"Is it too late now to say sorry?
Yeah I know that I let you down
Is it too late to say I'm sorry now?"
♥♥♥
Yeah I know that I let you down
Is it too late to say I'm sorry now?"
♥♥♥
Nareszcie! Po czterech godzinach lotu ponownie w Barcelonie. Nie było mnie tutaj ponad rok. Głupia ja się zakochałam i wyleciałam do Oslo, żeby być ze swoim wspaniałym chłopakiem, który zdradził mnie kilka godzin temu z najlepszą przyjaciółką. Po prostu wspaniale. Antonella Ty naiwna idiotko. Ciekawe jak wujek Luis zareaguje na mój powrót. Wyszłam na główną płytę lotniska i postanowiłam odebrać mój bagaż. Udałam się do wyznaczonego punktu, ale była tam ogromna kolejka. A dokładniej tłum.
- Co się stało? - zapytałam jakieś dziewczyny stojącej tuż obok mnie. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a zarazem zażenowaniem. Nie rozumiałam tego.
- To Ty nie wiesz? - zaczęła się śmiać. - Piłkarze Barcy wracają z obozu przygotowawczego. Większość tu obecnych oczywiście to fani, którzy przyszli zrobić sobie zdjęcie. Byli tylko z drugim trenerem zespołu, ponieważ dzisiaj mieli zatrudnić nowego. - wyjaśniła.
- Super po prostu. - fuknęłam. - Ty też czekasz na bagaż? - zapytałam po chwili.
- Tak. I chyba długo sobie poczekamy. - odpowiedziała na moje pytanie.
- Jak chcesz to sobie czekaj. Ja nie mam takiego zamiaru. - zaśmiałam się. Zarzuciłam sobie torbę na ramie i przecisnęłam się przez ten ogromy tłum. Teraz chyba mogę podziękować Bogu za to, że jestem taka szczupła. Stanęłam na samym początku. Moim oczom ukazał się Xavi, który ucieszony machał każdemu. Popatrzył na mnie i zabrał swój bagaż. Na taśmie zobaczyłam czarną walizkę z breloczkiem w kształcie Wieży Eiffla. To moja walizka. Już wyciągałam po nią rękę, kiedy nagle z przed nosa zabrał mi ją Rafinha. Nie cierpiałam Go. Wydawał się taki wredny.. Pewnie pomyślał, że to Jego walizka. Zabrałam podobną, która zapewne należała do sprawcy tego zamieszania. Ruszyłam w Jego stronę.
- Hej, przepraszam.. - próbowałam Go jakoś zaczepić, ale oczywiście przez te Jego głupie słuchawki nic nie słyszał, albo może udawał. Dla mnie to nie było śmieszne. Spojrzałam na idącego obok mnie Daniego Alvesa. Widać, że zrobiło mu się mnie szkoda.
- Raf! - wrzasnął na Niego.
- Tak? - odwrócił się.
- Ta o to młoda dziewczyna ma do Ciebie sprawę. - zaśmiał się.
- Ach tak? Moment. - wyciągnął z kieszeni marker i podpisał mi się na mojej bialutkiej koszulce.
- Jakim prawem pomazałeś mi koszulkę?! - oburzyłam się.
- Inni oddaliby wszystko, żeby dostać taki autograf. - fuknął. Ale On był zarozumiały i arogancki.
- A ja nie. Mam inną sprawę. Oddaj mi moją walizkę. - wskazałam na bagaż stojący obok Niego.
- Niemożliwe. Jeśli chcesz kilka par moich bokserek, to zastanowię sie nad tym czy Ci je dać.
- Okej, nie ma sprawy. Skoro mi nie wierzysz, to będę miała ich pod dostatkiem. Tylko co ja z nimi zrobie? Co? Przecież, takiego małego rozmiaru nikt nie kupi. Ale nie wiem czy Ty będziesz chciał chodzić w moim bikini, albo majteczkach. - zaśmiałam się i odwróciłam na pięcie udając się w stronę wyjścia.
- Ej zaczekaj. - usłyszałam jak mnie woła. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. - Przypuśćmy, że masz rację. Może oddałabyś mi te rzeczy, po romantycznej kolacji dziś wieczorem? - zapytał ucieszony, a ja myślałam, że za chwilę zabije Brazylijczyka.
- Jesteś palantem. - fuknęłam po czym chwyciłam za moją walizkę i udałam się przed budynek. Anto 1 Raf 0. Złapałam taksówkę i pojechałam do fryzjera. A co mi tam. Taksówkarz podwiózł mnie do mojego ulubionego fryzjera w stolicy Katalonii. Fryzjerka przemalowała mnie z blondu na ciemny brąz. Trochę je podcięła i byłam już całkiem inną Antonellą niż tą z Oslo. Fryzjer był dość blisko dzielnicy, w której mieszkał mój chrzestny. Stwierdziłam, że się trochę przejdę i nacieszę słonecznym dniem. Tylko to mi chyba na razie pozostało. Zahaczyłam jeszcze o kiosk i zakupiłam starter. Schowałam go do torebki i powolnym krokiem udałam się w stronę willi. Dalej nie rozumiem jak mogłam porzucić tak świetne miejsce, dla Niego. Zacznę tutaj wszystko od początku. Zero chłopaków, liczę się tylko ja. Po jakichś piętnastu minutach dotarłam pod wielką rezydencję wujka. Rozbudował się, ale jeszcze bardziej przykuł moją uwagę dom obok. Był jeszcze większy. Ale szycha musi tutaj mieszkać. Zadzwoniłam domofonem i przed dom wyszedł mój chrzestny. Z początku mnie nie poznał, ale jak podszedł bliżej, to od razu się uśmiechnął. Wziął ode mnie tą nieszczęsną walizkę i zaprowadził do domu. Usiadłam na kanapie w salonie, a ten obok mnie.
- Nella. - zawsze tak do mnie mówił. - Co się stało, że wróciłaś? - wiedziałam, że o to zapyta.
- Długa historia. - westchnęłam.
- Musze Ci coś powiedzieć. - zaklaskał. - Zostałem oficjalnie trenerem Barcy!
- Wow gratuluje. - przytuliłam Go.
- Musze Ci coś powiedzieć. - zaklaskał. - Zostałem oficjalnie trenerem Barcy!
- Wow gratuluje. - przytuliłam Go.
- Mogłaś zadzwonić, że wracasz. Przyjechałbym po Ciebie na lotnisko. - odwzajemnił uścisk.
- Ten powrót nie był planowany. Josh mnie zdradził, nic mnie tam już nie trzymało. Nie chce widzieć Go nigdy więcej. Mam nowy numer. Zaczynam życie od nowa. Żaden chłopak nie zawróci w mojej głowie. Bynajmniej taki mam plan. - wyjaśniłam mu.
- No dobra. Pomogę Ci w tym. - poklepał mnie po ramieniu. - Gdybym wiedział, to jakoś przygotowałbym Ci Twój pokój. A tak jest taki sam jak przed powrotem. - dodał.
- Nie byłoby takiej potrzeby. Zaniesiesz mi walizkę? Chciałabym się rozpakować. - wstałam z kanapy i ruszyłam na piętro. Oczywiście ostatnie drzwi po lewej, to mój pokoik. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wujek przyniósł mi ten bagaż i zostawił samą w pokoju. Wszystko na swoim miejscu, tak jak to zapamiętałam. Panował w Nim pedantyczny porządek. Jak nigdy. Otworzyłam walizkę i usiadłam na podłodze. Wyciągnęłam z Niej laptop i włączyłam. Połączyłam się z siecią wi-fi i weszłam na facebook'a. Usunęłam konto, potem na twitter'a, instagram i również zrobiłam to samo. Na instagramie założyłam sobie nowe i ustawiłam prywatny profil. Zaobserwowałam kilka znanych osób i wyszłam z przeglądarki. Wyczyściłam komputer oraz telefon ze wszystkich zdjęć, po czym weszłam na Spotify i włączyłam moje ulubione piosenki. Postawiłam laptop na toaletkę i otworzyłam balkon. Było bardzo ciepło. Po kolei wypakowywałam swoje ciuchy. Zajęło mi to ponad dwie godziny. Nie lubiłam sprzątać. Byłam straszną bałaganiarą. Skończyłam wypakowywać ciuchy i zabrałam się na ogarnianie toaletki. Do szuflad posegregowałam rzeczy do twarzy, oczu, brwi. Poukładałam jeszcze perfumy i mgiełki. Wzięłam rzeczy do mycia i poukładałam je w mojej prywatnej łazience. Wróciłam do pokoju i schowałam walizkę do szafy. Wyciągnęłam z niej dresy i koszulkę z napisem "Only I 'm perfect." Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z kabiny i wytarłam ciało ręcznikiem. Przebrałam się w wyżej wymienione rzeczy i rozczesałam włosy, po czym związałam je w wysokiego kucyka. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Zabrałam telefon i zeszłam na dół. Zastałam Luisa w kuchni. Czuć było, że robi spaghetti. Usiadłam sobie przy stole i nic się nie odzywałam.
- O, a miałem Cię wołać. - zaśmiał się. - Jesteś głodna?
- Tak i to bardzo. - oznajmiłam.
- W takim razie prosze bardzo. - podał mi talerz przepysznego dania. Chyba tego mi najbardziej brakowało. Zjadłam wszystko ze smakiem i popiłam jak zawsze sokiem pomarańczowym.
- Dziękuje bardzo. Jak zawsze przepyszne. - pochwaliłam Go.
- Bez przesady. - jak zwykle skromny Luis.
- Ależ ja nie przesadzam. - zaśmiałam się. - Chyba pójdę załatwić pewną sprawę. - westchnęłam.
- A jaką? - zapytał od razu. Jak zawsze ciekawski Luis.
- Muszę przeprosić Kylie. Przesadziłam wtedy. - powiedziałam o swoich zamiarach.
- Pytała ostatnio co u Ciebie. - wow czyli może jest jakiś cień nadziei, że mi wybaczy.
- Na prawdę? To w takim razie idę się przebrać i lecę. - dałam mu buziaka i pobiegłam na górę. Wyciągnęłam z szafy crop top i ogrodniczki. Szybko nałożyłam je na siebie i zabierając telefon wybiegłam jak torpeda z domu.Na szczęście był już wieczór więc nie było tak gorąco. Do Kylie nie miałam daleko, tylko około pół kilometra drogi. Szybko przeszłam ten dystans i po kilku minutach stałam przed drzwiami domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem i drzwi się otworzyły. Stała w nich moja stara dobra Kylie. Kiedy ją zobaczyłam łzy zaczęły mi płynąć po policzkach. Jej tak samo. Bez zastanowienia przytuliłam ją mocno.
- Wróciłaś już na stałe? - zapytała.
- Tak. - odpowiedziałam i wpuściła mnie do środka. - Przepraszam za moje zachowanie w stosunku do Ciebie. Byłam głupia. Omamił mnie. - zaczęłam przepraszać.
- Ja też przesadziłam. Nie powinnam się tak zachować. - odparła kiedy usiadłyśmy na kanapie.
- Czyli między nami wszystko okej? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Tak! Wiesz jak ja tęskniłam? - rzuciła się na mnie.
- Ja też i to bardzo. - również ją przytuliłam.
- Skoro wróciłaś, to pewnie nie jesteś już z Joshem.. - szeroko się uśmiechnęła. Widać, ze Go nie lubi.
- No nie, zdradził mnie. - burknęłam.
- To proponuję się najebać! - zaśmiała się na cały dom. - Miałam iść dzisiaj z Marciem i chłopakami na imprezę. Co Ty na to, żebyś wybrała się tam ze mną? - zaproponowała.
- Sama nie wiem.. - jakoś podchodziłam sceptycznie do tego. - Nie wiem czy będę tam mile widziana w końcu umówili się z Tobą. - dodałam.
- No wiesz co.. Oni jak Cię zobaczą to na pewno nie będą narzekać! - szeroko się uśmiechnęła.
- A kto tam będzie? - chciałam się dowiedzieć.
- Tego jeszcze nie wiem. Ale przyrzekam, że sami przystojniacy. - powiadomiła mnie. - Wybierzesz sobie któregoś. - dodała.
- No nie wiem.. - westchnęłam.
- Nawet ze mną nie dyskutuj! - wrzasnęła. - Chodź na górę. Ładnie Cię pomaluje, pożyczę jakąś mini, wyprostuję włosy i będzie amazing! - pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju..
***
Około godziny dwudziestej pierwszej byłyśmy już gotowe. Moja przyjaciółka pożyczyła mi czarną miniówę i na moją prośbę nie przesadziła z makijażem. Wymyśliłam, że włosy sobie lekko podkręcę na końcach i tak też zrobiłam. Wyszłyśmy ucieszone z domu i taksówka już na nas czekała. W miedzy czasie powiadomiłam wujka, że wrócę bardzo późno i mogłyśmy jechać. Taksówkarz dowiózł nas do centrum. Przeszłyśmy się kawałek i dotarłyśmy do Pub Fiction.
- To tutaj! - powiadomiła mnie z dumą w głosie.
- Przecież to najlepszy klub w Barcelonie. - kopara mi opadła. W dodatku ujrzałam w oddali najnowszy nabytek Barcy. A mianowicie Marca ter Stegena. Machał nam z uśmiechem. Kylie ujęła moją dłoń i prowadziła w stronę Niemca.
- Cześć Skarbie. - czule ją pocałował.
- Hej, hej. - zaśmiała się. - To jest moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie.
- Jestem Marc. Miło mi Cię poznać. - podał mi dłoń.
- Nie musisz się przedstawiać. - uścisnęłam Jego dłoń z uśmiechem. - Jesteś tym nowym bramkarzem w Barcy. - dodałam.
- Tak, ale nie rozmawiajmy dzisiaj o tym. - ciągle się uśmiechał.
- A gdzie chłopcy? - zapytała Kylie.
- Siedzą już przy stoliku. Czekali na nas. - oznajmił i weszliśmy bez problemu do klubu. A mianowicie do loży VIP. To wejście pewnie dużo Go kosztowało. W środku było mnóstwo ludzi, siedzieli przy barze, tańczyli na parkiecie.. Chaos. Tak dawno nie byłam na imprezie, że zapomniałam jak jest. Marc prowadził nas w głąb pomieszczenia, aż dotarliśmy do ogromnego stolika przy którym siedzieli : Marc Barta, Neymar Jr, Gerard Pique, Jordi Alba i jakaś młoda dziewczyna. Wydawała się miła. Bynajmniej na taką wyglądała.
- Cześć wszystkim. To moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie.
- Hej. Ja jestem Rafaella, ale wszyscy mówią do mnie Rafa. - podała mi dłoń dziewczyna siedząca tuż obok Jordiego. Przedstawiłam się wszystkim i usiadłam sobie między Bartrą, a Brazylijczykiem. Od razu nawiązaliśmy wspólny temat. Fajnie się z nimi rozmawiało. Byłam trochę skrępowana, ponieważ ciągle czułam na sobie wzrok Pique.
- Waka waka idź zamów drinki. - odezwał się nagle mój "prześladowca".
- Ych.. - burknął. - Ale Ty chodź ze mną. - nakazał mu Neymar.
- Niech Ci będzie. - widać, że był niezbyt zadowolony z tego. Niechętnie wstał i poszedł z Brazylijczykiem do baru, przy okazji posyłając mi szeroki uśmiech.
- Dlaczego waka waka? - zapytałam od razu Jordiego, do którego się przysunęłam, aby również lepiej poznać Rafaellę.
- Bo jest partnerem Shakiry. - odpowiedział od razu.
- Neymar z Shakirą, na prawdę? - nie mogłam w to uwierzyć, w końcu co jak co, ale była od Niego o wiele starsza.
- Na prawdę. - zaśmiał się. - Nawet zrobił jej dzieciaka. - dodał.
- A komu mój kochany braciszek nie zrobił dzieciaka? - westchnęła Rafa. - Ale spokojnie, On jest spoko. Jak widzę nawiązałaś z nim temat. - dodała z uśmiechem.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - oznajmił Hiszpan. - Wydaje mi się, że podobałaś się naszemu Gerardowi. - wykorzystał to, że nie było Go w pobliżu. Jakoś mnie to nie satysfakcjonowało. Gdyby Luis się dowiedział, to chyba nie miałabym życia.
- Weź, proszę Cię. - wyśmiałam Go. - Na bank ma już jakąś. - dodałam i akurat przyszli. Ale w rękach mieli tylko trzy butelki wódki i jedną wisky.
- Nie ma. - zaczął się śmiać.
- Ja też tak sądzę. - uśmiechnęła się życzliwie Brazylijka. - Będzie dyskretnie podbijał zobaczysz.
- Wolę konkrety. Lubie wiedzieć na czym stoję. - odparłam.
- Ja też. - zaśmiał się Gerard, który usiadł obok mnie. Otworzył jedną butelkę wódki i porozlewał wszystkim po kolei. Jeden kieliszek, drugi, trzeci i tak dalej.. Nie ominęłam żadnej kolejki. Potem visky, które wypiłam z Gerardem oraz Jordim. Potańczyłam chwilę i Rafaella wyciągnęła mnie po drinki. Zamówiłyśmy dla wszystkich i wróciłyśmy do reszty. Alkohol dzisiaj dość łatwo mi wchodził. Byłam tak pijana jak nie wiem. Jeszcze coś tam trochę kontaktowałam, ale potem urwał mi się całkowicie film...
- Dziękuje bardzo. Jak zawsze przepyszne. - pochwaliłam Go.
- Bez przesady. - jak zwykle skromny Luis.
- Ależ ja nie przesadzam. - zaśmiałam się. - Chyba pójdę załatwić pewną sprawę. - westchnęłam.
- A jaką? - zapytał od razu. Jak zawsze ciekawski Luis.
- Muszę przeprosić Kylie. Przesadziłam wtedy. - powiedziałam o swoich zamiarach.
- Pytała ostatnio co u Ciebie. - wow czyli może jest jakiś cień nadziei, że mi wybaczy.
- Na prawdę? To w takim razie idę się przebrać i lecę. - dałam mu buziaka i pobiegłam na górę. Wyciągnęłam z szafy crop top i ogrodniczki. Szybko nałożyłam je na siebie i zabierając telefon wybiegłam jak torpeda z domu.Na szczęście był już wieczór więc nie było tak gorąco. Do Kylie nie miałam daleko, tylko około pół kilometra drogi. Szybko przeszłam ten dystans i po kilku minutach stałam przed drzwiami domu mojej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem i drzwi się otworzyły. Stała w nich moja stara dobra Kylie. Kiedy ją zobaczyłam łzy zaczęły mi płynąć po policzkach. Jej tak samo. Bez zastanowienia przytuliłam ją mocno.
- Wróciłaś już na stałe? - zapytała.
- Tak. - odpowiedziałam i wpuściła mnie do środka. - Przepraszam za moje zachowanie w stosunku do Ciebie. Byłam głupia. Omamił mnie. - zaczęłam przepraszać.
- Ja też przesadziłam. Nie powinnam się tak zachować. - odparła kiedy usiadłyśmy na kanapie.
- Czyli między nami wszystko okej? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Tak! Wiesz jak ja tęskniłam? - rzuciła się na mnie.
- Ja też i to bardzo. - również ją przytuliłam.
- Skoro wróciłaś, to pewnie nie jesteś już z Joshem.. - szeroko się uśmiechnęła. Widać, ze Go nie lubi.
- No nie, zdradził mnie. - burknęłam.
- To proponuję się najebać! - zaśmiała się na cały dom. - Miałam iść dzisiaj z Marciem i chłopakami na imprezę. Co Ty na to, żebyś wybrała się tam ze mną? - zaproponowała.
- Sama nie wiem.. - jakoś podchodziłam sceptycznie do tego. - Nie wiem czy będę tam mile widziana w końcu umówili się z Tobą. - dodałam.
- No wiesz co.. Oni jak Cię zobaczą to na pewno nie będą narzekać! - szeroko się uśmiechnęła.
- A kto tam będzie? - chciałam się dowiedzieć.
- Tego jeszcze nie wiem. Ale przyrzekam, że sami przystojniacy. - powiadomiła mnie. - Wybierzesz sobie któregoś. - dodała.
- No nie wiem.. - westchnęłam.
- Nawet ze mną nie dyskutuj! - wrzasnęła. - Chodź na górę. Ładnie Cię pomaluje, pożyczę jakąś mini, wyprostuję włosy i będzie amazing! - pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju..
***
Około godziny dwudziestej pierwszej byłyśmy już gotowe. Moja przyjaciółka pożyczyła mi czarną miniówę i na moją prośbę nie przesadziła z makijażem. Wymyśliłam, że włosy sobie lekko podkręcę na końcach i tak też zrobiłam. Wyszłyśmy ucieszone z domu i taksówka już na nas czekała. W miedzy czasie powiadomiłam wujka, że wrócę bardzo późno i mogłyśmy jechać. Taksówkarz dowiózł nas do centrum. Przeszłyśmy się kawałek i dotarłyśmy do Pub Fiction.
- To tutaj! - powiadomiła mnie z dumą w głosie.
- Przecież to najlepszy klub w Barcelonie. - kopara mi opadła. W dodatku ujrzałam w oddali najnowszy nabytek Barcy. A mianowicie Marca ter Stegena. Machał nam z uśmiechem. Kylie ujęła moją dłoń i prowadziła w stronę Niemca.
- Cześć Skarbie. - czule ją pocałował.
- Hej, hej. - zaśmiała się. - To jest moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie.
- Jestem Marc. Miło mi Cię poznać. - podał mi dłoń.
- Nie musisz się przedstawiać. - uścisnęłam Jego dłoń z uśmiechem. - Jesteś tym nowym bramkarzem w Barcy. - dodałam.
- Tak, ale nie rozmawiajmy dzisiaj o tym. - ciągle się uśmiechał.
- A gdzie chłopcy? - zapytała Kylie.
- Siedzą już przy stoliku. Czekali na nas. - oznajmił i weszliśmy bez problemu do klubu. A mianowicie do loży VIP. To wejście pewnie dużo Go kosztowało. W środku było mnóstwo ludzi, siedzieli przy barze, tańczyli na parkiecie.. Chaos. Tak dawno nie byłam na imprezie, że zapomniałam jak jest. Marc prowadził nas w głąb pomieszczenia, aż dotarliśmy do ogromnego stolika przy którym siedzieli : Marc Barta, Neymar Jr, Gerard Pique, Jordi Alba i jakaś młoda dziewczyna. Wydawała się miła. Bynajmniej na taką wyglądała.
- Cześć wszystkim. To moja przyjaciółka Nella. - przestawiła mnie.
- Hej. Ja jestem Rafaella, ale wszyscy mówią do mnie Rafa. - podała mi dłoń dziewczyna siedząca tuż obok Jordiego. Przedstawiłam się wszystkim i usiadłam sobie między Bartrą, a Brazylijczykiem. Od razu nawiązaliśmy wspólny temat. Fajnie się z nimi rozmawiało. Byłam trochę skrępowana, ponieważ ciągle czułam na sobie wzrok Pique.
- Waka waka idź zamów drinki. - odezwał się nagle mój "prześladowca".
- Ych.. - burknął. - Ale Ty chodź ze mną. - nakazał mu Neymar.
- Niech Ci będzie. - widać, że był niezbyt zadowolony z tego. Niechętnie wstał i poszedł z Brazylijczykiem do baru, przy okazji posyłając mi szeroki uśmiech.
- Dlaczego waka waka? - zapytałam od razu Jordiego, do którego się przysunęłam, aby również lepiej poznać Rafaellę.
- Bo jest partnerem Shakiry. - odpowiedział od razu.
- Neymar z Shakirą, na prawdę? - nie mogłam w to uwierzyć, w końcu co jak co, ale była od Niego o wiele starsza.
- Na prawdę. - zaśmiał się. - Nawet zrobił jej dzieciaka. - dodał.
- A komu mój kochany braciszek nie zrobił dzieciaka? - westchnęła Rafa. - Ale spokojnie, On jest spoko. Jak widzę nawiązałaś z nim temat. - dodała z uśmiechem.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - oznajmił Hiszpan. - Wydaje mi się, że podobałaś się naszemu Gerardowi. - wykorzystał to, że nie było Go w pobliżu. Jakoś mnie to nie satysfakcjonowało. Gdyby Luis się dowiedział, to chyba nie miałabym życia.
- Weź, proszę Cię. - wyśmiałam Go. - Na bank ma już jakąś. - dodałam i akurat przyszli. Ale w rękach mieli tylko trzy butelki wódki i jedną wisky.
- Nie ma. - zaczął się śmiać.
- Ja też tak sądzę. - uśmiechnęła się życzliwie Brazylijka. - Będzie dyskretnie podbijał zobaczysz.
- Wolę konkrety. Lubie wiedzieć na czym stoję. - odparłam.
- Ja też. - zaśmiał się Gerard, który usiadł obok mnie. Otworzył jedną butelkę wódki i porozlewał wszystkim po kolei. Jeden kieliszek, drugi, trzeci i tak dalej.. Nie ominęłam żadnej kolejki. Potem visky, które wypiłam z Gerardem oraz Jordim. Potańczyłam chwilę i Rafaella wyciągnęła mnie po drinki. Zamówiłyśmy dla wszystkich i wróciłyśmy do reszty. Alkohol dzisiaj dość łatwo mi wchodził. Byłam tak pijana jak nie wiem. Jeszcze coś tam trochę kontaktowałam, ale potem urwał mi się całkowicie film...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz