Weź wyluzuj. Najpierw mnie zlewasz, a potem się przejmujesz. Zastanów się nad sobą człowieku.
- Odwiozę Cię. - burknął i zaprowadził do samochodu. Nawet nie miałam możliwości mu odmówić, bo w ogóle mnie nie słuchał. Jak mnie to irytowało. Zapięłam pasy i ten odjechał z parkingu.
- Wolniej człowieku! - wrzasnęłam. - Jeszcze mi się nie śpieszy na tamten świat. - dodałam ciszej.
- Przepraszam. - fuknął automatycznie zwalniając. Dojechaliśmy do domu i wysiadłam, a ten za mną. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. - Już lepiej? - zapytał.
- Ta. - burknęłam.
- O Gerard co Ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony wujek.
- Antonella prawie zemdlała. Spotkałem ją w kawiarni. Akurat poszliśmy po treningu z chłopakami na kawę. No a ona była z jakimś chłopakiem. - odpowiedział mu.
- Dlaczego? - dalej dopytywał.
- Gorąco i tak dalej.. Zresztą zjadłam tylko jogurt. - westchnęłam.
- Pamiętaj, że masz zjeść. - nakazał mi. - Narazie. - dodał i wyszedł.
- Spotkałaś się z nim? - od razu zapytał Luis.
- Nie.. - zaprzeczyłam. - Umówiłam się z Rodrim i gadaliśmy trzy godziny w tej kawiarni. A potem przyszli chłopcy i siedli przy innym stoliku. Wyszliśmy i pożegnałam sie z nim. No i prawie zemdlałam. Gerard mnie złapał. - opowiedziałam.
- Okej. - uśmiechnął się. - Co tam u Rodriego?
- Dziewczynę sobie znalazł. - zaśmiałam się. - Gdzie ciocia?
- Pojechała do mamy Gerarda. - lekko się uśmiechnął. - Zostawiłem Ci trzy kawałki pizzy. Masz je zjeść. - nakazał. Usiadłam w salonie i zjadłam je. Powoli, ale zjadłam. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę piętnastą. Mam w sumie jeszcze trochę czasu. Położyłam się i przełączyłam na inny kanał. Leciał program BarcaTV. Puścili akurat wywiad z... Gerardem Pique. Opowiadał tam o swojej karierze i tak dalej. Znudziło mi się po połowie. Wstałam i poszłam na górę. Rzuciłam telefon na łóżko i stanęłam przed ogromną szafą. Wyciągnęłam z niej granatowy obcisły croptop i czarne, krótkie ogrodniczki. Zabrałam je ze sobą do łazienki i wzięłam prysznic. Wyszłam z kabiny, wytarłam się i ubrałam w wybrane wcześniej ciuchy. Wysuszyłam szybko włosy i pokręciłam sobie końcówki. Wyszłam z łazienki po czym sprawdziłam, która godzina. Miałam jeszcze czas. Usiadłam przy toaletce. Zrobiłam sobie leciutki makijaż, po czym pomalowałam moje długie rzęsy. Założyłam jeszcze stopki i czarne vansy. Do małej torebki włożyłam telefon, chusteczki, portfel oraz balsam eos. Była już 17;00. Autobus mam za 15 minut. Spokojnie zdążę. Włożyłam jeszcze słuchawki i zeszłam na dół.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zatrzymał mnie Luis.
- Teraz to do Antonelli. Potem z dziewczynami mamy iść na imprezę. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- No dobrze. Ale na imprezę w ogrodniczkach? - zaśmiał się.
- A co wolisz, żebym założyła mini, w której widać mi pół tyłka? - odgryzłam się.
- Tak jest okej. - pokazał łapkę w górę. Pomachałam mu i wyszłam. Włączyłam moją playlistę i szybkim krokiem dotarłam na przystanek. Usiadłam sobie na ławeczce i zalogowałam się na instagrama. Dziewczyny wysłały mi prośby o obserwowanie. Zaakceptowałam wszystkie po czym również je zaobserwowałam. Dałam follow Gerardowi, Jordiemu, obu Marciom oraz Sergiemu. Resztę już wcześniej obserwowałam. Polajkowałam zdjęcia jakie pododawały jakieś gwiazdy i wyszłam z aplikacji. Posiedziałam jeszcze chwilę i autobus przyjechał. Skasowałam bilet i usiadłam sobie na wolnym siedzeniu. Droga zajęła mi prawie czterdzieści minut. Wysiadłam na przystanku tuż obok dzielnicy Messiego i ruszyłam w poszukiwaniu jego willi. Musiałam się kawałek przejść. Mieszkali trochę na odludziu, ale co im się dziwić. Sama bym na ich miejscu o tym marzyła. Argentyńczyk kocha mieć ciszę i spokój. Kiedy wreszcie dotarłam pod ogromną masywną bramę zadzwoniłam domofonem. Usłyszałam taki jakby zgrzyt, co oznaczało, że ktoś otworzył mi bramkę. Weszłam na podwórko i wyszła po mnie moja imienniczka. Przywitałyśmy się, po czym zaprosiła mnie do środka. Ten dom był idealny. Strasznie mi się tu podobało. Wszystko było takie ogromne. Jedyne co udało mi się wydusić to "wow". Zapoznałam się z Thiago i od razu się polubiliśmy. Mały nie odstępował mnie na krok. Był super.
- Więc komu podrzucasz Thiago? - zaśmiałam się spoglądając na Leo.
- Ja już się umówiłem z Gerardem. - wybuchł śmiechem.
- Mama po niego zaraz przyjedzie. - przewróciła oczami jego partnerka.
- Pa dziewczynki! - pożegnał się z nami i wyszedł.
- On i Gerard.. To nie wróży nic dobrego. - pokręciłam przecząco głową, na co Argentynka się zaśmiała. - Jak idziesz ubrana? - zapytałam.
- Myślałam o sukience, ale jak zobaczyłam Ciebie to stwierdziłam, że też chcę iść w ogrodniczkach. Nie obrazisz się jeśli również założę? - zaczęła nawijać.
- Coś Ty nie obrażę się! - przytuliłam ją, a malec zaczął się cieszyć.
- Anto! Już jestem! - wbiegła do salonu jej mama.
- Cześć mamo. To Antonella. - przedstawiła mnie jej.
- Miło mi poznać. - posłała mi szczery uśmiech.
- Mamuś, odbiorę Thiago jutro tak koło popołudnia. - powiadomiła ją.
- Dobrze córciu. Miłej zabawy. - zaśmiała się. Maluszek pożegnał się z nami i jak jej mama szybko weszła tak samo też wyszła.
- Chodźmy do pokoju. Pomalujesz mnie i pokręcisz mi końcówki. - zaciągnęła mnie podekscytowana.
- Dobrze. - zaśmiałam się i usiadłam na kanapie. Ta pobiegła gdzieś i po kilkunastu minutach przyleciała ubrana podobnie do mnie. - Bliźniaczki! - wrzasnęłam i zaczęłam się śmiać.
- Musimy sobie zrobić zdjęcie. Ale to jak mnie przyszykujesz! - zarządziła. Czekałyśmy aż lokówka się nagrzeje i zaczęłam kręcić młodej Argentynce końcówki. Zajęło mi to bardzo długo, mimo iż robiłam to nie dokładnie aby uzyskać lepszy efekt. Następnie zajęłam się makijażem. Pomalowałam ją tak samo jak siebie. Była w pełni gotowa. Zrobiłyśmy sobie selfie, a potem zdjęcie w lustrze. Jedno wstawiłam ja, a drugie ona. Oczywiście od razu zaczęli wysyłać mi prośby o obserwowanie, ale ja postanowiłam, że będzie to tylko instagram dla znajomych. Chcę mieć odrobinę prywatności. Przyjaciółka zadzwoniła po taksówkę i po około dwudziestu minutach przyjechała. W miedzy czasie oczywiście zaczęłyśmy różne tematy. W dodatku zrobiła pyszne jedzonko. Podczas rozmowy na szczęście nie weszła na temat Antonella-Gerard. Wsiadłyśmy do taksówki i przemiły kierowca dowiózł nas pod sam klub. Dziewczyny czekały tylko na nas. Wszystkie wystrojone oprócz Rafaelli. Ona była jakaś taka smutna i niechętnie podchodziła do imprezy. Zadziwiłyśmy dziewczyny naszym wyglądem, ale jakoś to zaakceptowały. Ochroniarz wpuścił nas do loży VIP. Zajęłyśmy ogromny stolik w kącie. Usiadłam obok Kylie i Rafaelli. Dręczyło mnie żeby zapytać co się stało. Tak bardzo było mi jej szkoda.
- Rafcia.. Co jest? - zapytałam spoglądając na nią.
- Nic.. - widać, że uciekała od tematu.
- Widzę przecież, że coś się stało. - westchnęłam.
- Jordi.. Dziwnie się zachowuje.. Tu z jednej strony jest miły, czuły.. Zabiera mnie na plaże.. Ale z drugiej nie stara się o to, żebyśmy byli parą. - powiedziała smutna.
- W pełni Cię rozumiem. - przytuliłam ją mocno.
- Gerard? - spojrzała mi w oczy.
- Tak, ale ja do Niego nic nie czuje. - zaśmiałam się. - No laski! Musimy się napić. - zarządziłam. Raquel zagadała do barmana i przyniósł nam po drinku. I tak jeden, po drugim.. Impreza się rozkręcała. Szalałyśmy z dziewczynami jak głupie. One były najlepsze. Kylie wyrwała mnie na parkiet i zaczęłyśmy wywijać. Dołączyły dziewczyny. Nawet Rafa, która była już wstawiona. Trochę zmęczone wróciłyśmy na nasze miejsce. Zamówiłyśmy tym razem sok i piłyśmy.
- Ej czy to nie jest Gerard? - szturchnęła mnie Anna. - O jest i Sergi, Andres, Leo, Marc, drugi Marc, Ivan. - wskazała na nich palcem. - O i Neymar z Jordim.
- Co oni tutaj robią? - oburzyła się Rafaella.
- Czy któraś z was się wygadała? - zaśmiałam się. Żadna się nie przyznawała.
- Nie to, że się wygadałam, ale Andres mógł sobie wejść w moje rozmowy jak poszłam się kąpać. Zabiję dziada. - odparła ze złością.
- Cześć laski! - wrzasnął Sergi i wepchał się między mnie a Argentynkę. - Patrzcie chłopcy. Poderwałem dwie Antonelki - wybuchł śmiechem.
- Lecz się. - skwitowałam.
- Za późno.. - odezwał się Gerard.
- Chodźcie potańczyć. - porwał mnie Neymar. Wszyscy poderwali się za nami na parkiet. Brazylijczyk wywijał jak nienormalny. Ale mimo wszystko fajnie się z nim tańczyło. Gerard tańczył sobie z Kylie. Coś mu gadała. O nie.. Nagle tańczyłam już z Leo. Z niego też niezły wariat. I takim oto cudem zatańczyłam z każdym. No może pomijając Pique.
- Odbijany. - Hiszpan podszedł do nas. Czyli do mnie i do Jordiego.
- Okej. - szeroko się uśmiechnął i ten wielkolud zaczął ze mną tańczyć. Fajnie się w sumie tańczyło. Nie podeptał mnie ani nic z tych rzeczy. Uśmiechał się nawet. I nawet nie zwracając na to uwagi przetańczyłam z nim cztery piosenki.. Kiedy już się skończyła wróciliśmy do reszty. Usiadłam na swoje miejsce i Gerard wepchał się obok mnie. Przyglądał mi się i przyglądał. Czułam się trochę skrępowana.
- I co zjadłaś? - zapytał nagle.
- Trzy kawałki pizzy, a później z Anto jakieś danie. Sama zrobiła. - odpowiedziałam.
- A dobrze się już czujesz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Podchodzili do nas jacyś nieznani faceci i prosili do tańca. W sumie co nam szkodzi. Był nawet przystojny. Zaczęliśmy tańczyć i fajnie się z nim gadało.
- Pójdziemy na chwilę na zewnątrz? Bo tutaj jest strasznie głośno.. - zaproponował.
- Okej. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy przed klub.
- Jesteś bardzo ładna. - stwierdził przyglądając mi się.
- Dzięki. - westchnęłam, a ten przybliżył się do mnie na dość niebezpieczną odległość.
- Na prawdę mi się podobasz. - stwierdził.
- Super, ale czy mógłbyś się odsunąć? - fuknęłam.
- Nie tak szybko. - złapał mnie za dupę.
- Puść mnie. - warknęłam, ale to było na nic. Był coraz bardziej nachalny. Z bezradności, aż łzy zaczęły spływać po moich policzkach. - Zostaw mnie.. - poprosiłam.
- Nie rozumiesz co powiedziała?! - odepchnął Go ode mnie Gerard.
- A kim Ty niby jesteś? - prychnął i podszedł do mnie. Uderzył mnie w policzek. Spojrzałam na Gerarda i widziałam, że jest wściekły.
- Może zmierz się ze mną, a nie bijesz taką drobną dziewczynę? - warknął Pique, po czym wywalił mu w twarz. Obleśny koleś oddał mu oczywiście i zaczęli się bić.
- Gerard zostaw go.. Nie warto. - chciałam Go jakoś powstrzymać. Ale ten mnie nie słuchał.
- Jeszcze raz tkniesz moją Antonellę to Cię zabiję, kumasz? - odepchnął Go, a tamten uciekł.
- Dziękuje, nie musiałeś.. - rzuciłam mu się w ramiona i poczułam takie ciepełko w serduchu.
- Uderzył Cię. Nie miałem innego wyjścia.. - powiedział ze spokojem w głosie. - Nocujesz dziś u mnie? - spytał bez zastanowienia.
- A mogę? - to było głupie pytanie.
- Możesz. - zaśmiał się.
- Ale przejdźmy się na piechotę. - zaproponowałam.
- Jak sobie życzysz. - westchnął. Był jakiś miły. Szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę Jego willi.
- Twój chłopak nie będzie zadowolony, że nocujesz u mnie. - stwierdził po dłuższej chwili.
- Nie mam chłopaka. - powiedziałam stanowczo.
- A ten blondyn z kawiarni? - zapytał.
- To Rodri. Mój dobry kumpel. Gra w Barcelonie B. - zaśmiałam się, ale to chyba było nie na miejscu. - Nic nas nie łączy poza przyjaźnią. - wyjaśniłam.
- No dobra. - odparł patrząc w gwiazdy.
- Masz dziewczynę? - wypaliłam bez zastanowienia. Nie panowałam na tym co mówię.
- Kochana, ja nie bawię się w dziewczyny. - stwierdził oschle.
- Dlaczego? - zaintrygowała mnie ta odpowiedź.
- Jestem za stary na miłość. Bawię się tylko nimi. Każda jest tylko na jedną noc. - wyznał otwierając drzwi do swojej willi.
- To dlaczego ja tutaj jestem? - zapytałam po prostu. Byłam ciekawa jego odpowiedzi.
- Nie wiem. Na prawdę nie wiem. Masz w sobie coś, co nie pozwala mi Cię skrzywdzić. Żadna dziewczyna jeszcze tak na mnie nie zadziałała. Do żadnej nie mówiłem "skarbie". Z żadną się tak nie droczyłem. Chciałem Cię po prostu lepiej poznać.Nie wiem co się ze mną dzieje. - usiadł na kanapie. Byłam zadziwiająco szczęśliwa jak i smutna. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Myślałam, że powie coś w stylu "sam się nad tym zastanawiam". - Pewnie Luis nagadał Ci żebyś trzymała sie ode mnie z daleka? - zaśmiał się.
- Skąd wiedziałeś?
- Domyśliłem się. Wiele osób jest tak do mnie nastawionych, ale jakoś nic nikomu nie zrobiłem.
- Gdzie trzymasz apteczkę? - zmieniłam nagle temat, bo miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Przy okazji rękę też.
- W szafce, tam w przed pokoju. - odparł kładąc głowę na oparciu. Poszłam po apteczkę i po chwili z nią wróciłam. Nie wiedziałam jak mam usiąść. - Nie bój się. Siadaj. - pokazał na swoje kolana. - Ostatnio nie miałaś z tym problemu. - wybuchł śmiechem. Spiorunowałam Go spojrzeniem i usiadłam tak jak kazał. Opatrzyłam wszystko dokładnie i odniosłam ją na miejsce.
- Włącz jakiś film.. - zaproponowałam.
- Greya? - wybuchł śmiechem, kiedy włączył telewizor.
- No zostaw już. - uśmiechnęłam się.
- Okej. - odparł z obojętnością. Nie odezwałam się już tylko skupiłam się na oglądaniu.
- Podobny jesteś do tego Greya. - stwierdziłam patrząc się w telewizor.
- Jestem przystojniejszy. - zaśmiał się.
- Nie. - chciałam się trochę podroczyć. - Chodzi mi o to, że jesteś taki tajemniczy jak on.. - popatrzyłam na Niego.
- W sumie racja. I jeszcze mam pokój zabaw, w którym zabawiam się z moimi podwładnymi. - a tego to bym się nie domyśliła. Kiedy to powiedział mina mi zrzedła. Chciałabym widzieć swoją reakcje na jego słowa. - Taki żarcik. - dodał śmiejąc się jak dziecko.
- Głupi jesteś. - walnęłam go poduszką.
- Ale przynajmniej przystojny. - odparł z dumą.
- On też. - stwierdziłam.
- Ha! Czyli sądzisz, że jestem przystojny! - zaczął mnie łaskotać.
- Oj spadaj. - wybuchłam śmiechem. - O której jutro trening?
- O 11, a potem do Luisa na obiad. - poinformował mnie.
- Suareza? - zapytałam.
- Enrique. - odparł. - Znasz takiego? - posłał mi szereg śnieżnobiałych zębów.
- Nie, nie znam. - powiedziałam z ironią. - Kto jeszcze będzie?
- Sergi, Marc, drugi Marc, Xavi, Arda, Andres i może Rafinha. - wymienił.
- Rafinha. - powtórzyłam po nim.
- Coś nie tak? - spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Okej. Późno już trzeba iść spać. - wstał z kanapy.
- Ale w czym ja mam spać? - zapytałam.
- Czekaj, dam Ci jakąś koszulkę. - westchnął.
- Może być ta sama co wtedy. Chyba, że już ją uprałeś. - stwierdziłam.
- Uprałem już. - weszliśmy na górę do jego ogromnej sypialni. - Proszę. - wręczył mi czarną koszulkę z nike. Udałam się do łazienki i umyłam. Weszłam sobie do sypialni Gerarda. - Naszykowałem Ci łóżko w pokoju gościnnym. - oznajmił mi.
- Okej. - westchnęłam głośno i poszłam do tego pokoju. Położyłam się na łóżku i próbowałam zasnąć. Niestety na marne. Ten Gerard to jest niełatwa zagadka. Po jakiejś półgodzinie bezczynnego leżenia wstałam i poszłam do sypialni Gerarda. - Gerard? - szepnęłam.
- Coś się stało? - w ciemności widziałam jak się podnosi.
- Nie mogę zasnąć. - dalej szeptałam. Nawet nie wiem dlaczego.
- Ech. - westchnął ponownie padając na poduszki. Bez jego zgody wgramoliłam się na łóżko i przytuliłam do Niego. Ten nawet mnie nie objął. Ale nawet na to nie zwróciłam najmniejszej uwagi. Zmęczona całym dzisiejszym dniem zasnęłam...