środa, 24 lutego 2016

2.

"I'll take every single piece of the blame
If you want me to
But you know that there is no innocent one in this game for two."

 ♥♥♥
Przebudziłam się przecierając zaspane oczy. Podniosłam się i zerknęłam na zegarek stojący na stoliku nocnym. Była 4:22. Rozejrzałam się po pokoju, ale było dość ciemno. Mimo wszystko poznałam, że nie jestem w swoim pokoju. Pościel była z przyjemnego, aksamitnego materiału, łóżko było wygodniejsze, a zarazem większe. Jak ja się tutaj znalazłam? Co ja tu robię? Milion pytań przychodziło mi na myśl w tej chwili.. Antonello Martinez coś Ty wczoraj nawywijała.. Rozejrzałam się ponownie po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Spojrzałam na prawą stronę łóżka. Obok mnie słodko spał pół nagi Gerard Pique. Ja spałam całkiem naga. Jeju co ja narobiłam... Gdy tak rozmyślałam, ten przysunął się do mnie. Czułam Jego oddech na swoim ramieniu. Nagle przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Bardzo dziwnie się czułam. Wstałam szybko i założyłam bieliznę leżącą na podłodze. Chciałam również ubrać się we wczorajszą sukienkę, ale nigdzie jej nie było. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół gdzie leżały moje rzeczy. Nasze ciuchy były porozrzucane po salonie. Wzięłam moją sukienkę i założyłam ją na siebie. Wzięłam do ręki torebkę oraz szpilki, po czym po cichu wyszłam z jego ogromnej willi. Zobaczyłam jaka to dzielnica i przypomniało mi się, że dzielnicę dalej znajduje się moja. Najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam w stronę swojego domu. W pierwszy dzień pobytu już na wywijałam. Ja to mam szczęście.. 
***
- Nelka! Wstawaj.. - czułam jak ktoś mnie szturcha. 
- Daj mi spokój.. - wymamrotałam. 
- Anto.. Weź wstawaj.. Wiem, że wczoraj zabalowałaś, ale potowarzysz mi dziś na treningu. - usiadł na łóżku.
- Dobra.. - burknęłam i wstałam niechętnie z łóżka. Strasznie bolała mnie głowa i śmierdziało ode mnie alkoholem. Wujek wyszedł z pokoju, a ja wybrałam sobie szeroką bokserkę z napisem "You are mine" i jeansowe spodenki. Zabrałam również bieliznę i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Strumień zimnej wody obmywał moje ciało. Po dziesięciu minutach wyszłam z kabiny i wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się w nową bieliznę i we wcześniej wybrane ciuchy. Jak na szaloną noc, to wyglądałam w miarę okej. Podkreśliłam brwi i pomalowałam rzęsy. Nawilżyłam  jeszcze usta balsamem, ponieważ były strasznie spuchnięte. Wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki. Schowałam telefon do kieszeni i zeszłam na dół. Pierwsze co zrobiłam to skierowałam się do szafki, w której kiedyś Luis trzymał leki. Wyciągnęłam tabletki przeciwbólowe i zażyłam dwie, które popiłam wodą. Usiadłam do stołu i zjadłam dwie kanapki. Napiłam się jeszcze herbaty i wyszliśmy z domu. Zajęłam miejsce pasażera. Chwilę potem tuż obok mnie usiadł chrzestny i odjechaliśmy do Ciutat. Cała droga zajęła nam około dwudziestu minut. Enrique zaparkował na wolnym miejscu i wysiedliśmy z samochodu. Powolnym krokiem udaliśmy się do budynku. Hiszpan poszedł się przebrać, a ja przeszłam się po całym budynku, aż do wyjścia na boiska. Otworzyłam masywne szklane drzwi i wyszłam na dwór. Zauważyłam w oddali Marca oraz Claudio. Ruszyłam w ich stronę. Niemiec przywitał mnie uśmiechem. 
- Hej Nella. - przytulił mnie na powitanie. - Wiesz co, tutaj nie wolno wchodzić. - dodał zakłopotany. 
- Hej, ale ja mogę tutaj wchodzić. - zaśmiałam się. - Słuchaj, co się stało na tej imprezie wczoraj? Pamiętasz cokolwiek? - zapytałam z nadzieją, że mi wszystko opowie..
- Niestety nie pamiętam.. Obudziłem się u Kylie w domu. - takiej odpowiedzi się spodziewałam. 
- Ta, a ja u Gerarda. - fuknęłam. - Kompletnie nie wiem jak ja się tam znalazłam. Pamiętam jak jeszcze Marc z Neymarem wychodzili i jak piliśmy drinki. A potem ciemność. - złapałam się za głowę na to wspomnienie. 
- Ale wiesz co? - spojrzał na mnie z litością, a zarazem bezradnością. 
- No co? - byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia. 
- Jordi też nic nie pamięta. Jedynie Gerard. Ten to miał łeb. - zaśmiał się, a ja zmroziłam Go wzrokiem. - Także jak chcesz się czegoś dowiedzieć, to zapytaj Jego. - dodał. 
- Ter Stegen! Raz, dwa tutaj! A nie sobie jakieś pogaduchy urządzasz! - usłyszałam krzyk mojego wujka, który wchodził na murawę. - Chcę wam przedstawić moją chrześnice Antonellę. - przedstawił mnie im. Gerard spojrzał na mnie z niedowierzaniem. 
- Ale szprycha. - stwierdził Sergi Roberto spoglądając na mnie. 
- Downie i tak nie poruchasz. - odgryzł mu się Pique. 
- A Ty tym bardziej. - ten również nie pozostał mu dłużny. Widziałam, że Hiszpan chce coś powiedzieć. Już otwierał usta, ale się opamiętał. - Antonella ile masz lat? - zapytał. 
- Za tydzień kończę dziewiętnaście. - odpowiedziałam na jego pytanie. 
- O to robisz imprezkę! - objął mnie ramieniem Jordi wraz z Marciem Bartrą. 
- Mam nadzieję, że jeszcze bardziej huczną niż wczoraj. - zaśmiał się Bartra.
- O "Panna pewna siebie" - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się momentalnie. To znowu on..
- O "Pan nadęty gbur". - fuknęłam. Czuć było z daleka, że się nie lubimy.
- To wy się znacie? - zapytał ze zdziwieniem Andres.
- Ta, na lotnisku debil pomylił walizki. - zmroziłam Brazylijczyka wzrokiem. - A później nie chciał mi jej oddać. Musiałam sobie sama poradzić. - dodałam.
- Oj weź. - burknął.
- A i w dodatku pomazał mi koszulkę. - poskarżyłam się Andresowi.
- Gdyby nie ja to by się nie zatrzymał. - odparł z dumą Dani. 
- Dobra, później sobie pogadacie. Pięć kółek na początek! - zarządził wujek. Chłopcy niechętnie, ale też bez dyskusji pobiegli. Gerard tylko został. Podszedł do mnie i zaczął się przyglądać. 
- Mogłaś zostać. Zrobiłbym Ci śniadanie. A później pojechałabyś ze mną Kochanie. - wyszeptał mi do ucha. 
- Weź mnie nie wkurwiaj. - burknęłam. - Ja nic nie pamiętam.. Czaisz? Nic, a nic.. - dodałam. 
- A ja pamiętam wszystko bardzo dokładnie. - ale mnie pocieszył. - Nieźle całujesz. A w łóżku jesteś jeszcze lepsza niż myślałem. - skomplementował mnie. Czułam jak moje biedne policzki robią się purpurowe. Było mi tak wstyd.
- Lepiej idź już. - westchnęłam. Usiadłam na ławce i nie mogłam uwierzyć w to co ja narobiłam. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i od razu wybrałam numer do mojej przyjaciółki. Jeden sygnał, nie odbiera.. Drugi, trzeci i nareszcie po czwartym odebrała.
- Słucham? - powiedziała wesołym głosem. Tylko mi nie było do śmiechu.
- Kylie co ja wczoraj nawywijałam.. - odparłam przerażona.
- Z tego co pamiętam to normalnie się zachowywałaś. - zaśmiała się. - Co teraz robisz?
- Siedzę na treningu chłopaków. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Co? - nie mogła uwierzyć.
- Luis został ich trenerem i mnie zabrał. - westchnęłam.
- Okej. Za ile mam u Ciebie być w takim razie? - zapytała.
- Bądź za dwie godziny. - poinformowałam ją i się rozłączyłam.
***
Trening się zakończył i mogłam nareszcie wyjść z boiska. Poszłam szybko do środka budynku i usiadłam na parapecie przy szatni, aby w spokoju poczekać na Enrique. Wujek wszedł przed chłopakami.
- Poczekaj piętnaście minut. Szybko się ogarnę i jedziemy. - powiadomił mnie i udał się do pokoju trenerów. Siedziałam tak i siedziałam. Chłopcy po kolei wchodzili do szatni, a na końcu wszedł Jordi z Pique.
- Oj Alba, Alba.. Co Ty wczoraj wywijałeś. A Rafa? Pewnie mieliście upojną nockę. - opowiadał mu o wczorajszej imprezie.
- Ta, szkoda, że nic nie pamiętam. - wybuchł śmiechem.
- A ja pamiętam wszystko. Jedna z najlepszych imprez. - rozmarzył się.
- Jak Ty to wszystko pamiętasz, co? - był ciekawy.
- Ma się ten mocy łeb. - westchnął.
- Szkoda, że pusty. - burknęłam bez zastanowienia wstając z parapetu.
- Ale przynajmniej mam ładną buźkę. - posłał mi szereg swoich śnieżnobiałych zębów.
- Polemizowałabym nad tym. - dogryzłam mu.
- Wczoraj mówiłaś co innego. - przyparł mnie do ściany.
- Byłam pewnie tak pijana, że tego nie kontrolowałam. - wybuchłam śmiechem.
- Porozmawiamy potem na ten temat. - fuknął i wszedł do szatni.
- On nigdy nie odpuszcza. - uprzedził mnie jego przyjaciel. Z pokoju wyszedł wujek i odjechaliśmy do domu. Kylie czekała już pod drzwiami.
- Dzieńdoberek Luis. - pomachała mu.
- Cześć. - szeroko się uśmiechnął. Wpuścił nas do środka i od razu zaprowadziłam ją na górę do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i ta rozwaliła się na jednej połowie mojego łóżka. Położyłam się obok Niej.
- Widzę, że spałaś dzisiaj w swoim łóżku. - zaśmiała się.
- Od godziny 4;40 tak. - fuknęłam. - Nigdy więcej na żadne imprezy. - oznajmiłam.
- To gdzie Ty spałaś? - zdziwiła się.
- Po godzinie czwartej obudziłam się w jednym łóżku z Pique. - wyjaśniłam Jej.
- Uuu.. - zawsze denerwowało mnie jak to mówiła. - No to nieźle było.
- Weź.. Ja nic nie pamiętam.. - westchnęłam. - Ale On tak.. - dodałam.
- No to porozmawiaj z Nim.. - doradziła mi.
- Ja nie wiem czy mam odwagę.. - zmartwiłam się. - Kurwa wczoraj zerwałam z chłopakiem i wieczorem przespałam się z innym. - złapałam się za głowę. Kompletnie nie rozumiałam swojego zachowania.
- Ale za to z jakim ciasteczkiem. - ale pocieszenie.
- Wyszłam tylko na głupią idiotkę, szukającą pocieszenia u innego. - burknęłam.
- Wcale, że nie. Widać było, że przypadłaś mu do gustu, a On jest takim chłopakiem, że jak już któraś mu się spodoba to do Niej podbija. - wytłumaczyła mi.
- Obiecałam sobie, że żadnych chłopaków. - uświadomiłam ją.
- No to musisz sobie to odobiecać. - poklepała mnie po ramieniu. - W ogóle to dzwonił do mnie Neymar, że jest u Niego jutro impreza. Chciał Cię zaprosić osobiście, ale byłaś zajęta rozmową z Gerardem. - poinformowała mnie.
- Nigdzie nie idę. - fuknęłam obrażona.
- Zobaczymy. - wybuchła śmiechem. - Ej jestem głodna. - oznajmiła i do pokoju wszedł akurat Luis.
- Dziewczyny chodźcie na obiad. - zawołał nas.
- Czytasz mi w myślach. - Kylie wstała jako pierwsza i zbiegła na dół. Niechętnie zeszłam za nią, a przy stole siedział sobie Andres, Sergio, Xavi, Jordi i Gerard. Nie no ja dzisiaj chyba popełnię samobójstwo. Usiadłam na przeciwko Pique i wujek podał jedzenie. Wstałam od stołu i poszłam do kuchni po sok. Wróciłam po chwili i zajęłam swoje miejsce. Nalałam soku do szklanki i napiłam się.
- Widzę, że Cię suszy. - zaśmiał się Sergio.
- Ta.. Przesadziłam wczoraj. - spojrzałam ze złością na Gerarda.
- Zerwałaś wczoraj z chłopakiem, także miałaś prawo przesadzić. - zaśmiał się Enrique. Mina Pique była bezcenna. Nic się nie odezwałam tylko spuściłam głowę i powolnie jadłam. W ogóle nie miałam ochoty na to jedzenie. Pogrzebałam trochę i odstawiłam.
- Wiesz co Luis, ja się będę zbierać. - oznajmiła moja przyjaciółka. - Było pyszne dzięki.
- Zostań jeszcze, proszę.. - błagałam ją, kiedy odprowadziłam ją do drzwi. - Chociaż dokąd On sobie nie pójdzie.. - dodałam.
- Nie.. Teraz masz dobrą okazję, aby dowiedzieć się co wczoraj zrobiłaś. - w sumie miała racje.
- Dzięki wiesz. - burknęłam i zamknęłam drzwi. Stwierdziłam, że jest bardzo gorąco i muszę skorzystać z tego. Wyszłam na dwór i usiadłam sobie przy stole w altance. Położyłam głowę na stół i tak sobie rozmyślałam i jednocześnie stukając paznokciami o blat. Zamknęłam oczy i próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy. Ja nigdy nie schlałam się tak jak wczoraj.. Zawsze się kontrolowałam, a wczoraj? Tak jakbym straciła głowę..
- Aż tak Cię sponiewierało? - usłyszałam znajomy głos. Momentalnie otworzyłam oczy i spojrzałam na Niego.
- Próbuję sobie cokolwiek przypomnieć. - odpowiedziałam zakłopotana.
- Ech. - westchnął.
- Gerard co ja wczoraj na odstawiałam? - popatrzyłam w jego niebieskie oczka.
- Od którego momentu mam zacząć opowiadać? - widać, że chciał być uczciwy wobec mnie.
- Tutaj jesteś! - wrzasnął Alba.
- Jordi idź stąd. - fuknął.
- Dobra już was zostawiam. - zaśmiał się i wrócił do środka.
- Pamiętam jak piliśmy visky, tańczyliśmy i jak wypiliśmy te cholerne drinki. Po tym urwał mi się film. - zaczęłam nagle.
- Hmmm.. No więc, po tych drinkach siedzieliśmy sobie w szóstkę przy naszym stoliku. Wzięłaś do ręki jedną butelkę i położyłaś ją na środku stolika. Z Kylie wpadłyście na pomysł, żeby zagrać w butelkę. Z powodu tego iż była nas tylko szóstka to byliśmy razem. No i wymyślaliśmy głupie pytania i tak dalej. Rafcia zakręciła butelką i wypadło na nas. Zapytała się co wolisz pytanie czy wyzwanie. Ja powiedziałem, że wyzwanie, ale Ty byłaś innego zdania. Marc zapytał Cię "kto w tej chwili najbardziej Cię pociąga i na kogo masz ochotę". Uśmiechnęłaś się pod nosem i powiedziałaś "Pique". - na te słowa zrobiłam się czerwona. - Też się uśmiechnąłem i zaczęliśmy się całować. Dziwne, że tego nie pamiętasz. W pełni kontaktowałaś, mówiłaś płynnie. Wcale nie było widać, że jesteś pijana. No ale przejdźmy do sedna. Poszliśmy jeszcze chwilę potańczyć i stwierdziłem, że trzeba się już zbierać. Zamówiłem taksówkę i odjechaliśmy do mnie. - opowiadał patrząc mi w oczy.
- Nie mogłeś zawieść mnie do domu? - przerwałam mu.
- Chciałem to zrobić, ale powiedziałaś, że chcesz jechać do mnie. U mnie wypiliśmy jeszcze butelkę czerwonego wina. No i stało się. - zakończył swoją wypowiedź oraz szeroko uśmiechnął na tamto wspomnienie.
- O Boże.. - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
- Nie dramatyzuj.. - machnął ręką. - Było wyśmienicie Maleńka. - dał mi buziaka w policzek.
- Mówisz serio, czy nie chcesz być niemiły? - fuknęłam.
- Jestem szczerym człowiekiem. - westchnął. - Dobra, późno się robi. Nie chcę żeby ktoś sobie pomyślał, że coś nas łączy. Ale w sumie, chciałbym żeby nas coś łączyło. - dodał wychodząc. Chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi takiej okazji. Wstałam z ławki i wróciłam do domu.
- O czym wy tak rozmawialiście? - zapytał wujek, kiedy wchodziłam już po schodach.
- Był ciekawy dlaczego wróciłam, skąd przyleciałam i tak dalej. - wymyśliłam coś na poczekaniu.
- Aż taki ciekawski jest? - zaśmiał się.
- No jak widać tak. - odparłam. Weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, była to Kylie. Szybko odebrałam.
- Dawaj do kina za dwadzieścia minut! - zarządziła.
- Nie mam ochoty.. - byłam do tego wypadu sceptycznie nastawiona.
- No proszę.. Tak dawno sie nie widziałyśmy, a Ty nie chcesz ze mną spędzić czasu? - wyczułam smutek w Jej głosie.
- Dobra niech Ci będzie.. - poszłam jej na kompromis. - Ile mam wziąć kasy? Na co idziemy?
- O to się nie martw. Ja stawiam. - zaśmiała się. - Bądź u mnie za dziesięć minut. - dodała i się rozłączyła. Poszłam do łazienki i rozczesałam włosy. Zaplotłam sobie dwa dobierańce i wypsikałam perfumami. Wróciłam do pokoju i do ulubionej torebki schowałam portfel, chusteczki i moje głupoty. Zeszłam na dół i natknęłam się na Luisa.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Do kina z Kylie. - powiedziałam prawdę.
- Czy aby na pewno z Kylie? - jak mówiłam prawdę, to mi nie wierzył.
- No Kylie mi to zaproponowała, a kogo Ona jeszcze przyprowadzi to nie wiem. Powiedziała mi, że we dwie. W takim razie dlatego idę. - wytłumaczyłam.
- Okej. - uśmiechnął się, a ja wyszłam z domu. Hiszpanka czekała już na mnie przy samochodzie swojego taty.
- No nareszcie. - zaśmiała się. Wsiadłam do auta i zapięłam pasy. - I co już wiesz co odwaliłaś?
- Wiem. To wszystko przez nasze głupie pomysły.. - oznajmiłam, a ta wyjechała na zakorkowane ulice Barcelony. Włączyła radio i patrzyła na drogę.
- Nasze głupie pomysły? - powtórzyła po mnie.
- Wymyśliłyśmy żeby grać w butelkę i tak się zaczęło.. - burknęłam podenerwowana.
- Będzie dobrze, zobaczysz. - pocieszyła mnie dojeżdżając do pobliskiej galerii. Kylie zaparkowała na parkingu i poszłyśmy do środka Centrum Handlowego. Wjechałyśmy ruchomymi schodami na piętro i poszłyśmy pod kino. - Chodź idziemy pod sale. - zaciągnęła mnie.
- To nie kupujemy biletów? - zapytałam, ale nie musiała mi odpowiadać, bo na jednej z kanap siedzieli sobie Marc z Gerardem. - Mówiłaś, że będziemy we dwie. - burknęłam.
- Chodźmy, bo zaraz się zacznie. - odparł Niemiec i weszliśmy na sale. Zajęliśmy miejsca w ostatnim rzędzie. Usiadłam między Gerardem, a Marciem. Kylie zrobiła to specjalnie. Chciałam zapytać się Marca jaki to film, ale ten już zdążył zacząć obściskiwać się z moją przyjaciółką.
- Jaki to film? - zapytałam Hiszpana siedzącego obok mnie, który obżerał się popcornem.
- Martwe zło. Jakiś horror. - odpowiedział mi kiedy przełknął.
- Zabiję ją. - burknęłam. - Weź mi daj coli. - nakazałam mu.
- Proszę Pięknotko. - podał mi kubek. Napiłam sie trochę i oddałam. Seans się rozpoczął. Sam początek już mnie przerażał. Przy pierwszej lepszej scenie się bałam. Mimowolnie trzymałam Gerarda za rękę. Ten mnie przytulił i bez słowa oglądaliśmy.
***
- Nareszcie.. - odetchnęłam z ulgą.
- Nie lubisz horrorów? - zapytał chłopak mojej przyjaciółki.
- To najgorsze gówno jakie może być. - fuknęłam.
- Ale te filmy mają swoje plusy. - zaśmiał się Hiszpan.
- Taa.. - fuknęłam. - To cześć. - pożegnałam się z nimi.
- Do zobaczenia jutro na imprezie. - pomachał mi Gerard. Wsiadłyśmy z Kylie do samochodu.
Po dwudziestu minutach byłam już w domku. Opowiedziałam Luisowi o filmie i poszłam na górę. Wykąpałam się i wróciłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Przejrzałam instagram oraz snapchat. Kiedy już miałam odkładać telefon przyszła mi wiadomość.

Nieznajomy Hej piękna! 
Ja Kim jesteś? 
Nieznajomy Twoim ulubionym mężczyzną w Barcelonie, z którym spędziłaś noc. :D
Ja Oj ulubiony to Ty nie jesteś. Ale marzyć każdy może. ;p 
Gerard Nie muszę marzyć. I tak będziesz moja. :) 
Ja Nie bądź taki pewny siebie. Lepiej idź spać, bo na trening zaśpisz. 
Gerard Spokojnie. Będę jutro po Ciebie o 18;00. 
Ja Po co? :o 
Gerard Idziesz ze mną na imprezę do Neymara. ;) 
Ja A kto powiedział, że ja w ogóle się tam wybieram? 
Gerard Ja tak mówię i tak będzie. Bądź gotowa, będę czekał pod domem. Papa piękna <3 
Ja Dobranoc ;*             

Już na nic mi nie odpisał. Podłączyłam telefon do ładowarki Leżałam jeszcze chwilę i odpłynęłam.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz