czwartek, 25 lutego 2016

3.

"So love me like you do, love me like you do
Love me like you do, love me like you do
Touch me like you do, touch me like you do
What are you waiting for?"

♥♥♥ 
Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez okno. Tak bardzo nie chciało mi się wstawać. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na zegarek. 13;45.. O matko jak ja mogłam tyle spać? No nic, trzeba wstawać. Podniosłam się niechętnie z łóżka i założyłam kapcie. Zeszłam na dół. W kuchni natomiast był tylko Xavi. W zasadzie nie wiem co On tu w ogóle robi.. Wyszłam z kuchni i poszłam na podwórko. Luisa nigdzie nie było. Dziwne. Ponownie wróciłam do kuchni i podeszłam do Xaviego. 
- Cześć Xavi. - przytuliłam go na powitanie. 
- Witam, witam. - odwzajemnił mój uścisk. 
- Gdzie Luis? - zapytałam. 
- Na lotnisku, pojechał po Twoją ciotkę Elenę. - odpowiedział mi z uśmiechem. 
- Mhm.. Lecisz dzisiaj na imprezkę do Neymara? - byłam ciekawa czy Go zaprosił. 
- A no planuję się tam pojawić. Słyszałem, że Ty też i to na 1000%. - zaśmiał się. 
- Skąd masz takie informacje? - zdziwiłam się. 
- Gerard nam to zapewnił. - szeroko się uśmiechnął. - Widzę, że coś się między wami kroi.. 
- Wydaje Ci się. - zaczerwieniłam się lekko. 
- Kochanieńka mnie nie oszukasz. - podał mi talerz spaghetti. Zjadłam je szybko i do domu wszedł wujek. 
- Jesteśmy! - krzyknęła ciotka. - Ojej, Antonellka jak miło Cie widzieć. - przytuliła mnie od razu. 
- Mi Ciebie również. - odwzajemniłam Jej uścisk. Poszłyśmy do salonu i zaczęło się plotkowanie. Chyba zajęło nam to ponad dwie godziny. Opowiadała mi jak tam było w Londynie, do którego wyjechała na miesiąc. Mówiła, że muszę tam kiedyś polecieć i zwiedzić to miasto. Powiedziałam o wszystkim co wydarzyło się w Oslo. Zaczęła mi doradzać co mam robić. Zawsze mi jakoś pomagała. Miałam w niej oparcie. Traktowała mnie jak córkę.
- Nelka! Gotowa na imprezkę? - wpadła do domu Kylie. 
- Jaką imprezkę? - zapytał wujek. 
- U Neya. - odpowiedział za mnie Xavi. 
- A no to możesz iść. - zaśmiał się wujek. 
- Kylie musimy pogadać. - zaciągnęłam ją na górę. Zamknęłam drzwi i usiadłam na fotelu, a Ona rozwaliła się na moim łóżku.
- No to o czym chcesz rozmawiać? - zapytała podrzucając poduszkę.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że w kinie będą również Gerard i Marc? - zaczęłam temat.
- Bo pewnie byś się nie zgodziła. Zresztą to Geri wymyślił. Kazał mi Cię przyprowadzić. Musiałam to zrobić. On nie chce nigdy się spotykać z dziewczynami, z którymi spędził noc. A w stosunku do Ciebie chyba zmienił nastawienie. - wytłumaczyła.
- Nie jestem tego taka pewna.. - powiedziałam z niechęcią.
- Ale ja jestem. Impreza jest o 20;00. - powiadomiła mnie.
- Gerard ma po mnie być o 18;00.. - westchnęłam.
- Uuuu.. to trzeba Cię jakoś przyszykować. - zaklaskała podekscytowana. Wstała ja torpeda z łóżka i zaczęła wyrzucać rzeczy z mojej szafy. - Mam! - krzyknęła na cały dom.
- Co Ty znowu masz? - weszła do pokoju ciocia i oparła się o komodę stojącą przy drzwiach.
- Ładną bluzeczkę i spódniczkę. Muszę ją wystroić dla Gerarda. - opowiedziała jej o swoich zamiarach.
- Dla Gerarda Pique? - chciała się upewnić.
- Tak, dla Niego. - szeroko się uśmiechnęła.
- Koleguję się z Jego mamą. Miły z Niego chłopak, ale strasznie zagadkowy. - westchnęła.
- Dopiero co rozstałam się z chłopakiem, a Ty Kylie chcesz mnie spiknąć z kolejnym.. Wujkowi się to nie spodoba. - oburzyłam się.
- Faktycznie. Ale nic mu nie powiem. - ciotka posłała mi szereg białych zębów. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, który leżał na komodzie. - Gerard - odparła ucieszona i podała mi telefon.
- No weź to odbierz. - nakazała mi przyjaciółka.
- Ych.. - zmroziłam ją wzrokiem. - Słucham? - odebrałam.
- Kotku nie mów słucham, bo Cię wyrucham. - nie wiem czy żartował, czy mówił serio.
- Już to zrobiłeś. - chciałam to jakoś obrócić w żart i zaczęłam się śmiać.
- I z chęcią zrobiłbym to po raz drugi. - czułam, że się uśmiecha.
- Pomarzyć zawsze można. Ale przejdźmy do sedna. Co chcesz? - zapytałam.
- Bądź gotowa o 18;00. Spakuj sobie rzeczy, bo dziś nocujesz u mnie. A i weź jeszcze strój kąpielowy, bo zabieram Cię jutro na plażę. - zarządził.
- A może ja nie chcę? - zapytałam sarkastycznie.
- To zechcesz. - fuknął.
- W ogóle nie liczysz się z moim zdaniem. Ty nadęty baranie. - burknęłam.
- Nie złość się. Do wieczora skarbie. - zaśmiał się i zakończył rozmowę. Oj zemszczę się za to skarbie.
- Co chciał? - od razu zapytała moja przyjaciółka.
- Wymyślił, że zabiera mnie jutro na plaże. - westchnęłam.
- On Cię lubi! - znowu wrzasnęła i mnie przytuliła.
- Nie. - zaprotestowałam. - On nie lubi mnie, a ja nie lubię Jego.
- Zobaczymy za niedługo. - zaśmiała się.
- Spadaj. - burknęłam.
- Daję mu miesiąc, ewentualnie dwa. Zakocha się w Tobie. - stwierdziła.
- Tylko, że ja tego nie chcę.. - odparłam.
- Niby dlaczego? - dalej drążyła temat.
- Bo nie. - fuknęłam. - O kurde już prawie siedemnasta.. Idę się myć. - dodałam. Poszłam do łazienki i wykąpałam się. Owinęłam ciało ręcznikiem i postanowiłam wyjść z łazienki, aby zabrać ciuchy. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Gerarda leżącego sobie na moim łóżku i bawiącego się misiem.
- Co Ty tutaj robisz? - oburzyłam się i jeszcze mocniej trzymałam ręcznik żeby mi się nie zsunął.
- Troszkę milej skarbie. - posłał mi całusa w powietrzu.
- O już wyszłaś. - wróciła do pokoju Kylie.
- Ty Go tutaj wpuściłaś? - posłałam jej groźne spojrzenie.
- Twoja ciotka. - ta to się potrafi wymigać. - Ja poszłam po paletkę i szminki. - odparła z dumą wyciągając z torebki te rzeczy.
- Mhm.. Idę się przebrać i zaraz wracam. - powiadomiłam ich i z rzeczami wróciłam do łazienki. Ubrałam się w wybrane przez moją najlepszą przyjaciółkę ciuchy i rozczesałam włosy. Nie chciałam nic z nimi robić, bo dzisiaj wyglądały elegancko. Wyszłam z łazienki i usiadłam na skrawku łóżka.
- Zrobię Ci makijaż. - zaklaskała urocza Hiszpanka.
- Tylko błagam Cię nie przesadź. - poprosiłam ją.
- Kochana, nie pierwszy raz Cię maluję więc spokojnie. - ufałam jej, ale mimo wszystko, kiedy Ona się do czegoś zabiera to nie zawsze kończy się dobrze.
***
Równo z godziną 18;00 skończyła mnie malować. Wzięłam od Niej lusterko i przejrzałam się w nim. Jak dobrze, że nie przesadziła z tym makijażem. Tego się najbardziej bałam.
- Jeju dłużej się nie dało? - marudził Geri, który ewidentnie się nudził.
- Ale zobacz jak pięknie wygląda. - Kylie była dumna ze swojej pracy.
- No nie jest źle. - zaśmiał się i dostał za to w ramie od mojej przyjaciółki. - Spakowałaś sobie to o co Cię prosiłem? - zwrócił się do mnie.
- Tak. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- W takim razie jedziemy, skarbie. - specjalnie chciał mnie zdenerwować.
- Zemszczę się za to skarbie. Zobaczysz. - syknęłam.Wyszliśmy z domu i Gerard otworzył mi drzwi, jak prawdziwy dżentelmen. - Poradziłabym sobie sama. - udawałam niezależną.
- Oj Antonella.. - westchnął zajmując miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam zapinając pasy.
- Na przejażdżkę. - odpowiedział oschle. Ale mi to dużo mówi. Dlaczego do cholery On jest taki tajemniczy? Wcześniej się śmiał, żartował.. A teraz jest taki obojętny. Swoim zachowaniem sprawia, że chcę się bardziej nim zainteresować.
- Wow, dużo się dowiedziałam. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
- Im mniej wiesz, tym lepiej skarbie. - wybuchł śmiechem.
- Nie znoszę Cię. - posłałam mu zabójcze spojrzenie.
- No patrz. Ja Ciebie też. - fuknął. Zaczęłam się rządzić w jego samochodzie jak w wujka. Ściągnęłam buty po czym położyłam sobie nogi na siedzeniu. Bez Jego pozwolenia włączyłam radio. Akurat leciała piosenka Adele. Uwielbiałam ją. Pod głosiłam i zaczęłam sobie nucić. Gerard co chwilę spoglądał na mnie ukradkiem.
- Skoro mnie nie znosisz, to dlaczego zabierasz mnie na przejażdżkę? - przerwałam nagle tą krępującą ciszę.
- Też zadaje sobie to pytanie. - odparł chamsko. Trochę ukuło mnie w serduchu, ale taki On już jest. Chamski i bez uczuć. Pojeździliśmy jeszcze chwilę i dojechaliśmy do Jego willi.
- To miała być przejażdżka, a nie odwiedziny w Twoim domu. - skoro On jest taki wredny, to i ja będę.
- Zmieniłem zdanie. - otworzył mi drzwi i weszłam do środka.
- Zmieniasz zdanie, jak baba w ciąży. - skwitowałam.
- Zabawna jesteś Martinez. - wszedł do kuchni i wyciągnął dwa kieliszki do wina, a potem butelkę.
- Czy Ty próbujesz mnie upić jeszcze przed imprezą? - spojrzałam na Niego.
- Dwie lampki wina jeszcze nikomu nie zaszkodziły. - posłał mi szczery, a zarazem dziecięcy uśmiech. Usiedliśmy w salonie i wypiliśmy po lampce wina.
- Siema Gredku! - wleciał do domu Roberto. - Ups, nie chciałem w czymś przeszkodzić. - zakrył dłonią usta.
- Nie masz nawet w czym przeszkadzać. - uśmiechnęłam się.
- Idę się przebrać i za chwilę jedziemy. - oznajmił Gerard. - Sergi zadzwoń po taksówkę. - nakazał mu.
- Się robi brate! - wrzasnął na cały dom i zamówił taksówkę.
- Brate? - spojrzałam na Niego dziwnie.
- Tak sobie Go nazywam. Jeden z najlepszych kumpli, więc braciszek. A Ty możesz być moją przyszywaną siostrzyczką. Bo raczej do siebie byśmy nie pasowali. A szkoda, bo jesteś bardzo urodziwą dziewczyną. Muszę sobie znaleźć jakąś dziewczynę. Bo widzę, że Gredzio sobie znalazł. Tylko ja zostałem sam. A no i jeszcze Rafinha. - gadał jak najęty. - To co? Zostaniesz moją przyszywaną siostrzyczką? - poruszył zabawnie brwiami.
- Zostanę. - zaśmiałam się.
- To super. Jutro jedziesz z nami na plaże. Będzie super. Będziemy się chlapać w wodzie, będziemy się opalać. Nie mogę się doczekać. Będzie Leo z Anto, Ney z Shak, Jordi z Rafcią, Marc z Kylie no i ja z Rafinhą. Sami jak palec. No ale takie życie singla. - jeju ile On gadał. Nie nadążałam nad tym co mówił.
- A Gerard ze swoją dziewczyną? - zapytałam. Ten mnie wyśmiał. Ale nic nie powiedział. Pewnie powodem tego było, to iż wrócił do nas Hiszpan.
- Gredziu właśnie zostaliśmy oficjalnie rodzeństwem! - objął mnie ramieniem.
- To gratuluję. - wymamrotał i męczył się z koszulą, bo nie równo zapinał guziki. - Ja pierdole, pomoże mi ktoś? - uniósł się. Wstałam z kanapy i podeszłam do Niego. Miałam 1.73 wzrostu, a On 1.92.. Dwadzieścia centymetrów różnicy. Sięgałam mu do ramion. Żeby spojrzeć na jego twarz, musiałam podnosić głowę do góry. Uśmiechnęłam się tylko do Niego, a On również do mnie. Rozpięłam mu tą koszulę i guzik po guziku zapięłam tak jak powinno być. Ten ciągle się do mnie mnie cieszył. I znowu zmienił się Jego nastrój. Nie rozumiałam tego. No ale nie mam zamiaru o tym myśleć. Nagle przyszło mi powiadomienie na Whatsapp

Sergi Roberto utworzył(a) konwersacje.
Sergi Roberto dodał(a) użytkowników Gerard Pique, Antonella Martinez, Kylie Jenner, Marc ter Stegen oraz Andres Iniesta
Sergi Roberto nadał(a) nazwę konwersacji Moi bracia i siostry
Gerard Pique : Po co siedzisz u mnie na kanapie w salonie i tworzysz konwersacje? 
Marc ter Stegen : Geri nie pamiętasz, że On ma coś nie tak z główką? :D 
Andres Iniesta : Oj chłopcy, chłopcy.. Gotowi na imprezkę? :3 
Sergi Roberto : Gredzio w 100%. Antonella Go ubrała i się cieszy! <3 
Kylie Rodriguez : Uuuu.. co tam się wyprawia? :D <3 
Sergi Roberto wysłał(a) zdjęcie. 
Andres Iniesta : Geruś jaki szczęśliwy *-* Taki zakochany.. <3
Antonella Martinez : Sergi, kochany braciszku.. Czy Ty chcesz za chwilę dostać po łbie? :* 
Gerard Pique : Dołączam się do pytania Anto :D 
Kylie Rodriguez : Ale to zdjęcie jest słodkie. <3 
Gerard Pique nadał(a) pseudonim użytkownikowi Sergi Roberto - Głupi idiota
Głupi idiota nadał(a) pseudonim użytkownikowi Gerard Pique - Kochaś Antonelli 
Kochaś Antonelli : Lecz się downie! 
Kylie Rodriguez : Dobra, zbierajcie się na imprezkę! Do zobaczenia za chwilę :) 
Antonella Martinez : No do zobaczenia gwiazdki✨  
Wyświetlone przez użytkowników Głupi idiota, Kochaś Antonelli oraz Kylie Rodriguez.

No co za idiota. Zabije Go po prostu. Spojrzałam na Gerarda, ten na mnie i wybuchliśmy śmiechem. Zdenerwowałam się trochę na Roberto, ale nie będę mu robić awantur. Przecież to i tak dla żartów. Pobrałam sobie oczywiście to zdjęcie i wyłączyłam internet. Schowałam telefon do torebki i mogliśmy wychodzić. Przed domem czekała już na nas taksówka. Wsiadłam do niej pierwsza i przywitałam taksówkarza. Obok mnie usiadł Gerard, a przednie siedzenie zajął mój braciszek. Droga nie trwała dość długo. Po około 10 minutach byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy z auta i Gerard zapłacił. Zdenerwowałam się trochę, ponieważ chciałam zapłacić za siebie. Z domu Brazylijczyka było słychać dudniącą muzykę. Sergi zadzwonił domofonem i wyszedł po nas sam Brazylijczyk. Wpuścił nas do środka i od razu Jego partnerka życiowa o imieniu Isabel zaproponowała drinki. 
- Shak w rzeczywistości jesteś jeszcze piękniejsza. - skomplementowałam ją. Kochałam jej piosenki. Były świetne. 
- Dziękuje. - posłała mi szczery uśmiech. - Geruś Słoneczko, mam nadzieję, że się ustatkujesz. - zwróciła się do Hiszpana stojącego obok mnie. Spojrzałam na Niego pytająco, a ten machnął ręką. Tym razem był znowu obojętny. Tak bardzo mnie to denerwowało. 
- O Nelcia już jesteście. - zauważyła naszą obecność Rafaella. 
- Hej wszystkim. Jestem Antonella, to tak dla tych ,których jeszcze nie poznałam. - przywitałam się. 
- Ooo.. moja imienniczka! Jak super. - od razy przytuliła mnie wybranka Leo Messiego. Po kolei przedstawiały mi się partnerki piłkarzy. Od razu polubiłam sie z moją imienniczką. Zaczęłyśmy rozmawiać na milion tematów. Nawijałyśmy jak najęte, a Leo z Gerardem przyglądali się nam pijąc visky. 
- Napiłabym się czegoś. - westchnęłam. 
- To pójdę Ci po drinka skarbie. - szeroko się uśmiechnął, a ja posłałam mu spojrzenie w stylu "zamknij się już i nic więcej nie mów"
- Jesteście ze sobą? - zapytała mnie Argentynka. 
- Nie.. - pokręciłam przecząco głową. 
- Proszę bardzo skarbie. - podał mi drinka. 
- Nie jestem Twoim skarbem.. - warknęłam. 
- Oj skarbie, skarbie.. - poklepał mnie po ramieniu, a ja spiorunowałam Go wzrokiem. 
- Zemszczę się. - burknęłam. 
- Pomogę Ci. Już mam niezły plan. - szepnęła mi i wyjawiła nasz tajny plan. Duet Martinez&Rozccuzzo działał wyśmienicie. 
- Kto chciałby zagrać w pokera? - zapytał nagle Neymar. 
- Ja z chęcią zagram! - powiedziała Anto i usiadła przy stole. 
- Ja w sumie też nie mam nic przeciwko. - przysiadłam się. 
- No ja mogę zagrać. - westchnął Gerard. Była nas dziesiątka Neymar, Antonella, Kylie, Ja, Gerard, Leo, Rafinha, Dani Alves, Shak i Sergi. 
- Tylko jak gramy? - zapytał Brazylijczyk. 
- Rozbieranego. - stwierdził pewny siebie Rafael. 
- Zagrajmy w pytanie czy wyzwanie. Neymar skoro wymyśliłeś, żebyśmy grali to będziesz nam zadawał pytania lub wyzwania. - w sumie to był bardzo dobry pomysł. 
- Brate Ty to jednak czasem pomyślisz. - Leo poczochrał Jego fryz. 
- Dobra gramy! - zarządził i porozdawał karty. Grało nam się świetnie. Neymar wymyślał tak głupie wyzwania, że to głowa mała. Z Anto musiałyśmy biegać po ogrodzie ze śmietnikiem. Kylie musiała zrobić sobie kompromitujące zdjęcie, które później wstawiła. Gerard z Rafem musieli zaśpiewać "Baby" Biebera. O pytaniach jakie zadawał to już nie wspomnę... Brazylijczyk stwierdził, że chce ze mną zagrać jeden na jeden. W sumie nie miałam nic przeciwko. Da Silva rozdał karty i kiedy na nie spojrzałam byłam pewna, że wygram. Miałam karetę króli i królową. Pewna siebie położyłam te karty, a Brazylijczyk się tylko zaśmiał, po czym położył swoje. Skubany miał karetę asów i królową. Bezapelacyjnie wygrał. 
- Jak Ty.. - nie dowierzałam. 
- No wiesz.. Jestem w tym najlepszy. - odparł z dumą. - Dobra, przegrałaś więc pytanie czy wyzwanie? - zapytał. 
- Niech będzie wyzwanie. - westchnęłam. 
- Teraz to już będzie harkor jak nic. - zaklaskał. 
- Boję się trochę, ale dawaj. - ponagliłam go. 
- Usiądź Gerardowi na kolana i Go pocałuj. - wypalił ze śmiechem, a mi mina zrzedła. - Co? Wymiękasz? - dodał śmiejąc się. Antonella Martinez nigdy nie wymięka kochany Neymarku. Wstałam ze swojego miejsca i usiadłam Hiszpanowi na kolana. Spojrzałam mu w oczy i delikatnie pocałowałam. Ten objął mnie w talii i pogłębił pocałunek. 
- Irytujesz mnie Pique. - szepnęłam mu do ucha, po czym wstałam pozostawiając obrońce w osłupieniu i ponownie usiadłam na swoje miejsce. Wszyscy byli z lekka w szoku, a napastnik chyba nie dowierzał, że mogłabym to zrobić. 
- No, no Martinez propsy! - zaczął mi klaskać. Zaczęliśmy kolejną kolejkę i graliśmy tak jeszcze z godzinę. Gerard tylko się do mnie głupio uśmiechał. 
- Siostrzyczko chyba będziemy się zbierać. Nie Gredi? - przyszedł do nas Sergi. 
- No my już będziemy się zbierać. - stwierdził Pique - Chodź skarbie. - zwrócił sie do mnie. 
- Zobaczysz, że się zemszczę. - fuknęłam jak wychodziliśmy. Wsiedliśmy do taksówki i zrobiłam się senna. Odwróciłam się od Hiszpana i zasnęłam patrząc się w szybę..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz